Postrach czołówki. Jak Leeds stawia się faworytom

Z 12 punktów aż sześć zdobyli przeciwko zespołom z Big Six. Mimo, że przed minioną kolejką byli na przedostatnim miejscu, a obecnie mają tylko punkt przewagi nad strefą spadkową, przeciwko czołówce nie grają jak typowa drużyna walcząca o utrzymanie. Wychodzą odważnie, nie pozwalając rywalowi na spokojne rozgrywanie piłki. Co prawda, nie najlepiej rozpoczęli trwającą kampanię, jednak każdemu mocniejszemu od siebie, z którym się mierzyli zdążyli już sprawić sporo kłopotów. Nawet, jeżeli walczysz o mistrzostwo, to za mecz z Leeds nie możesz z automatu dopisywać sobie trzech punktów.

Leeds najlepiej punktuje przeciwko Big Six

Po 12 rozegranych dotychczas spotkaniach Pawie mają na koncie 12 punktów. Łatwo policzyć, że średnia wynosi równo 1 pkt/mecz. Z kolei w trzech starciach z ekipami z Big Six (Chelsea, Arsenal i Liverpool) Leeds ugrało aż sześć „oczek”, co daje średnio 2 pkt/mecz. Dla porównania z pozostałymi zespołami drużyna Marscha punktuje ze średnią 0,67/mecz (6 punktów w 12 spotkaniach). Oczywiście, na podstawie tak małej liczby meczów nie można wyciągać daleko idących wniosków. W wielu spotkaniach o końcowym rezultacie często decyduje po prostu szczęście. Jednak zarówno liczba punktów, jak i sam sposób gry sugerują, że Leeds ma patent na mocniejszych od siebie.

Najpierw rozbili 3:0 Chelsea. Zwycięstwo to było bezapelacyjne i jak najbardziej zasłużone. Według modelu xG (goli oczekiwanych) Pawie stworzyły sobie znacznie lepsze sytuacje aniżeli The Blues (2,21 – 0,69). Podobnie było z Arsenalem (2,02 – 0,82), jednak wówczas zawiodła skuteczność. Drużyna z Elland Road była zwyczajnie lepsza od Kanonierów. W drugiej połowie praktycznie nie pozwalała rywalom na wyjście z własnej połowy i miała mnóstwo okazji na wyrównanie (chociażby niewykorzystany rzut karny). Ostatecznie przegrała 0:1, ale pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie.

Wreszcie w poprzedniej kolejce, Leeds jako pierwsza drużyna od marca 2021 roku, wygrała na Anfield. I choć Liverpool jest obecnie w kryzysie, to u siebie dotąd regularnie punktował. Mimo wszystko, był to chyba najsłabszy z tych wszystkich meczów (1,91 – 1,61 xG na korzyść The Reds). W końcówce ekipa Marscha nieco oddała inicjatywę The Reds i nic nie wskazywało na to, że uda im się strzelić zwycięską bramkę. Niemniej jednak, jeżeli taki mecz można nazwać najsłabszym, to trzeba jasno powiedzieć, że Leeds po prostu ma patent na najlepszych.

Leeds to nie typowy zespół walczący o utrzymanie

Jesse Marsch od początku pracy na Elland Road trzyma się własnej filozofii, zainspirowanej szkołą Red Bulla. Gra Leeds oparta jest na wysokim, agresywnym presingu, dużej instensywności i szybkim przejściu do ataku po odbiorze piłki. Zresztą potwierdzają to statystyki. Pawie najszybciej ze wszystkich drużyn doskakują do przeciwnika. Ich wskaźnik PPDA (passes per defensive action) wynosi 8,25 i jest najniższy w całej lidze (druga Chelsea – 8,69). Prowadzą także pod względem prób odbiorów (285; drugie Southampton – 258) oraz są drudzy, jeżeli chodzi o próby odbioru w atakowanej tercji (37; pierwsza Chelsea – 38).

Z kolei w statystyce Field Tilt, które procentowo określa ilość kontaktów z piłką w tercji atakowanej w porównaniu do rywala, wyżej są tylko Manchester City, Liverpool, Arsenal, Chelsea, Brighton i Newcastle, a więc zespoły znajdujące się znacznie wyżej w tabeli i chcące dominować. Wszystkie te statystyki pokazują, że Leeds nie jest typowym zespołem kojarzonym z walką o utrzymanie. Pawie – w przeciwieństwie do większości drużyn skazywanych na spadek – nie stosują prostych środków. Wręcz przeciwnie. Leeds stara się zakładać wysoki pressing, odbierać piłkę jak najbliżej bramki przeciwnika i narzucać własne warunki.

Nastawienie przeciwko czołówce

Co ważne, Jesse Marsch nie zmienia swojej filozofii nawet wtedy, kiedy jego drużyna jest skazana na pożarcie. Leeds nie dostosowuje się do przeciwnika, tylko chce, aby gra toczyła się na ich zasadach. Oczywiście, pewnie nie zawsze okaże się to skuteczne, jednak jak narazie we wspomnianych trzech spotkaniach, taktyka ta sprawdzała się doskonale. Wystarczy przypomnieć sobie, jak Leeds zdobywało bramki. Pierwsze gole przeciwko Chelsea i Liverpoolowi strzelali po indywidualnych błędach przeciwników przy wyprowadzaniu piłki w okolicach własnego pola karnego. Jednak nie byłoby ich, gdyby nie agresywny doskok całego zespołu. Piłkarze Leeds poprzez wysoki pressing zmuszali rywali do błędów.

Przeciwko The Reds Pawie wyszły na prowadzenie już w 4. minucie, co tylko pokazuje, że nie czują zbędnego respektu wobec silniejszego rywala. Piłkarze Marscha od początku wychodzą wysoko i przez cały mecz starają się tak grać. W obu starciach przeciwko Chelsea i Arsenalowi Leeds częściej podejmowalo próby odbioru na połowie przeciwnika (13-9 z The Blues i 11-7 z Kanonierami). Natomiast przeciwko Liverpoolowi tyle samo (po 3). Oczywiście, ciężko jest utrzymać taką intensywność przez cały mecz, co było widoczne w sobotnim starciu z The Reds. W końcówce meczu zawodnicy Jessego Marscha nieco opadli z sił i nie atakowali już z taką intensywnością. Liverpool przejął inicjatywę, jednak wystarczyła jedna kontra, aby Pawie wyjechały z Anfield z kompletem punktów.

Gra lepsza niż wyniki

W ostatnich dniach sporo mówiło się o niepewnej pozycji Jessego Marscha, jednak zwycięstwo z Liverpoolem pokazało, że warto dać mu czas. W lecie Amerykanin dostał spore zaufanie od zarządu i wolną rękę w kwestii transferów. Marsch zaczął budować zespół na własną modłę sprowadzając piłkarzy, z którymi już wcześniej pracował bądź takich pasujących pod jego filozofię. Zwolnienie na tak wczesnym etapie sezonu byłoby porzuceniem obranej wcześniej drogi i przyznaniem się do błędu. Co prawda, wyniki jak dotąd nie bronią trenera Leeds, jednak sama gra wygląda o wiele lepiej. Leeds na początku tego sezonu ma po prostu sporo pecha. Według wspomnianego wcześniej modelu xG Leeds „zasłużyło” na cztery punkty więcej niż w rzeczywistości zdobyło, co dałoby im 11. miejsce.

Co więcej, patrząc na to, jak Leeds potrafi postawić się najsilniejszym widać, że jest to projekt z dużym potencjałem. A Zważywszy na to, że Pawie czekają jeszcze mecze z ekipami z Manchesteru, Tottenhamem czy nawet Newcastle śmiało można stwierdzić, że nie powiedzieli ostatniego słowa. Podopieczni Jessego Marscha jak mało kto w Premier League potrafią narzucić takie warunki, aby ich rywal nie czuł się na boisku komfortowo. I pomimo, że większość może spoglądać na nich z góry, to powinni zobaczyć, jak można postawić się tym najlepszym. Nie chować się we własnym polu karnym, tylko zagrać odważnie i bez zbędnego respektu.

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA
101,778FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ