Odwieczny dylemat: wynik czy styl – co ważniejsze?

„Wygrać czy grać dobrze? Ciężko wręcz wyobrazić sobie jakieś poważniejsze działanie, które nie będzie wymagało kompromisu pomiędzy biegunami pragmatyzmu i idealizmu” – pisał Jonathan Wilson w „Odwróconej piramidzie”, książce opisującej taktykę w piłce nożnej. Od początku powstania futbolu trenerzy dzielili się na dwa obozy. Tych, którym zależało nie tylko na wyniku, ale również na stylu gry i tych, dla których liczył się tylko i wyłącznie końcowy rezultat. Reprezentacja Polski po ostatnich wynikach na mundialu tylko nasiliła tę niekończącą się dyskusję.

Reprezentacja Polski już osiągnęła najlepszy wynik na mundialu w XXI wieku

Czesław Michniewicz niewątpliwie należy do tej drugiej grupy. Obecny selekcjoner naszej kadry od wielu lat znany jest jako ktoś, kto ma obsesję na punkcie taktyki. Jak nikt inny potrafi rozpracować przeciwnika. Dostosować się do rywala w taki sposób, aby zneutralizować jego najmocniejsze strony i wyeksponować wady. Michniewicz najlepsze wyniki notował wtedy, kiedy jego drużyna była skazywana na pożarcie i musiała stawić czoła faworytowi. Jego zespoły osiągały sukcesy głównie dzięki dobrze opracowanej taktyce i odpowiedniej dyscyplinie taktycznej. Tak było w młodzieżówce, tak było w Legii i tak było też w dorosłej reprezentacji, kiedy pokonaliśmy 2:0 Szwecję w barażu o awans na mundial.

Na mistrzostwach świata plan trenera również się sprawdza. Można narzekać na prymitywny styl gry czy niewielką liczbę tworzonych sytuacji. Niemniej jednak, fakty są takie, że po dwóch meczach mamy cztery punkty, jesteśmy liderem grupy i nie straciliśmy jeszcze bramki. Po raz pierwszy w XXI wieku po dwóch spotkaniach piłkarze nie muszą pakować walizek a ostatni mecz grać tylko o honor. Po raz pierwszy od 36 lat mamy szansę na awans do fazy pucharowej. I wielka w tym zasługa Czesława Michniewicza.

Specyfika wielkich turniejów

Mimo wszystko, co wyżej zostało już wspomniane, nasz styl gry nie powala na kolana. Nie ma co się oszukiwać – to, że w tych dwóch meczach zdobyliśmy cztery punkty to spora zasługa szczęścia. A jak wiadomo, ono na wielkich turniejach odgrywa niezwykle istotną rolę. Wspomniany wcześniej Jonathan Wilson w „Odwróconej piramidzie” również zwracał na to uwagę: „W trakcie sezonu szczęście, forma drużyn, kontuzje, błędy popełnione przez piłkarzy i sędziów w jakiś sposób się wyrównują. Nawet, jeśli nie do końca, to przynajmniej w znacznie większym stopniu, niż dzieje się to w trakcie siedmiu meczów rozgrywanych latem.” Wilson odnosił się tutaj do drużyn zdobywających mistrzostwo. W naszym przypadku sukces ograniczamy do wyjścia z grupy. A więc dwóch-trzech meczów, co oznacza, że szczęście jest jeszcze bardziej istotne.

Zarówno w meczu z Meksykiem, jak i Arabią Saudyjską mieliśmy niższe posiadanie piłki. Oddaliśmy mniej zarówno wszystkich strzałów, jak i tych celnych. I przez większą część meczu raczej to rywale mieli inicjatywę i sprawiali lepsze wrażenie pod względem piłkarskim. Niemniej jednak, były to mecze typowe dla obecnego selekcjonera naszej reprezentacji. Michniewicz właśnie w taki sposób pokonywał Portugalię w barażach o awans do Euro U-21 oraz Belgię i Włochów na samym turnieju. Tak samo wygrywał też ze Spartakiem Moskwa czy Leicester w fazie grupowej Ligi Europy prowadząc Legię Warszawa. A jak mawiał Kazimierz Górski: „Jeśli szczęscie powtarza się dwa razy, to już nie jest szczęście.”

Szczęście czy plan?

Tak więc nie był to przypadek, a plan Michniewicza – co najmniej remis w pierwszym meczu i zwycięstwo w drugim. Na Meksyk wyszliśmy z nastawieniem „byle nie przegrać”. Czesław Michniewicz nakazał piłkarzom minimalizować ryzyko kosztem otwartej i ofensywnej gry. W defensywie graliśmy biernie, ustawialiśmy się nisko i czekaliśmy na ruch rywala. Z kolei będąc przy piłce ograniczaliśmy się do dalekich podań na Roberta Lewandowskiego, które bardziej miały na celu oddalenie piłki od naszej bramki niż przeniesienie akcji na połowę przeciwnika (przynajmniej tak to wyglądało).

Natomiast przeciwko Arabii, wiedząc że remis niewiele nam daje reprezentacja Polski zagrała znacznie odważniej. Mimo to, nasz styl gry dalej daleki był od ideału. Plan Michniewicza w dużej mierze zakładał przede wszystkim skuteczną grę w defensywie i wykorzystanie odpowiednich momentów do wyprowadzenia kontrataków. Selekcjoner na mistrzostwa świata przygotował plan i przy – tak, mimo wszystko – dużej dozie szczęścia został on zrealizowany niemal w 100 procentach.

Reprezentacja Polski wykonała plan minimum

Oczywiście z polskiej perspektywy, na tegorocznym mundialu już osiągnęliśmy historyczny wynik. Mimo wszystko, cztery punkty zdobyte w dwóch pierwszych spotkaniach to minimum, na jakie liczyli polscy kibice. Nie ma co umniejszać Michniewiczowi, jednak remis z Meksykiem i wygrana z Arabią Saudyjską to nie jest jakiś spektakularny sukces. Żadna z tych reprezentacji tak naprawdę nie ma większego potencjału kadrowego od nas. Większość saudyjskich zawodników występuje w lidze, w której jednym z wyróżniających się środkowych pomocników jest Grzegorz Krychowiak. Ten, którego duża część kibiców uważa za nasz najsłabszy punkt i chce odstawić od składu. Najlepiej wyceniany piłkarz podstawowej jedenastki ekipy Herve’a Renarda Salem Al-Dawsari byłby dopiero na 24. miejscu w tej klasyfikacji w reprezentacji Polski. Obecnemu Meksykowi także daleko do piłkarskiej potęgi. Wystarczy wspomnieć, że w eliminacjach wyprzedziła ich Kanada, która dotąd jedyny raz na mundialu grała w 1986 roku.

Nie jest więc powiedziane, że te cztery zdobyte punkty to zasługa obranej przez Michniewicza taktyki. Że gdybyśmy zamiast gry reaktywnej starali się przejąć inicjatywę, osiągnęlibyśmy gorszy rezultat. Co prawda, zeszłoroczne Euro przeczy tej teorii, aczkolwiek tu znów wracamy do kwestii szczęścia i tego, że Paulo Sousa cały czas eksperymentował. Oczywiście reprezentacja Polski nie jest piłkarską potęgą i nigdy nie będzie dominować jak Francja, Niemcy czy Hiszpania. Jednak przeciwko takim zespołom jak Arabia Saudyjska czy Meksyk dzięki umiejętnościom poszczególnych piłkarzy powinna być w stanie dłuższymi fragmentami przejąć inicjatywę.

Niewykorzystany potencjał w ofensywie

I tu dochodzimy do kwestii wykorzystania potencjału ofensywnego naszej reprezentacji. Mając w składzie Roberta Lewandowskiego oraz Piotra Zielińskiego selekcjoner powinien stworzyć taki system, aby wyeksponować ich atuty. Dodając do tego Matty’ego Casha, Arkadiusza Milika (choć on w reprezentacji w ostatnich latach zawodzi) czy komfortowo czujących się z piłką przy nodze Sebastiana Szymańskiego, Krystiana Bielika oraz Jakuba Kiwiora trudno nie odnieść wrażenia, że Czesław Michniewicz poprzez swoją taktykę ogranicza ten potencjał. Nie chodzi tutaj o ciągłe granie agresywnym pressingiem i wysoko ustawioną linią obrony w stylu najlepszych drużyn. Wystarczy większa aktywność w próbach odbioru, częstszy doskok do przeciwnika w wyższych strefach czy chęć przejęcia kontroli nad meczem poprzez posiadanie piłki.

Oczywiście, jeżeli reprezentacja Polski wyjdzie teraz z grupy, Czesław Michniewicz zapisze się na kartach historii polskiej piłki. Niemniej jednak, sam trener powininien zadać sobie pytanie czy taki sposób gry przyniesie sukcesy również w przyszłości. Czy nie lepiej zmienić nieco podejście i pójść wraz z nowoczesnymi trendami. Bo jak pokazuje historia, piłka nożna to tak nieprzewidywalny sport, że o końcowym sukcesie często decyduje szczęście. Dlatego też czasem warto popatrzeć szerzej niż tylko na suchy wynik. Często to styl gry powie więcej, w którym kierunku podąża dana drużyna.

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA
101,778FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ