Paulo Sousa? Odejdzie jako wygrany. To Polska przegrała

Paulo Sousa zrobił to, co było dla niego najlepsze. Skorzystał z oferty kraju, który był zdesperowany na znalezienie następcy Jerzego Brzęczka. Pokonał Albanię, Andorę i San Marino, wykorzystał naszą słabość do banałów opowiadanych w zagranicznym języku. Na koniec, przyjął ofertę lepiej płatnej pracy z brazylijskiego klubu. Portugalczyk jest zwycięzcą, mimo, że pokonał ledwie trzy słabe piłkarsko nacje.

To przerażające, jak potężne grono „fanatyków” wypracował sobie w Polsce

Nie obrońców, ale ludzi, którzy bezkrytycznie byli przekonani o jego nieomylności. Oczywiście, dziś wszyscy eksperci wmawiają, że od początku nie podobał im się jego styl pracy. Z pewnością przeczytacie dziesiątki tekstów, że Sousa to fatalny trener. Błąd! Paulo jest niezłym szkoleniowcem. Może nawet „topem” jak to opowiadał Zbigniew Boniek? Mnie osobiście wkurzał jeden prosty, ale ważny element jego pracy. Gość wskazywał problemy, ale nie wskazywał na konkretne rozwiązania, jak je naprawić. Oczywiście, może to moja prywatna tęsknota za czasami Leo Beenhakkera. Holender miał problem z zawodnikiem na daną pozycję? To wyciągał „cieniasa” z Ekstraklasy, poświęcał mu czas i przekonywał, że może być „International level”.

Sousa? Narzekał na poziom piłkarzy i w sumie to tyle

Gdy kilka dni temu stwierdziłem, że Portugalczyk nie interesował się piłkarzami z Ekstraklasy, zostałem uznany za wariata. Przecież to liga słabeuszy, z czym do ludzi? Panie i Panowie, myśmy w eliminacjach grali z takim San Marino. Można było dać szansę kilku chłopakom, który w teorii byli wyłącznie ligowymi kopaczami. Pokazać, że każdy może walczyć o bilet na Mundial, ale musi pracować. Beenhakker potrafił motywować i tworzyć kadrowiczów. Paulo Sousa stwierdzał, że „materiał” jest słaby i tyle. Poszedł po najmniejszej linii oporu.

Nieudane Euro można było przełknąć, chociaż uważam, że cała sytuacja została źle rozegrana. Zamiast wyciągać wnioski, eksperci podzielili się na tych, którzy rzucali idiotycznymi oskarżeniami i tych, którzy bezmyślnie robili z Portugalczyka zbawiciela polskiej piłki. Paradoksalnie jednak, do meczu z Węgrami wydawało się, że grono zwolenników znacznie przewyższa odsetek osób, którym nie podoba się jego praca. Również i po tym starciu, skupiono się nie na tym co trzeba. Piłkarska Polska debatowała dlaczego nie zagrał Lewandowski, a nie nad tym, że rezerwowi, na których stawiał Sousa okazali się nieporozumieniem. Powtórzę, selekcja ograniczała się do wąskiego grona osób i zapewnień, że reszta się nie nadaje.

Paulo zaczął pracę z reprezentacją Polski mając potężny handicap

Jego największym atutem był fakt, że nie nazywał się Jerzy Brzęczek. Bardzo długo potrafił to wykorzystywać na swoją korzyść. Tak naprawdę, można stworzyć listę zarzutów, z których każdy dał radę obalić. Nie bywał na meczach Ekstraklasy? Miał od tego ludzi. Olał Szymańskiego? Widać nie pasował mu do koncepcji. Stawiał na Puchacza czy Piątka? Pewnie nie było lepszych. Zawiódł wynikami? Przecież wywalczył baraże. Zawalił mecz z Węgrami? To Lewy sam nie chciał grać.

żródło: twitter/Czarek_Kulesza

Portugalczyk wykorzystał reprezentację Polski jako trampolinę do lepszej posady. Jasne, to chamskie zagranie i dalekie od ludzkiej uczciwości, ale zarazem rozumiem, że chce zabezpieczyć się na przyszłość.

Myślę, że sam zdawał sobie sprawę, że baraże mogą być jego pożegnaniem z naszą kadrą. Nie chciał odejść jako przegrany. To, że w Polsce teraz będzie niemiłosiernie hejtowany? Wątpię, że chciałby przyjeżdżać na wakacje do Kołobrzegu. Potrzebowaliśmy kogoś, kto zmieni nasz futbol, kto tchnie w niego nowego ducha. Łudziliśmy się, że będzie nim Sousa, który przedstawiał piękną wizję, ale jest już przeszłością naszej reprezentacji (nie wyobrażam sobie, żeby dalej był selekcjonerem, gdy PZPN i piłkarze czują się zdradzeni). Co Polska zyskała na pracy Portugalczyka? Baraże, których brak byłby potężną klęską. Co zyskał Paulo Sousa? Ciepłą posadę w Brazylii. Nie trudno wskazać zwycięzcę tego związku, którego rozwód dla jednej ze stron oznacza „miękkie lądowanie”.

REKLAMA
Marcin Pietkiewicz
Marcin Pietkiewiczhttp://mymistrzowie.pl/
Płakałem za Ayrtonem Senną, krzyczałem gdy Ebi Smolarek wkręcał Portugalczyków w ziemię i otwierałem oczy ze zdumienia widząc Chrisa Weidmana nokautującego Andersona Silvę. Futbol kocham, chociaż nie raz miałem go dosyć. Zarywam noce oglądając gale MMA, ale nigdy nie żałuję.
PODOBNE
REKLAMA
101,890FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ