REKLAMA

Liga Narodów – pułapka dla selekcjonera

4 wygrane, 4 remisy i 8 porażek – tak wygląda bilans reprezentacji Polski w Lidze Narodów. Po wczorajszej wygranej 1:0 z Walią nasza kadra utrzymała się w najwyższej dywizji na czwarty kolejny sezon. Jak jednak pokazuje historia, dla selekcjonera wcale nie musi to być najlepsza informacja. Rywalizacja z zespołami z absolutnej europejskiej czołówki i ocenianie na tej podstawie naszej kadry może nieco zakrzywiać obraz tego, jak wygląda reprezentacja. Liga Narodów została wprowadzona, aby zwiększyć prestiż meczów towarzyskich i to bez wątpienia się sprawdziło. Jednak dla każdego kolejnego selekcjonera reprezentacji Polski może okazać się gwoździem do trumny.

Liga Narodów przyczyną zwolnienia

Dokładnie tak jak było w przypadku Jerzego Brzęczka. Za jego kadencji reprezentacja Polski wywalczyła awans na Euro 2020, wygrywając osiem z 10 meczów w eliminacjach. W spotkaniach ze słabszymi rywalami Polska była niezwykle regularna i niemal się nie potykała. Gdyby mistrzostwa Europy odbyły się w pierwotnym terminie, Brzęczek raczej poprowadziłby na nich naszą kadrę. Jednak słabe wyniki i styl gry jesienią w Lidze Narodów spowodowały, że Zbigniew Boniek zwolnił ówczesnego selekcjonera i misję Euro 2020 powierzył Paulo Sousie.

Pod wodzą Jerzego Brzęczka reprezentacja Polski była oceniana głównie przez pryzmat porażek z najsilniejszymi reprezentacjami. Jako, że w eliminacjach nie mierzyliśmy się z żadną taką drużyną, to najpoważniejszą weryfikacją była Liga Narodów. W dwóch edycjach wygraliśmy jedynie dwukrotnie z Bośnią i Hercegowiną. Ponadto styl gry w przegranych starciach z Włochami, Portugalią czy Holandią nie bronił ówczesnego selekcjonera. Polacy nie potrafili nawiązać równorzędnej walki ze znacznie mocniejszymi od siebie rywalami, co w efekcie doprowadziło do zwolnienia Brzęczka.

Liga Narodów sprawdzianem dla Michniewicza

W podobnej sytuacji na początku swojej pracy znalazł się Czesław Michniewicz. Pomimo, że w marcu wygrał on mecz ze Szwecją dający nam awans na mundial, szybko przekonał się, że pamięć kibiców i dziennikarzy bywa ulotna. Po słabych meczach z Belgią oraz Holandią Michniewicz niejednokrotnie był krytykowany. Obecna reprezentacja w meczach z mocniejszymi rywalami niebezpiecznie zaczynała przypominać tę z czasów Jerzego Brzęczka. Bezradną, niezorganizowaną i nastawioną jedynie na przetrwanie. Jako, że większość spotkań za kadencji Michniewicza rozegraliśmy przeciwko absolutnej europejskiej czołówce, Polska oceniana była głównie na podstawie tych właśnie spotkań. A jak wiadomo, nie jest to realny wyznacznik siły naszej reprezentacji.

Od pamiętnego zwycięstwa 2:0 z Niemcami, z 19 meczów przeciwko reprezentacjom z pierwszej dziesiątki obecnego rankingu FIFA, Polacy nie wygrali żadnego (dla bardziej miarodajnych wyników uwzględniamy tutaj Niemców zamiast Danii, gdyż przez ten czas przeważnie znajdowali się wyżej). W tym czasie zanotowaliśmy osiem remisów i aż 11 porażek. A trzeba pamiętać także, że nie zawsze mierzyliśmy się z tymi reprezentacjami, kiedy znajdowały się one w szczycie formy. Przykładowo towarzysko z Holandią przed Euro 2016, na które Oranje nie pojechali (1:2) czy w Lidze Narodów z Włochami zaraz po mundialu 2018, w którym Italia nie brała udziału (1:1 i 0:1).

Realna siła reprezentacji Polski

Dlatego też ostatnie wyniki w Lidze Narodów nie powinny aż tak bardzo dziwić. Czas po prostu zrozumieć, że Belgia czy Holandia to na ten moment drużyny o dwie klasy lepsze od Polski. Często na siłę naszej reprezentacji patrzymy poprzez jej najsilniejsze ogniwa. Lewandowski jest jednym z najlepszych piłkarzy na świecie, Zieliński gra w Napoli, a Milik i Szczęsny w Juventusie. Niemniej jednak, to są tylko pojedyncze jednostki. Z drugiej strony liderem defensywy jest 34-latek ze średniaka Serie B, a środka pomocy 32-latek z Al-Shabab. I to więcej mówi o sile naszej kadry.

Zresztą kto z naszych reprezentantów dostałby dzisiaj powołanie do najlepszych reprezentacji na świecie? Na pewno Lewandowski, Zieliński i Szczęsny. Być może do którejś z nich załapaliby się Milik, Szymański, Zalewski czy kontuzjowani obecnie Moder oraz Cash. W podstawowym składzie każdej z nich występowałby jedynie Lewandowski, a w kilku pewnie Zieliński czy Szczęsny. Potencjałem kadrowym zwyczajnie odstajemy od światowej czołówki, dlatego też nie można oczekiwać, że w takich meczach będziemy grać jak równy z równym.

Oczywiście z drugiej strony można podać przypadek Węgrów, którzy kadrowo są słabsi od Polski, a jednak mogą dzisiaj przypieczętować zwycięstwo w swojej grupie Ligi Narodów z Anglią, Niemcami i Włochami. Mimo wszystko, podopieczni Marco Rossiego to raczej ewenement. Zespół, który potrafi grać z silniejszymi od siebie, a męczy się z tymi słabszymi. Z pozostałych drużyn, które awansowały do najwyższej dywizji w dwóch ostatnich edycjach, jedynie Dania (która ma znacznie większy potencjał kadrowy od Polski) zdołała się utrzymać. Szansę mają jeszcze także Czechy, które muszą jutro wygrać ze Szwajcarią. Pozostałe sześć zespołów, które debiutowały w najwyższej dywizji wygrały tylko pięć z 35 meczów. Jedyne zwycięstwo z reprezentacją z pierwszej dziesiątki obecnego rankingu FIFA odniosła Ukraina, pokonując Hiszpanię 1:0.

Wyniki lepsze niż styl

Jak dotąd nie licząc meczów z Belgią i Holandią Michniewicz odniósł trzy zwycięstwa i zanotował remis w meczu towarzyskim. W starciach o stawkę nie wygrywał jedynie z drugą i ósmą reprezentacją w rankingu FIFA. Z kolei pokonywał dwukrotnie Walię (19.) i Szwecję (20.), które kadrowo są zbliżone do Polski i plasują się wyżej w rankingu FIFA. Oczywiście we wszystkich tych meczach styl gry nie był najlepszy i mieliśmy sporo szczęścia. W żadnym z tych spotkań nie oddaliśmy więcej strzałów i nie dominowaliśmy na boisku. Gdyby nie udane interwencje Szczęsnego ze Szwecją czy wczoraj z Walią, to wcale tych meczów nie musielibyśmy wygrać. Niemniej jednak na końcu liczy się wynik. A ten w najważniejszych starciach obecny selekcjoner osiągnął.

Pozostanie w najwyższej dywizji Ligi Narodów powoduje, że nadal będziemy mierzyć się z najsilniejszymi ekipami na Starym Kontynencie. Oznacza to, że Michniewiczowi bądź kolejnemu selekcjonerowi ciężko będzie o spokój. Jednak z drugiej strony daje możliwość sprawdzenia ile brakuje nam do najlepszych, co niewątpliwie jest ważniejsze niż dobre nastroje wśród opinii publicznej. Pomiędzy Euro 2016 a mistrzostwami świata w 2018 roku najmocniejszym rywalem, z jakim przyszło nam się mierzyć w meczu o punkty była Dania. Do Rosji jechaliśmy opromienieni sukcesem na poprzednim wielkim turnieju z przeświadczeniem, że znów uda się to powtórzyć. Skończyło się na fazie grupowej i wygranym meczu o honor. Obecnie przed mundialem w Katarze wiemy przynajmniej w jakim miejscu jest nasza reprezentacja. Ze względu na osiągane wyniki Liga Narodów dla selekcjonera często okazuje się pułapką. Jednak co ważniejsze, takie mecze rozgrywane regularnie pokazują jaka przepaść dzieli nas od europejskiej czołówki.

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ

98,550FaniLubię
10,667ObserwującyObserwuj
556ObserwującyObserwuj
REKLAMA