Michael Carrick ma pomysł. 5 wniosków po 25. kolejce Premier League

Kolejny weekend piłkarskich emocji w Premier League za nami. W tej kolejce wyjątkowo mieliśmy aż dwa hity pomiędzy klubami big six. Tradycyjnie podsumowujemy minioną serię gier omawiając szerzej 5 następujących tematów: okienko transferowe Leeds, sposób gry w ofensywie Manchesteru United, powrót Kaia Havertza, kłopoty Brighton i kolejna ewolucja Manchesteru City.

Leeds przeprowadziło bardzo dobre letnie okno transferowe

Przed startem 25. kolejki Premier League portal The Athletic przedstawił wyliczenia odnośnie do goli strzelanych przez zawodników pozyskanych w letnim okienku transferowym w poszczególnych klubach. Liderem tej klasyfikacji było Leeds, dla którego aż 22 gole zdobyły nowe nabytki. Jeszcze bardziej imponujący jest procent tych trafień – aż 84,6%, ponieważ różnica między drugim w tej klasyfikacji Sunderlandem (51,4%) była ogromna. W piątkowym spotkaniu z Nottingham Forest (3:1) na listę strzelców znów wpisywali się gracze sprowadzeni do klubu już po wywalczeniu awansu do elity. Wprawdzie worek z bramkami rozwiązał Jayden Bogle, ale kolejne gole dołożyli Noah Okafor oraz Dominic Calvert-Lewin.

REKLAMA

W wyjściowej jedenastce na ostatni ligowy mecz znalazło się czterech zawodników sprowadzonych w letnim okienku transferowym – James Justin, Gabriel Gudmundsson, Noah Okafor oraz Dominic Calvert-Lewin. Dwóch kolejnych pojawiło się na boisko po wejściu z ławki rezerwowych (Sebastian Bornauw i Sean Longstaff), a trzeba jeszcze pamiętać, że kontuzjowani są obecnie Jaka Bijol i Anton Stach, regularnie grający w podstawym składzie. O beniaminkach często mówi się, że potrzebują dobrego bramkarza oraz bramkostrzelnego napastnika, aby się utrzymać, a teraz śmiało można dodać teorię, ze w Premier League potrzebne jest dobrze przeprowadzone letnie okienko transferowe. Leeds na tym polu nie zawiodło i obrali właściwy kurs na utrzymanie.

Michael Carrick chce, aby jego Manchester United grał inaczej w ataku pozycyjnym

W pierwszych dwóch zwycięstwach Michaela Carricka – z City i Arsenalem – Manchester United w ofensywie bazował głównie na kontratakach. Było już jednak widać chęć innej gry, gdy dłużej posiadali futbolówkę, co potwierdzily dwa kolejne spotkania – z Fulham oraz Tottenhamem, który od 29. minuty grał w osłabieniu jednego zawodnika. Obecnie nie nastawiają się już na progresję przez boczne sektory boiska oraz dośrodkowania w pole karne przeciwko nisko ustawionym rywalom. Szukają małej, kombinacyjnej gry i szybkiej wymiany podań, chcą grę przez środek. Carrick gra z tylko jednym typowym skrzydłowym (Amadem Diallo po prawej stronie), więc szukają przewagi w centrum boiska, gdzie z lewego skrzydła schodzi Cunha, a ponadto Mbeumo nie pełni roli typowej 9-tki, a często wyciąga obrońców ze strefy.

Taki sposób gry zdecydowanie bardziej pasuje piłkarzom. W końcu jeśli twoi najlepsi piłkarze najbardziej komfortowo czują się grając w szerokości pola karnego to logicznym jest, że ustawiając ich w tej strefie i chcąc grać tym sektorem boiska zwiększasz szanse na to, aby wykorzystali swój potencjał. W czterech meczach pod wodzą Michaela Carricka Czerwone Diabły zdobyly 10 goli i śmiało możemy mówić tutaj o jednej z najlepszych ofensyw ligi. Teraz bardzo dobrze widać jak dużą jakość indywidualną mają – liderem jest Bruno, a zdolni do indywidualnych popisów są też Mbeumo, Cunha, Amad i Mainoo. Pod wodzą Rubena Amorima również kreowali dużo sytuacji, ale odbywalo się to kosztem braku zachowania balansu pomiędzy ofensywą, a defensywą i w konsekwencji dużą liczbą straconych bramek.

Powrót Kaia Havertza dał Arsenalowi bardzo dużo

Pierwszy mecz Kaia Havertza po kontuzji przypadł na 11 stycznia w Pucharze Anglii z Portsmouth. Arteta jednak bardzo ostrożnie zwiększał mu obciążenie i dopiero od czterech spotkań gra regularnie, w dość dużym wymiarze czasowym (3 razy podstawowy skład, raz wszedł z ławki). Co ciekawe, Havertz ani razu nie zaczął w wyjściowym składzie jako 9-tka. W każdym spotkaniu zajmował miejsce ofensywnego pomocnika/podwieszonego napastnika, a przed nim grał Viktor Gyokeres (Kairat i Leeds) lub Gabriel Jesus (Sunderland). Reprezentant Niemiec w tych czterech spotkaniach, spędzając niecałe 200 minut na boisku, strzelił 2 gole i zanotował 2 asysty.

Kai Havertz nie tylko ma dobre statystyki indywidualne, ale jego powrót do gry sprawił również, że cały zespół poszedł w górę i ma większe możliwości. Postawimy tezę, że – mimo iż konkuruje z Gyokeresem o minuty – powrót 26-latka pozytywnie wpłynie na Szweda. Obie asysty, które zaliczył Havertz były własnie do Gyokeresa. Co więcej, kolejny zawodnik, który może grać na pozycji nr 9 może sprawić, że były gracz Sportingu będzie częściej występował w takiej roli, jak w ostatnim meczu, czyli zmiennika. W ten sposób Gyokeres z Sunderlandem (3:0) zdobył dwa gole, a wchodzenie na boisko na zmęczonych przeciwników, gdy mecz staje się bardziej otwarty i pojawia się więcej przestrzeni pozwala mu lepiej wykorzystać swoje atuty, ponieważ bazuje jego gra bazuje na fizyczności oraz motoryce.

Brighton niebezpiecznie zbliża się do strefy spadkowej z Premier League

Brigthon przegrywając z Crystal Palace (0:1) na własnym stadionie spadło na 14. miejsce w tabeli i niebezpiecznie zbliżają się do strefy spadkowej. Zapas punktowy nadal jest dość spor, bo to 8 „oczek”, ale forma Brighton od już ponad dwóch miesięcy jest niepokojąca. Od początku grudnia wygrali tylko jeden z dwunastu meczów w Premier League, ze słabiutkim Burnley. W tym okresie zdobyli 9 punktów, co jest wynikiem gorszym tylko od dwóch zespołów – Burnley i Wolves, które są na autostradzie do Championship. Brighton typowany był do walki o europejskie puchary i wciąż nie można wykreślić ich z tego wyścigu, ale z każdym kolejnym meczem ten cel się oddala.

Oglądając wczorajszy mecz z Crystal Palace kibice Mew mogli przeżywać deja vu. Takie występy zespołowi Fabiana Hurzelera zdarzają się regularnie. Rywale oddali im piłkę, a Brighton nie potrafiło tworzyć sytuacji, ani odpowiednio zabezpieczać kontrataków. Wymienili ponad dwa razy więcej podań od przeciwnika, ale oddali tylko 7 strzałów o łącznej wartości 0,74 xG, z czego tylko jeden został zakwalifikowany jako „duża szansa” (big chance). Po zdobyciu bramki przez Crystal Palace w 61. minucie nie oddali już żadnego strzału. Dla Brighton to powtarzający się problem, który na przestrzeni sezonu kosztuje ich prawdopodobnie kilkanaście punktów.

Manchester City chce być jeszcze bardziej bezpośredni

Manchester City po raz drugi za kadencji Pepa Guardioli wygrał z Liverpoolem na Anfield (2:1). Po styczniowym okienku transferowym, w którym The Citizens dokonali najgłośniejszych ruchów w Premier League Pep Guardiola zmianił ustawienie zespołu na przypominające 4-2-2-2 z nastaweniem na przeładowanie środkowej strefy boiska. Przeciwko Liverpoolowi Katalończyk zaskoczył zestawieniem ofensywnym, ponieważ na ławce posadził zarówno Fodena, jak i Cherkiego, a w wyjściowej jedenastce znaleźli się Haaland, Marmoush i Semenyo. To ten ostatni, nowy nabytek zespołu, zagrał jako „10-tka”, co było prawdopodobnie dostosowane pod bezpośredni sposób gry.

REKLAMA

Obywatele nastawili się na bezpośrednią grę, na szybkie atakowanie przestrzeni i mieli w ofensywie trzech graczy często wbiegających za linię obrony, ale nawet, gdy w pierwszej połowie gra się układała to pomiędzy ofensywną trójką brakowało zrozumienia oraz balansu. Manchester City odrobił straty po wejściu Rayana Cherkiego, znakomitego kreatora, który zawsze chce otrzymywać piłkę do nogi. Goniąc wynik zaczęłi się utrzymywać przy piłce (choć Liverpool też im ją oddał), wrócili do bardziej standardowej dla siebie gry i udało im się odrobić straty i zgarnąć 3 punkty, które są kluczowe dla utrzymywania się w wyścigu o tytuł.

Co jeszcze wydarzyło się w 25. kolejce Premier League?

  • Aston Villa po raz kolejny straciła punkty, tym razem na wyjeździe z Bournemouth (1:1). Kontuzje Kamary, Tielemansa i McGinna mocno negatywnie wpłynęły na zespół Unaia Emery’ego.
  • West Ham wysyła sygnał grupie znajdującej się tuż nad strefą spadkową, że nie mogą czuć się bezpiecznie. Zespół Nuno Espirito Santo pokonał na wyjeździe Burnley (2:0) i w ostatnich 4 meczach zdobyli 9 punktów.
  • Everton w ostatnich tygodniach świetnie radzi sobie na wyjazdach. Zwycięstwo z Fulham na Craven Cottage (2:1) był piątym meczem bez porażki poza własnym stadionem. W tabeli wyjazdowej tego sezonu Premier League zespół Davida Moyesa zajmuje 4. miejsce.
  • Liam Rosenior rozegrał czwarty mecz w Premier League i odniósł czwarte zwycięstwo. W meczu z Wolves (3:1) hat-tricka ustrzelił Cole Palmer (dwa gole z rzutów karnych).
  • W kiepskiej formie jest Newcastle, które odczuwa trudy sezonu. Przegrywając u siebie z Brentford (2:3) przedłużyli serię meczów bez zwycięstwa we wszystkich rozgrywkach do pięciu.
SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,334FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ