Nie od razu Tottenham zbudowano. Gdzie musi poprawić się zespół Postecoglou?

Jeszcze na początku listopada nie brakowało głosów, że Tottenham może namieszać w walce o mistrzostwo. Następne miesiące pokazały jednak, że zespół Ange’a Postecoglou nie był odpowiednio przygotowany kadrowo, aby utrzymać tempo czołówki. Końcówka rozgrywek wskazuje natomiast kolejne braki Kogutów. Gdyby liczyć tabelę od pierwszej ligowej porażki Tottenhamu (6 listopada z Chelsea) to za ten okres są dopiero ósmym zespołem ligi. Niemniej jednak, zespół zrobił i tak więcej niż w klubie mogli zakładać w przedsezonowych analizach.

REKLAMA

W oczekiwaniu na stabilizację kadrową

Z perspektywy czasu wspomnienia o Tottenhamie jako jednym z kandydatów do tytułu mogą wydawać się nieco śmieszne, natomiast zespół Ange’a Postecoglou kapitalnie rozpoczął rozgrywki. W bramce cuda wyprawiał Guglielmo Vicario sprowadzony z Empoli. Kolejnym świetnym transferem został Mickey van de Ven, który z Cristianem Romero stworzył jeden z najlepszych duetów środkowych obrońców w Premier League. Furorę robili Pedro Porro i Destiny Udogie, boczni obrońcy, którzy w systemie nowego trenera często stają się także środkowymi albo nawet ofensywnymi pomocnikami. Zachwycano się Bissoumą, odrestaurowany został Pape Matar Sarr, a James Maddison od razu wszedł w buty lidera całej ofensywy. Po kiepskim poprzednim sezonie do formy wrócił także Heung-min Son, którego Postecoglou przesunął na środek ataku. To był odmieniony Tottenham, w którym nie było ani śladu dziury, jaką swoim odejściem zostawił Harry Kane.

Tottenham dość szybko odpadł jednak od czołówki, a jako główny czynnik takiego obrotu spraw wskazywano liczne kontuzje od listopada do stycznia. Jak na liczbę absencji i wartość nieobecnych zawodników – Maddison opuścił 10, a van de Ven 9 meczów przez kontuzje, natomiast Son trzy spotkania jadąc na Puchar Azji – zespół i tak spisywał się nieźle. Znakomitą strzelecką formę na początku 2024 roku złapał Richarlison, a większą odpowiedzialność za kreowanie sytuacji wzięli na siebie Dejan Kulusevski oraz Pedro Porro. Kibice mogli mieć nadzieję, że gdy problemy kadrowe ustaną, to zespół znowu pokaże oblicze ze startu rozgrywek. Początek lutego możemy przyjąć za datę, w którym sytuacja się ustabilizowała, ale paradoksalnie wyniki Tottenhamu nie uległy dużej zmianie:

  • Początek sezonu – 10 meczów, 26 punktów, bilans bramek 22:9
  • Okres z problemami kadrowymi – 12 meczów, 17 punktów, bilans bramek 25:24
  • Okres po ustabilizowaniu sytuacji kadrowej – 10 meczów, 17 punktów, bilans bramek 18:16

Tottenham ma tylko plan A

Gorsze punktowanie obecnie niż na początku sezonu możemy rozpatrywać zarówno pod kątem zespołowym, jak i indywidualnym. Wielu zawodników obecnie nie gra na tak wysokim poziomie, co zaraz po przyjściu Ange’a Postecoglou. Na pierwszy plan wysuwa się James Maddison, który latem/jesienią był jednym z najlepszych piłkarzy ligi, a po wyleczeniu kontuzji nie jest w stanie nawiązać do tych występów. W ostatnich spotkaniach bardzo blado wygląda także Heung-min Son, druga postać, na której do tej pory Tottenham zawsze mógł polegać.

Robiąc research w momencie, gdy Ange Postecoglou zostawał trenerem Kogutów najczęściej powtarzaną wadą australijskiego szkoleniowca było sztywne trzymanie się swoich zasad. Brak elastyczności i planu B. W pierwszych spotkaniach w Premier League system Postecoglou był powiewiem świeżości i dużym zaskoczeniem dla kolegów po fachu, z którymi rywalizował. Większość zespołów miała problem z zatrzymaniem nietypowo grających bocznych obrońców, wyłączeniem Jamesa Maddisona oraz często nadziewała się na szybkie ataki, gdy próbowała wysokiego pressingu. Z czasem Tottenham został jednak rozszyfrowany.

Rywale wiedzą, jak Tottenham ustawia się w fazie posiadania piłki i potrafią przygotować pressing.. Ponadto są świadomi, że Spurs rzadko korzystają w takich momentach z dalekich podań (mają najmniej prób takich zagrań w całej lidze), więc można odebrać piłkę na ich połowie i wyprowadzić szybki atak. W sobotę zespół Postecoglou otrzymał w ten sposób lekcję od Newcastle przegrywając 0:4, a duże problemy mieli także z wysokim pressingiem Evertonu na początku lutego (remis 2:2). Większość rywali, z którymi Tottenham ostatnio się mierzył podchodziło jednak do nich w bardziej zachowawczy sposób, rozpoczynając defensywę zazwyczaj dopiero na własnej połowie. Wiele drużyn zmienia także ustawienie broniąc się przeciwko Spurs piątką obrońców, aby mieć „połapanych” ofensywnych zawodników rywali. Na taki ruch zdecydował się w ostatniej kolejce Eddie Howe, a wcześniej także Unai Emery odszedł od typowego sposobu bronienia z czwórką defensorów.

Defensywą zdobywa się tytuły

Znane piłkarskie powiedzenie mówi, że tytuły zdobywa się defensywą. Jeśli wierzyć w jego prawdziwość – Tottenhamowi wiele jeszcze brakuje, aby w końcu wrzucić coś do gabloty, bowiem w obronie nie wyglądają na zespół, który jest gotowy walczyć o najwyższe cele. W całym sezonie są siódmym zespołem pod względem liczby straconych bramek, natomiast duża w tym zasługa Guglielmo Vicario, który według modelu post-shot xG uchronił zespół przed pięcioma bramkami. W statystyce oczekiwanych goli traconych (xGC) Spurs znajdują się dopiero na 13. pozycji. Gdyby wyciąć świetny początek sezonu to do lepszych jakościowo sytuacji dopuszczają jedynie trzy zespoły – Luton, West Ham i Manchester United. Dla Ange’a Postecoglou to jasny sygnał ostrzegawczy.

Problemy w defensywie wynikają – rzecz jasna – ze stylu gry Tottenhamu. Ange Postecoglou nie przyjmuje wagi do liczby traconych goli dopóki jego zespół będzie zdobywał przynajmniej jedną więcej od rywali. Tottenham chce posiadać piłkę, co wychodzi im bardzo dobrze (w tym sezonie częściej przy futbolówce jest jedynie Manchester City), ale nie jest odpowiednio przygotowany na fragmenty, w których musi za nią biegać. Jedynym elementem, do którego nie możemy mieć zastrzeżeń jest wysoki pressing. W liczbie odbiorów w tercji ataku Koguty są czwartym zespołem ligi, a więcej strzałów po odzyskaniu piłki w tej strefie oddał tylko Arsenal. Ale to znów poniekąd element ofensywny. Jeśli chodzi o zabezpieczanie kontr oraz bronienie w średnim lub niskim bloku – tutaj Postecoglou ma nad czym pracować. W powstrzymywaniu rywali przed okazjami nie pomaga również bezpośredni styl gry Tottenhamu, który potrafi przynieść wymierne korzyści w postaci goli, ale często prowadzi także do utraty kontroli nad meczem.

Nie od razu Tottenham zbudowano

Ostatnie tygodnie w Tottenhamie prowadzą do oczywistego, ale na przestrzeni całego sezonu trochę zapominanego wniosku – to wciąż zespół na wczesnym etapie budowy. Przecież w wielu przewidywaniach przedsezonowych po stracie Harry’ego Kane’a Koguty były postrzegane jako najsłabszy z zespołów big six i wielu ekspertów nie widziało ich nawet na miejscu gwarantującym grę w europejskich pucharach. Tymczasem Tottenham obrał kurs na powrót do Ligi Mistrzów, natomiast dla 58-letniego trenera awans do tych rozgrywek nie jest najważniejszy. Ange Postecoglou patrzy długofalowo i zamierza stopniowo rozwijać zespół. W pierwszym sezonie Koguty już wykonały duży postęp, natomiast obecna sytuacja sugeruje nieco wstrzymać się z zachwytami i poczekać w jaki sposób Australijczyk rozwiąże obecne problemy.

***

REKLAMA

Po więcej informacji o Premier League zapraszamy na grupę Kick & Rush – wszystko o lidze angielskiej

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,651FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ