Jeśli komuś trzeba byłoby wyjaśnić, czym dokładnie jest „mecz walki”, to najlepszym rozwiązaniem wydaje się odpalenie meczu Motor Lublin – Zagłębie Lubin. Od samego początku zawodnicy obu drużyn wysoko postawili poprzeczkę, jeśli chodzi o agresywną grę, a trochę słabiej wychodziło im samo granie w piłkę. Na koniec to Motor triumfował, bo umiał trafić do bramki.
Malutko było piłki w piłce do przerwy. Nieudolne próby wyprowadzania ataków i wymieniania między sobą piłki psuły odbiór meczu. Fani futbolu z Hiszpanii albo innego stawiającego na finezję państwa pewnie masowo wyłączali odbiorniki. Ci, którzy wolą tradycyjną brytyjską grę na pograniczu faulu mogli się natomiast poczuć jak podczas oglądania derbów Glasgow. Lublinianie i Lubinianie traktowali się wzajemnie, jakby niechęć między kibicami wsiąknęła do ich krwiobiegu.
Sędzia Damian Kos nie gwizdał każdego kontaktu, a czasem aż prosiło się, aby zaczął temperować zachowania zawodników. Do kieszonki z kartkami nie zamierzał jednak sięgać. Tak samo nie musieli nadwyrężać bramkarze, bo piłka nie była nawet blisko znalezienia się w siatce. To jednak było przed piętnastominutowym odpoczynkiem. Po wznowieniu gry dość szybko Mbaye Jacques Ndiaye znalazł drogę do bramki Jasmina Buricia. Skrzydłowy żółto-biało-niebieskich mierzonym strzałem pokonał bośniackiego golkipera, wykańczając tym samym kontratak i podanie Karola Czubaka.
Narzekać można było na działania ofensywne, ale sam mecz stał na wysokim poziomie jeśli chodzi o tempo gry i intensywność. Ciągłe straty piłki to jedno, ale wielokrotne skoki pressingowe i walka o każdy centymetr boiska to drugie. Bramka ożywiła nam spotkanie, lecz do ofensywnej gry wziął się tylko Motor. Defensywa Miedziowych miała trochę roboty, ale po raz drugi do straty bramki nie dopuściła.
Motor Lublin znów wskoczył do górnej połówki tabeli PKO BP Ekstraklasy. Z 37 punktami zajmuje obecnie 6. miejsce i może spokojnie oglądać, jak przez resztę weekendu będą radzić sobie jego rywale. Zagłębie Lubin natomiast przez bilans bramkowy straciło pozycję lidera.
