Legia Warszawa ogrywa Cracovię. Walka o utrzymanie nabiera rumieńców

Dzień kobiet to specjalny dzień w kalendarzu. Kluby robią specjalne akcje skierowane do żeńskiej części publiczności, a pomagają w tym nierzadko piłkarze. Wczoraj pod stadionem Widzewa Łódź kwiaty rozdawał najdroższy transfer w historii klubu – Osman Bukari. Przy Łazienkowskiej też zaangażowali swojego najdroższego piłkarza, ale Mileta Rajović zamiast tulipanów, wręczył coś cenniejszego. Zwycięską bramkę.

Akurat Duńczyk był chyba ostatnim zawodnikiem, którego w Warszawie podejrzewano o pokonanie Sebastiana Madejskiego. Ostatnie popisy powodowały, że kibice w stolicy Polski załamywali ręce. Rajović z tego powodu ustąpił miejsca w składzie Antonio Colakowi, ale los postanowił dać mu drugą szansę. Chorwat zmuszony był zejść ze względu na uraz, przez co do rozgrzewki ruszyli Rajović oraz dawno niewidziany na boisku Jean-Pierre Nsame. Marek Papszun postanowił na boisko posłać byłego piłkarza Watfordu i szybko dostał zwrotny efekt.

REKLAMA

Niespodziewane wydarzenie – Rajović trafił do siatki

Cracovia, która dosyć pewnie poczynała sobie na boisku i rozgrywała piłkę, popełniła błąd. Przejęta piłka trafiła na prawej stronie do Vahana Bichakhchyana, a ten wgrał ją w pole karne. Wybijać niechcianą futbolówkę chciał Gustav Henriksson, podbił ją jeszcze Madejski, ale ta i tak trafiła do bramki. Wszystkich przechytrzył właśnie Mileta Rajović.

A asystujący mu Ormianin był bez wątpienia największym utrapieniem bramkarza przyjezdnych. Nie dość, że miał swój udział przy golu, to co jakiś czas straszył golkipera strzałami z dystansu. Jednej były bardziej perspektywiczne, inne niegroźne. Niemniej jednak Madejski parę razy musiał narażać swoje żebra na nagły kontakt z murawą.

Luka Elsner z pewnością chciałby, żeby jakiegokolwiek strzału spróbowali jego podopieczni. Pasy wyglądały nieźle z piłką przy nodze, ale im bliżej bramki, tym więcej w ich poczynania wkradało się nieporadności. Kahveh Zahiroleslam miał problemy z opanowaniem piłki, zaś za próby odpowiadał ustawiony na wahadle Mauro Perković. Otto Hindrich rzadko miał cokolwiek do roboty, co było też zasługą jego kolegów z defensywy. Ci robili dużo, żeby goście nie panoszyli się w pobliżu swojego bramkarza.

Legia dzięki zdobytej bramce znacząco ułatwiła sobie granie i czekała, aż rywale popełnią błąd. Drugi raz nie udało się jednak wykorzystać niefrasobliwości Cracovii. A przyjezdni z tworzeniem zagrożenia także mieli problem. Ofensywa gryzła jak ratlerek, a 1:0 utrzymało się do końca. Legia wygrzebała się ze strefy spadkowej, lecz ponad wodę wystaje tylko głowa.

Legia Warszawa – Cracovia 1:0 (Rajović 31′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,091FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ