Mecz stałych fragmentów. Legia Warszawa ratuje remis w końcówce

Mistrz i uczeń sprawili sobie pojedynek na stałe fragmenty. Arka Gdynia zdobyła gola po rzucie rożnym swoim i rywali, zaś Legia Warszawa w końcówce wykorzystała dwa kornery. Marek Papszun i Dawid Szwarga mogli sobie podać dłonie, ale żaden z nich nie mógł być zadowolony po tym meczu. Pierwszy może załamywać ręce nad grą swojej drużyny, drugi może żałować straconych punktów.

Z Koroną Kielce Legia wyglądała słabo, ale nie można było powiedzieć, że fatalne. Przy większej ilości szczęścia oraz oczywiście skuteczności mecz w Warszawie mógł potoczyć się zdecydowanie inaczej. Można było mieć więc nadzieje, że tydzień treningów pomoże w poprawieniu formy i rozprawienie się z Arką Gdynia na wyjeździe. W pojedynku dwóch najsłabszych ofensyw ligi padł jednak remis.

REKLAMA

Podpieczni Dawida Szwargi na boisku czuli się pewnie – mimo problemów z nawerzchnią uparcie starali się grać od tyłu i rzadko wybierali długie podanie. Nawet jeśli już decydowali się na bardziej bezpośredni wariant rozegrania, to starali się robić to jak najcelniej. Najważniejsze jednak jest to, ile razy uderzali na bramkę Kacpra Tobiasza. Statystycy naliczyli trzy próby, a dwie celne skończyły się bramkami. Pierwszy strzał to główka Michała Marcjanika z 26. minuty. Stoper Arkowców skorzystał z braku opiekuna i wykorzystał centrę Sebastiana Kerka z rzutu rożnego. Defensywa Legii ustawiona w strefie stała jak wryta i nikt nawet nie spróbował wyskorzyć do piłki.

Drugi strzał, który wylądował w sieci to uderzenie lewą nogą Nazariya Rusyna. Ukrainiec pościgał się z rywalami, wyszedł na czystą pozycję i z całej siły sieknął na bramkę. Tobiasz nie miał za wiele do powiedzenia. Widać było, że napastnik Arki wziął poprawkę na warunki do gry, gdyż parę minut wcześniej fatalnie skiksował w podobnej sytuacji po tym, jak piłka spłatała mu figla. Cała akcja miała jednak początek w narożniku boiska, tyle że piłkę do gry wprowadzali Legioniści. Walkę o piłkę przegrał jednak Bartosz Kapustka, a efekt już opisaliśmy.

Karta się odwróciła. Tak samo jak wynik za sprawą Legii

Trudno mieć po tym meczu pretensje do skuteczności Legii, bo w sumie to nie stworzyła sobie za wielu szans. Mileta Rajović przez całe spotkanie był niewidoczny, Vahan Bichakhchyan zmarnował dwie przyzwoite sytuacje i to by było w sumie na tyle. Większe zagrożenie Wojskowi tworzyli sobie po próbach z dystansu, a mowa szczególnie o jednym strzale Bartosza Kapustki. Dopiero w końcówce wprowadzony na boisko Antonio Colak dał kontakt, wykorzystując – kto by się spodziewał – wrzutkę z rzutu rożnego. Chorwat okazał się prawdziwym asem w talii kart Marka Papszuna. W ostatniej minucie znów okazał się przebiegłym lisem i zaskakując Damiana Węglarza drugim strzałem głową, zdołał wyszarpać dla swojej drużyny remis.

Arka Gdynia – Legia Warszawa 2:2 (Marcjanik 26′, Rusyn 58′ – Colak 90′, 90+5′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,293FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ