Polska bliżej mundialu! Albania pokonana po trudnym meczu

To miał być kolejny wielki dzień w dziejach polskiego futbolu. Przy zapełnionym PGE Narodowym reprezentacja Polski chciała wykonać pierwszy z dwóch kroków w stronę mundialu, a kibice wierzyli, że ten wieczór zakończy się świętowaniem. Taki sam cel mieli jednak Albańczycy, czyli rywal zdecydowanie zbyt niewygodny, by lekceważyć jego potencjał.

Mocny początek, ale pierwsza połowa na minus…

Pierwszy kwadrans zdawał się sygnalizować, że biało-czerwoni są zdecydowanie silniejszym zespołem. Polacy weszli w mecz z dużym animuszem, kreowali akcje w okolicy pola karnego Albańczyków, potrafili wymienić serię szybkich podań, którymi „kupowali teren”. Zasadniczy problem? Okres bardzo dobrej gry nie przełożył się na żaden konkret.

REKLAMA

Mało tego, Albania nie tylko nie dała sobie strzelić gola w okresie przewagi Polaków. Mniej więcej po kwadransie zaczęła grać odważniej. Coraz częściej zbliżała się do bramki strzeżonej przez Kamila Grabarę. Piłkarze Jana Urbana z trudem kreowali sytuacje, a jeśli już podeszli pod bramkę rywala, brakowało im decydującego podania. Aktywny był Filip Rózga, który dość nieoczekiwanie wygrał rywalizację z Oskarem Pietuszewskim. Piłkarz Sturmu Graz walczył, szarpał, próbował nieszablonowych zagrań, ale większość z nich kończyła się niepowodzeniem. Z upływem minut reprezentacja Polski prezentowała się coraz bardziej ospale, a tuż przed przerwą chwilę dekoncentracji zaliczył Jan Bednarek. Błąd defensora FC Porto wykorzystał Arber Hoxha, który pokonał Grabarę. Pierwsza połowa, która zaczęła się tak optymistycznie, kończyła się bardzo źle.

Reprezentacja Polski uratowana przez „weteranów”

Jan Urban przy takim rezultacie nie miał innej opcji i wpuścił na murawę Oskara Pietuszewskiego. Zawodnik FC Porto, podobnie jak Rózga, walczył, żeby zrobić różnicę, a koledzy chętnie oddawali mu piłkę. Efekt był jednak zbliżony. Co więcej, Albańczycy wyprowadzali groźne kontry (jak można tak fatalnie wracać do obrony jak Polacy na początku drugiej połowy?) i tylko dzięki ich nieskuteczności mogliśmy zawdzięczać, że było „tylko” 0:1. Jeden strzał dzielił nas od remisu, a ten — mimo bardzo trudnego okresu gry — nadarzył się po godzinie gry. Sebastian Szymański wrzucał z rzutu rożnego, Thomas Strakosha minął się z piłką, a Robert Lewandowski wykończył okazję z najbliższej odległości. Mecz niejako rozpoczynał się na nowo. Z tą różnicą, że to reprezentacja Polski po strzeleniu gola była w natarciu.

Dziesięć minut po golu Lewego swój przebłysk pokazał inny weteran — Piotr Zieliński, który potężnym uderzeniem z dystansu dał biało-czerwonym prowadzenie. Mecz, który wybitnie się nam nie układał, odwróciliśmy w 600 sekund.

Albania nie była w stanie odzyskać kontroli na meczem, którą zyskała w pierwszej części gry. To był piekielnie trudny mecz dla reprezentacji Polski. Rywal nie odpuszczał, często podostrzał grę, a przede wszystkim — potrafił wykorzystać błąd Polaków. Gdyby w drugiej połowie Albańczycy zamknęli kontrę trafieniem na 2:0, biało-czerwonych mogłoby zabraknąć w finale baraży w Sztokholmie. Przeciwko Szwedom poprzeczka pójdzie jeszcze wyżej, a margines błędu będzie jeszcze mniejszy. Pierwszy krok został wykonany. Do sukcesu potrzeba jeszcze jednego…

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,738FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ