Najlepsza defensywa ligi górą. Wisła Płock lepsza od Lechii Gdańsk

Gdy na boisku spotykają się najlepsza defensywa ligi i najlepsza ofensywa ligi, to mecz może pójść w dwie strony. Albo obejrzymy futbol na tak, albo spotkanie zamknięte jak szwajcarski sejf. W Płocku Wisła zagrała z Lechią Gdańsk w otwarte karty. Taka gra gospodarzom się opłaciła, a jedyna bramka, jaką było dane nam obejrzeć, była przedniej urody.

Nie był to jednak żaden strzał z dystansu, uderzenie w okienko ani z powietrza. Dość niekonwencjonalną akcją – jak na typ zawodnika – zaskoczył grecki pomocnik gospodarzy. Kojarzony raczej z odbiorem Kyriakos Savvidis zgarnął odbitą piłkę na 20. metrze i zaczął tańczyć. Był to oczywiście taniec z futbolówką, jakby Grek kiedyś pokopał coś na Copacabanie w Brazylii. Po ograniu każdego, kto stanął na jego drodze, lekkim strzałem po ziemi sfinalizował swoją indywidualną akcję. Wisła Płock prowadziła od 30. minuty.

REKLAMA

Do momentu gola mimo wszystko powiedzielibyśmy, że to Lechia Gdańsk była stroną przeważającą. Piłka wędrowała oczywiście od jednej, do drugiej bramki, ale więcej pracy miał Rafał Leszczyński. Dwa razy szansę na gola miał Matej Rodin, nad bramką uderzał Tomasz Wójtowicz, a obok Kacper Sezonienko. Gdańszczanie złapali taki luz, że Tomas Bobcek próbował nawet ładować przewrotką w niezbyt dogodnej do tego sytuacji.

Wisła Płock mogła wrócić do ustawień fabrycznych

Ciekawie oglądało się taki otwarty mecz, co wcale w starciach ekipy Mariusza Misiury codzienne nie jest. Nawet po golu Nafciarze nie skupiali się na murowaniu bramki, choć podejście uległo zmianie. Wynik definiował sytuację na boisku, a więc Wisła przestawiła się na grę z kontrataku. Doskonale widać było to w drugiej połowie. Lechia zamykała parokrotnie rywala nawet w jego własnym polu karnym, ale na dobrze poukładaną drużynę z Płocka trzeba było czegoś bardziej kreatywnego niż rozgrywanie od skrzydła do skrzydła i wrzucanie na Bobcka.

Gospodarze mogli uspokoić mecz bramką na 2:0. Ich kontrataki nie były jednak najwyższej próby. Jeśli już udało im się dotrzeć do pola karnego Gdańszczan, to sytuację marnowali (najczęściej Łukasz Sekulski). Nafciarze klasycznie też uciekali się do gry na czas – zaczynając już w pierwszej połowie. Irytowało to Rifeta Kapicia, który próbował coś wskórać u japońskiego arbitra. Bez oczekiwanego skutku.

Do końca meczu oglądaliśmy rwaną grę – Wisła Płock wybijała rywala z rytmu, co ostatecznie przyniosło zakładany efekt.

Wisła Płock – Lechia Gdańsk 1:0 (Kyriakos Savvidis 30′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,023FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ