Pep Guardiola, dlaczego mi to robisz?

Byłem już w tym miejscu. W sierpniu ubiegłego roku w obszernym tekście zastanawiałem się dlaczego Guardioli nie idzie w Lidze Mistrzów. Dlaczego ciągle kombinuje ze składem? Co jest tego przyczyną? W tym sezonie miało być inaczej. I w sumie było. Od rewanżowego meczu z Borussią Moenchengladbach Pep Guardiola grał niemal w niezmienionym składzie i City było o krok od triumfu. Finał jednak nie potoczył się po ich myśli.

Zanim przejdziemy do tekstu krótkie wyjaśnienie. Nie jestem fanem Manchesteru City. Daleko mi do tego. Należę za to do kościoła Pepa Guardioli. Imponuje mi jego filozofia, sposób patrzenia na futbol i regularność w zdobywaniu trofeów. Uważam go za najlepszego trenera w ostatniej dekadzie (co chyba nie jest zbyt kontrowersyjne) i po ludzku życzę mu tej trzeciej Ligi Mistrzów, a pierwszej poza Barceloną.

Tak blisko

Wierzyłem, że to nastąpi już w tym sezonie. Pep przestał kombinować. Od rewanżowego meczu z Borussią Moenchengladbach w 1/8 LM trzymał się 13-14 nazwisk podczas najważniejszych meczów. Przewidując skład na dzisiejszy finał były 2-3 znaki zapytania. Fernandinho czy Rodri jako defensywny pomocnik? Zinchenko czy Cancelo na lewej obronie? I ewentualnie ze względu na lewą nogę Laporte mógł zastąpić Stonesa. Gry bez nominalnego defensywnego pomocnika nikt się nie spodziewał. Końcowy wynik sugeruje, że Guardiola znów przekombinował. W środku pola brakowało kogoś, kto pomógłby przejąć kontrolę nad tym spotkaniem, przerwać kontratak, czy uspokoić grę.

Ten mecz jednak był bardzo kiepski w wykonaniu Manchesteru City w wielu aspektach. Nie tylko wrzucenie do składu Sterlinga za Fernandinho/Rodriego spowodowało, że Obywatele wyglądali, jak wyglądali. W ofensywie żaden zawodnik nie stanął na wysokości zadania. Żaden. To po prostu nie był dzień Manchesteru City.

Liga Mistrzów to dość specyficzne rozgrywki.

Bardzo mocno liczy się w nich dyspozycja dnia. Jeden gorszy mecz i wypadasz za burtę. Jedna kontuzja, jedna nietrafiona decyzja, jeden indywidualny błąd zawodnika. O końcowym wyniku w pojedynczym meczu często decydują detale, na które nie masz wpływu. „Futbol jest, jak szachy, tyle że z kostką.” Kiedyś przeczytałem takie zdanie i zapadło mi ono w pamięć. Jest bardzo trafne. Generalnie lubimy upraszczać, że lepsza drużyna to ta, która strzeli więcej bramek (wczoraj tak było, nie zaprzeczam). Chodzi jednak o to, że możesz przewidzieć, jakie ruchy zrobi rywal, możesz przygotować plan B, C i D, ale futbol to nie sport, w którym możesz wszystko kontrolować. I dlatego jest w nim miejsce na tyle niespodzianek.

Jest takie powiedzenie, że suma szczęścia musi wyjść na zero i na przestrzeni 38 kolejek zwykle się to sprawdza. Wygrywa najlepszy, spadają najgorsi. Ligę Mistrzów za to zdobywa tylko jedna drużyna w Europie. A kandydatów jest przecież mnóstwo. Manchester City, Liverpool, Bayern, Real, Barcelona, Juventus i PSG niemal rok w rok celują w triumf. Siedem drużyn, a wygra tylko jedna. Sześć obejdzie się smakiem. I co? O wszystkich mamy powiedzieć, że zawiedli? Tylko o tych, którzy odpadli przed półfinałem? A może rozpatrywać kto ich wyeliminował i na tej podstawie dokonywać osądu?

Nie rozliczajmy trenerów tylko za trofea

Nawet, gdyby Pep wreszcie zdobył tą przeklętą Ligę Mistrzów to podejrzewam, że i tak znajdą się tacy, dla których i tak będzie przegrywem. Bo wcześniej nie mógł przebić ćwierćfinału LM, bo za dużo wydaje na transfery, bo aby udowodnić swoją wielkość powinien zrobić europejskie puchary z jakimś Stoke City, czy innym West Bromem. Za Guardiolą na Etihad już piąty sezon. W tym czasie trzy razy wygrywał ligę, raz Puchar Anglii i 4-krotnie Puchar Ligi. 8 trofeów w 5 lat. Czy to jest słaby wynik? Czy jego kadencja to rozczarowanie?

Nie mówiąc już o tym, że samo spłycanie sukcesów trenerów do podniesionych trofeum to też zbytnie uproszczenie. Zwłaszcza, że puchary krajowe można zawsze deprecjonować pod tezę. Warto patrzeć szerzej. Na styl, na rozwijanie poszczególnych zawodników, na to jakie po sobie pozostawi dziedzictwo. Nikt nie powie, że Mauricio Pochettino w Tottenhamie nie wyróżnił się niczym pozytywnym od poprzedników, a patrząc na samą gablotę taki wniosek można wysnuć. Dlaczego tylu trenerów inspiruje się metodami szkoleniowymi Marcelo Bielsy skoro Argentyńczyk przez blisko 30-letnią karierę podniósł jedno trofeum?

Pep Guardiola miał skończyć się już w sierpniu po porażce z Lyonem w Lidze Mistrzów. Jesienią wieszczono, że jego projekt w Manchesterze City dobiega końca. Kilkanaście tygodni później śrubowali rekordową serię zwycięstw we wszystkich rozgrywkach i podczas marcowej przerwy reprezentacyjnej mieli już tytuł w kieszeni. I teraz znowu Pep zacznie być kwestionowany, żeby za niecały rok znowu zbierać laudacje za mistrzostwo Anglii?

Wszystkiego wygrywać się nie da. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej.

fot.: Manchester City/Twitter

Obserwuj autora na Facebooku i Twitterze

REKLAMA
Paweł
Paweł
W szeregach Mistrzów od czerwca 2019. Najczęściej piszę o Premier League, ale od czasu do czasu staram się też podejmować inne tematy. Fan Arsenalu. Burnley - Watford to najlepszy sposób na spędzenie piątkowego wieczoru.
PODOBNE
REKLAMA
101,890FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ