Przed rozpoczęciem rundy wiosennej PKO BP Ekstraklasy Piast Gliwice był typowany jako murowany faworyt do spadku. Odkąd zespół przejął Daniel Myśliwiec, gra jednak dużo lepiej. Piast to trudna do okiełznania drużyna, potrafi zarówno wygrać, jak i przegrać z każdym. W ostatnich 5 meczach Gliwiczanie 2 razy wygrali (w tym z Jagiellonią Białystok) i odnieśli 3 porażki. Mimo lepszej postawy, trudno tu mówić o spokojnym bycie. Przed startem 26. kolejki mieli tylko 3 punkty przewagi nad strefą spadkową. Aby zyskać więcej spokoju, musieli wykorzystać panujące zamieszanie w Radomiaku Radom, z którym dzisiaj się mierzyli u siebie. Trenerski debiut Kiko Ramireza nie był zły, lecz o stabilizacji trudno było jeszcze mówić. Przed wyjazdem do Gliwic Radomiak był na 10. miejscu, ale tylko z 4 oczkami przewagi nad 16. Legią Warszawa.
Łaskawy wynik dla Radomiaka
Piast świetnie wszedł w to spotkanie i błyskawicznie otworzył wynik. Już wcześniej zespół z Górnego Śląska był tym, który na murawie wyglądał nieco lepiej. W 7. minucie potwierdził to golem, i to też nie byle jakim. Jakub Czerwiński posłał kapitalne, długie podanie na dobieg, do Jasona Lokilo. To nie była przypadkowa kontra, Belg pilnował linii środkowej boiska, aby uniknąć spalonego. Lokilo pokonał kilka metrów, potem spowolnił akcję. Podał do Jorge Félixa, a Hiszpanowi nie pozostało nic innego, jak wpakować piłkę do siatki. Prowadzenie w 100% zasłużone, a akcja podopiecznych Daniela Myśliwca – pierwsza klasa!
Mistrz Polski z 2019 roku nie miał zamiaru na tym poprzestawać. Wyglądał na rozpędzonego, pewnego siebie i zmierzającego po drugie trafienie. Dobrze funkcjonowały skrzydła, z Lokilo i Hugo Vallejo, hiszpański skrzydłowy błyszczał co jakiś czas w dryblingu. Radomiak był stłamszony, nie wiedział, jak odpowiedzieć. Mało go było na boisku, zostawiali na nim sporo miejsca Gliwiczanom. Jakiekolwiek akcje ofensywne, jeśli już się zdarzały, przychodziły przyjezdnym w ogromnych bólach. Tym lżej grało się Piastowi, który miał pełną kontrolę nad rywalem. W 23. minucie pięknego gola mógł zanotować Herman Barkouskij. Białorusin lekko uderzył z powietrza, będąc ustawionym tyłem. Filip Majchrowicz jednak świetnie interweniował.
Reprezentant Białorusi z ogromną zawziętością atakował bramkę Radomiaka. Po raz ostatni zdobył bramkę z akcji 22 listopada. Po 30 minutach gry Piast dał szansę przyjezdnym na to, aby mogli się wykazać. Gliwiczanie zwolnili tempo i czekali, co zrobi Radomiak. Musiał się jednak mieć na baczności, bo jeden błąd mógł kosztować kolejną kontrę, równie bolesną w skutkach, co ta z 7. minuty. W 36. minucie Grzegorz Tomasiewicz fantastycznie huknął na bramkę, ale Majchrowicz znowu się popisał między słupkami. Do przerwy Piast prowadził jednym golem. Powinien był jednak prowadzić dużo, dużo wyżej.
Sceny w Gliwicach!
Po przerwie niewiele się zmieniło. Dalej to Piast był stroną przeważającą na stadionie przy Okrzei. W 51. minucie pojawiła się kolejna szansa dla gospodarzy na podwyższenie prowadzenia. Steve Kingue faulował w polu karnym Igora Drapińskiego i Piast musiał tu dostać rzut karny. Przy okazji Kameruńczyk załatwił sobie przerwę, w postaci zawieszenia na kolejny mecz. Jedenastkę egzekwował Barkouskij. Strzał Białorusina był zbyt czytelny dla Majchrowicza, który odbił piłkę. 5 minut później znowu okazja dla Piasta i znowu niewykorzystana. Najpierw Lokilo, potem Elton Fikaj – za każdym razem górą golkiper.
Nie bez powodu mówi się, że niewykorzystane okazje lubią się mścić. W 61. minucie Radomiak wreszcie doszedł do głosu. Salifou Soumah płasko zagrał w pole karne. Skiksował Drapiński, co bezlitośnie wykorzystał Rafał Wolski. Kapitan Radomiaka zmieścił piłkę w bramce przy samym słupku i mecz zaczął się od nowa. Tym remisem Radomianie nacieszyli się jedynie przez 2 minuty. Emanuel Twumasi indywidualnie poprowadził akcję. Ghańczyk ograł dwóch obrońców, po czym huknął na bramkę, nie dając Majchrowiczowi szans na obronę. Fenomenalna odpowiedź Piasta!
Potężny skok Piasta w tabeli!
Radomiak w drugiej połowie dużo więcej grał piłką. Poza tą jedną sytuacją, która dała wyrównującą bramkę, niewiele z tego wynikało. W końcowych minutach działo się trochę mniej, jakby Piast postawił na pierwszym miejscu utrzymanie obecnego wyniku, a nie szukanie kolejnych bramek. Zwłaszcza, że przyjezdni z Mazowsza sobie dziś po prostu nie radzili. Nie oznaczało to, że całkowicie Gliwiczanie zrezygnowali z ofensywnej gry. W 81. minucie doskonałą okazję miał Barkouskij, ale po raz kolejny spudłował po strzale głową. Nie był to najlepszy mecz w wykonaniu Białorusina. Pod koniec meczu Radomiak podkręcił tempo, ale był przy tym chaotyczny.
I do remisu nie doprowadził. Mało tego, w 89. minucie myśli Radomianom o 2:2 wybił z głowy Leonardo Sanca. Piłkarz z Gwinei Bissau bez trudu odebrał futbolówkę Zie Ouattarze i samotnie ruszył na bramkę. Uderzył na dalszy słupek i rozstrzygnął to spotkanie. Piast mógł zamknąć ten mecz znacznie wcześniej, niż na minuty przed ostatnim gwizdkiem. Podopieczni Daniela Myśliwca grali nieporównywalnie lepiej i zasłużyli sobie na tę wygraną. A ona jest na wagę złota. Dzięki zdobytym dziś 3 punktom Piast awansował w tabeli o aż 5 pozycji – z 13. na 8. Gliwiczanie mogą odetchnąć z ulgą, bo utrzymanie jest coraz bliżej.
