Poczucie nieomylności. Dlaczego Manchester City przeszarżował?

Po 15 kolejkach obecnego sezonu Manchester City już zgubił więcej punktów niż w historycznym sezonie 2017/18. The Citizens nie wygrali żadnego z czterech ostatnich meczów, przez co spadli na czwarte miejsce. Dorobek 30 punktów na obecnym etapie to raczej tempo pozwalające bić się co najwyżej o prawo gry w kolejnej edycji Ligi Mistrzów, a nie tytuł mistrzowski. Do prowadzącego Arsenalu The Citizens tracą już sześć punktów. Mimo że ekipa Guardioli nieraz wychodziła z większych tarapatów, tak teraz kibice mają powody do obaw. Kadra Obywateli jest zbyt wąska i źle zbalansowana.

REKLAMA

Nieomylny Manchester City

W ostatnich latach The Citizens zdominowali Premier League. Zdobywali mistrzostwo w pięciu z sześciu ostatnich sezonów. W tym czasie dołożyli do tego dwa triumfy w FA Cup i cztery w Pucharze Ligi, a w czerwcu świętowali wygranie Ligi Mistrzów. Wiele osób przypisuje to wszystko tylko i wyłącznie pieniądzom pompowanym do klubu przez szejków. I – co oczywiste – nie byłoby tych sukcesów, gdyby nie zmiana właścicielska 15 lat temu. Niemniej jednak obecnie wiele klubów może sobie pozwolić na podobne wydatki, a mimo to nie potrafi dotrzymać kroku ekipie Pepa Guardioli. The Citizens stali się najlepszą drużyną w Anglii nie tylko dzięki pieniądzom, ale również poprzez dobrze przygotowany plan rozwoju.

Najpierw w klubie zatrudniono Pepa Guardiolę, jednego z najlepszych trenerów na świecie i pozwolono mu budować zespół według własnej wizji. Pomimo że za kadencji Hiszpana Manchester City wydawał dużo na rynku transferowym, to bardzo rzadko się mylił. Guardiola po prostu widział więcej. Wiedział, jacy piłkarze pasują do preferowanej przez niego taktyki i miał pomysł, jak ich wykorzystać. Nawet jeśli któryś z nich początkowo się nie sprawdzał, to w dłuższej perspektywie jego zakup przeważnie się bronił. Ewidentne niewypały transferowe Obywateli od przyjścia Guardioli siedem lat temu można by policzyć na palcach jednej ręki.

Chęć zmiany stylu gry

Niemniej jednak wydaje się, że tego lata Guardiola się pomylił. Hiszpan uległ trendom taktycznym, które przyniósł do Premier League Roberto De Zerbi. Trener The Citizens chciał, aby jego zespół był bardziej bezpośredni. Częściej wciągał rywala do pressingu na własną połowę i wykorzystywał wolne przestrzenie za linią obrony. W tym celu Guardiola wziął na celownik piłkarzy, których największymi atutami są szybkość, drybling czy zdobywanie przestrzeni poprzez prowadzenie piłki. W efekcie Manchester City w minionym oknie transferowym zasilili Jeremy Doku — jeden z najlepszych dryblerów na świecie, Matteo Kovacić i Matheus Nunes – środkowi pomocnicy, którzy potrafią zdobywać teren z piłką przy nodze oraz Josko Gvardiol – środkowy obrońca, który także wyróżnia się w tym elemencie.

Na pierwszy rzut oka transfery te mogły dziwić. Oczywiście co do zakupu Gvardiola i Doku, nie było większych wątpliwości. Chorwat był jednym z odkryć mistrzostw świata i wciąż jest jednym z najbardziej perspektywicznych graczy na swojej pozycji. Z kolei Belg – pomimo nie najlepszego poprzedniego sezonu – zdążył już pokazać, że ma ogromny talent i drzemie w nim spory potencjał. Najwięcej znaków zapytania pojawiało się przy okazji transferów do środka pomocy. Kovacić przychodził z Chelsea, 12. drużyny poprzedniego sezonu, nie zawsze mając pewne miejsce w podstawowym składzie. Natomiast Nunes z 13. Wolverhampton i, pomimo że grał regularnie w wyjściowej jedenastce, to wcale nie przerastał umiejętnościami reszty kolegów.

Manchester City bez środkowych pomocników

Obaj nowi środkowi pomocnicy nie mieli łatwego zadania. Kovacić miał wejść w buty odchodzącego do Barcelony Ilkaya Gundogana, a Nunes kontuzjowanego na samym starcie sezonu Kevina De Bruyne’a. To, że obaj nie będą w stanie zastąpić ich jeden do jednego, było niemal pewne. Gorzej, że Guardiola już po kilku miesiącach do obu stracił zaufanie. Najlepszym tego przykładem było zestawienie wyjściowej jedenastki na mecz z Aston Villą (0:1). W środku pomocy City wyszli nominalny środkowy obrońca John Stones, 19-letni Rico Lewis, który zazwyczaj gra w roli bocznego obrońcy schodzącego do środka oraz napastnik Julian Alvarez. Jakby tego było mało, w fazie posiadania piłki do środka pola przesuwał się kolejny stoper Manuel Akanji.

Kiedyś Guardiola powiedział, że najchętniej zmieściłby w składzie jedenastu środkowych pomocników. W środę nie wystawił ani jednego. Jednym z powodów tego było również zestawienie skrzydeł, gdzie zagrali mogący występować w środku pomocy Bernardo Silva i Phil Foden. Guardiola nie miał jednak innego wyjścia. Ze względu na nieobecność Jeremy’ego Doku i Jacka Grealisha, Anglik i Portugalczyk byli jedynymi piłkarzami w kadrze ze sporym doświadczeniem gry na tych pozycjach. Teoretycznie trener City mógł też zastosować wariant z meczu z Arsenalem, w którym na skrzydle grał Alvarez, a Bernardo był ustawiony środku pomocy. Niemniej jednak przeciwko Kanonierom nie wyszło to najlepiej.

Problem z zastąpieniem Rodriego

W efekcie City przeciwko Aston Villi zagrało jeden z najgorszych meczów za kadencji Pepa Guardioli. Ekipa Unaia Emery’ego kompletnie zdominowała przyjezdnych. Obywatele oddali tylko dwa strzały, dopuścili aż do 22 i nie mieli żadnego rzutu rożnego. Ponadto The Villans aż 13 razy odzyskiwali piłkę w tercji obronnej The Citizens. Wszystkie te statystyki są najgorszym wynikiem Manchesteru City za kadencji Hiszpana. Oczywiście duży wpływ na taki przebieg meczu miały absencje kluczowych piłkarzy. Guardiola nie mógł w tym spotkaniu skorzystać z Rodriego, De Bruyne’a, Doku i Grealisha. Z drugiej strony przy znacznie większej liczbie kontuzji w innych czołowych zespołach (Newcastle, Manchester United, Chelsea) nie powinno to stanowić usprawiedliwienia.

Manchester City tego lata nieco zlekceważył sprawę i nie zabezpieczył się na wypadek większej liczby urazów. Z klubu pozwolono odejść Gundoganowi, Aymericowi Laporte’owi, Riyadowi Mahrezowi i Cole’owi Palmerowi. Co prawda, na ich miejsce sprowadzono nowych piłkarzy, jednak jak na razie ani Kovacić, ani Nunes nie są w stanie wypełnić luki powstałej w środku pomocy. Najlepiej świadczą o tym mecze, gdy Manchesterowi City brakuje Rodriego. The Citizens przegrali wszystkie cztery spotkania, kiedy Hiszpan pauzował za kartki. Co prawda, rywale nie byli najłatwiejsi (Newcastle w Carabao Cup, Wolves, Arsenal i Aston Villa), jednak nie może to tłumaczyć tak wielu porażek.

W zeszłym sezonie, kiedy Rodri nie mógł zagrać, jego miejsce zajmował Gundogan i wywiązywał się z tych obowiązków perfekcyjnie. W trwających rozgrywkach, po utracie Niemca, Guardiola musi eksperymentować i jak dotąd nie może znaleźć rozwiązania. Szkoleniowiec The Citizens nie ma zaufania do nikogo z trójki Kalvin Phillips, Kovacić i Nunes, przez co wystawia tam piłkarzy nieczujących się w pełni komfortowo na tej pozycji. Pozwalając odejść kilku ważnym zawodnikom i stawiając na bardzo nieoczywiste nazwiska, Manchester City latem wyraźnie przeszarżował.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,517FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ