Odświeżona Francja. Kontuzje pomogą w drodze po obronę tytułu?

Były selekcjoner reprezentacji Francji Aime Jacquet powiedział kiedyś, że rolą selekcjonera nie jest wybór najlepszych piłkarzy, a tych najlepiej do siebie pasujących. Jego słowa potwierdziły się w 1998 roku, kiedy jako trener Trójkolorowych zdobył mistrzostwo świata. Jacquet nie zabrał wówczas na turniej dwóch gwiazd Erica Cantony i Davida Ginoli. Na środku ataku grał Stephane Guivarc’h, który przez całe mistrzostwa ani razu nie trafił do siatki. 24 lata później historia znów może zatoczyć koło. Obecnie ze względu na kontuzję Francja nie może skorzystać aż z sześciu piłkarzy, jednak nie bardzo przeszkadza im to w drodze do obrony trofeum.

Francja gra w połowie rezerwowym składem

Karim Benzema, N’Golo Kante, Paul Pogba, Presnel Kimpembe, Christopher Nkunku i Lucas Hernandez – lista kontuzjowanych w ekipie Didiera Deschampsa jest naprawdę długa. Trzech z nich (Kante, Pogba i Hernandez) było podstawowymi zawodnikami na poprzednich mistrzostwach świata. Czwarty (Kimpembe) także znajdował się w kadrze. Piąty (Benzema) zdobył w poprzednim sezonie Złotą Piłkę, a szósty (Nkunku) został wybrany najlepszym zawodnikiem Bundesligi. Gdyby z dowolnej reprezentacji wyjąć sześciu istotnych zawodników, w tym pięciu z pierwszego składu, w każdej odbiłoby się to na wynikach. Jednak nie we Francji. Trójkolorowi właśnie awansowali do półfinału mundialu i – obok Argentyny – są głównym kandydatem do końcowego triumfu. Jednak kto wie czy nie byłoby tych sukcesów, gdyby nie ci, co wskoczyli do składu w miejsce kontuzjowanych?

REKLAMA

Benzemę w ataku zastąpił Olivier Giroud. Napastnik Milanu w czterech meczach zdobył cztery bramki i jest drugim najlepszym strzelcem turnieju. Ponadto to jego bramka zapewniła Trójkolorowym awans do półfinału. Jednak 36-latek to piłkarz nie tylko od strzelania goli. Pracuje on na rzecz zespołu i pozwala błyszczeć innym. Kylian Mbappe znacznie lepiej funkcjonuje, kiedy na „9” gra właśnie Giroud, a nie Benzema. Kolejnym, który zyskał jest Theo Hernandez. Zastąpił on na lewej obronie swojego brata, Lucasa i zaliczył już dwie asysty. Swoje liczby dołożyli też Rabiot i Tchouameni grający w miejsce Pogby oraz Kante, a Dayot Upamecano, który wskoczył do składu za Kimpembe, także spisuje się bez większych zarzutów.

Przemodelowanie ustawienia

Mimo wszystko, być może najważniejsza okazała się być zmiana ustawienia. Na poprzednich mistrzostwach świata Deschamps stosował asymetryczny system 4-2-3-1 z Blaisem Matuidim na lewej pomocy zabezpieczającym środek pola i Kylianem Mbappe na prawym skrzydle. Po nieudanych mistrzostwach Europy selekcjoner Francuzów w meczach Ligi Narodów często próbował formacji z trójką środkowych obrońców i wahadłowymi. Ostatecznie jednak porzucił ten pomysł i na mundial zdecydował się ustawić zespół w formacji 4-3-3 z Tchouamenim jako „6” oraz Rabiotem i Griezmannem po bokach. Równocześnie pozwoliło to dodać do składu jeszcze jednego ofensywnego piłkarza – Ousmane’a Dembele.

Przesunięcie niżej zawodnika Atletico i powierzenie mu więcej obowiązków defensywnych okazało się strzałem w „10”. W fazie posiadania piłki ma on sporo swobody i często uczestniczy w akcjach ofensywnych, a strefę tę zabezpiecza Jules Kounde – nominalny stoper ustawiony na prawej obronie. Ponadto Griezmann nie zapomina też o pracy w destrukcji. W efekcie Francja w czterech meczach (nie licząc spotkania z Tunezją, kiedy wyszli w rezerwowym składzie) zdobyła aż 11 goli. Mniej tylko od Anglii i Portugalii. Potwierdza to także współczynnik xG (goli oczekiwanych), który także jest trzeci najwyższy ze wszystkich reprezentacji. Dla porównania na poprzednim mundialu w drodze do półfinału Trójkolorowi strzelili dziewięć bramek.

Niemniej jednak, jest także druga strona medalu. Francja na trwającym turnieju w każdym meczu traciła bramkę. Średnie xGC (gole oczekiwane tracone) na mecz wynosi 1,15 (najlepsza w tej statystyce Argentyna – 0,35). Mimo wszystko, cztery lata temu, kiedy zdobywali mistrzostwo świata na tym samym etapie dali sobie wbić tylko jedną bramkę mniej. Jednak, co ważne za każdym razem stracony gol – z wyjątkiem meczu z Tunezją, który nie miał znaczenia na dalsze losy Francuzów – nie wpływał w żadnym stopniu na końcowy rezultat. Francja jest na tyle mocna z przodu, że zawsze potrafi odrobić stratę.

Francja miała obawy przed mundialem

Trójkolorowi są drugą reprezentacją, która w XXI wieku jako obrońca tytułu wyszła z grupy i pierwszą, która dotarła do półfinału. Oczywiście klątwa mistrza świata może być tylko zwykłym przypadkiem i zrządzeniem losu. Aczkolwiek zarówno Niemcy w 2018, jak i Hiszpania w 2014 roku nie odświeżyli zbytnio składu. Vicente Del Bosque i Joachim Loew trzymali się sprawdzonych nazwisk i taktyki, co zostało brutalnie zweryfikowane. Po zdobyciu tytułu selekcjonerzy czy też trenerzy klubowi często stają się zakładnikami swojego sukcesu i ufają piłkarzom, z którymi osiągnęli sukces. Jednak cztery lata w futbolu to wieczność. Po tak długim okresie czasie wielu piłkarzy po prostu nie jest w stanie nawiązać do formy sprzed kilku lat i potrzebne jest wprowadzenie świeżej krwi.

Podobna sytuacja spotkała Francuzów podczas Euro 2020. W pierwszym meczu przeciwko Niemcom Deschamps w porównaniu z finałowym meczem z Chorwacją, który odbył się trzy lata wcześniej, wymienił tylko trzech zawodników (z czego jednym był wracający do kadry po kilku latach Benzema). Co prawda, Francja wygrała swoją grupę, jednak od początku turnieju wyglądała słabo i odpadła już w 1/8 finału ze Szwajcarią. Didier Deschamps w pewnym stopniu podzielił wówczas los swoich poprzedników, którzy wygrywali mundial i zbytnio ufali tym, z którymi osiągnęli sukces.

Odświeżenie składu

Przed mundialem w Katarze kadra Trójkolorowych również nie spisywała się najlepiej. Co prawda, wygrali Final Four Ligi Narodów, jednak w następnej edycji zdołali wyprzedzić tylko Austrię. W grupie z Chorwacją, Danią i wspomnianymi Austriakami wygrali zaledwie jeden mecz. Obawy co do podtrzymania klątwy były całkiem uzasadnione. Co prawda, Australia i Tunezja w grupie nie budziły strachu, jednak większość ekspertów nie stawiało Trójkolorowych w roli faworytów. Wręcz przeciwnie. Spora część typowała ich jako potencjalne rozczarowanie. Ponadto Deschamps również nie sprawiał wrażenia człowieka chcącego odświeżyć skład reprezentacji. Selekcjoner Francuzów ufał tym, z którymi zdobył mistrzostwo świata.

Zmieniły to dopiero kontuzje Paula Pogby i N’Golo Kante, które zmusiły selekcjonera Trójkolorowych do całkowitego przemeblowania środka pola. Nie tylko pod kątem personalnym, ale także taktycznym. Oczywiście nie jest powiedziane, że gdyby nie urazy, Francja odpadłaby wcześniej z turnieju. Wszyscy ci zawodnicy w formie są jednymi z najlepszych na świecie na swojej pozycji i z pewnością sporo wnieśliby do zespołu. Niemniej jednak, Aime Jacquet wiedział, co mówi. Nie zawsze największe sukcesy osiąga się z najlepszymi, a z najlepiej do siebie pasującymi. Francja jest tego najlepszym przykładem.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,877FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ