Lech trzy razy odrabiał straty, a i tak wyszarpał remis GieKSie

Rollercoaster taki, jak w Pucharze Polski. Lech Poznań i GKS Katowice zremisowali 3:3 w meczu 28. kolejki Ekstraklasy. Kolejorz pokazał siłę mentalną, trzy razy wracając do meczu po tym, jak Katowiczanie wychodzili na prowadzenie. Obie drużyny zaserwowały prawdziwą piłkarską ucztę.

Choć na więcej akcji trzeba było chwilę poczekać, bo pierwsze minuty upłynęły pod znakiem zadymienia spowodowanego racami, to szybko stało się jasne, że Lecha czeka trudna przeprawa. Przyjezdni wyglądali naprawdę świeżo jak na to, że mieli w nogach wyczerpujące 120 minut gry z Rakowem Częstochowa. Pressing zakładali bardzo wysoko – prawie pod bramką Bartosza Mrozka. Nie minęła minuta spotkania, a mieli szansę po stracie piłki w polu karnym przez Antoniego Kozubala.

REKLAMA

GKS Katowice w natarciu

Kolejorz był tłamszony i naprawdę sporo kłopotów sprawiał mu nacisk GieKSy. Częściej musiał odpierać ataki niż sam je przeprowadzał. Pierwszy strzał oddał dopiero po 25 minutach gry – trzeba przyznać, że bardzo groźny, bo w dogodnej sytuacji znalazł się Leo Bengtsson, który jednak nie pokazał tak jakościowego wykończenia jak z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza.

Tymczasem GKS świetnie czuł się w tak układającej się rywalizacji. Zagrażał po kolejnych rzutach rożnych (raz zagroził Borja Galan, innym razem Bartosz Nowak prawie popisał się golem po bezpośrednim dośrodkowaniu z rogu boiska), kontrolował poczynania rywala i z łatwością omijał kontpressing Poznaniaków. Znajdował się na dobrej drodze do otwarcia wyniku. Dziw bierze, że nie zrobił tego Ilia Szkuryn, który został wyprowadzony na czystą pozycję po podaniu od Emana Markovicia. Marković więc wziął odpowiedzialność na swoje barki – w 38. minucie wykończył dośrodkowanie Alana Czerwińskiego. Przypłacił to rozciętym łukiem brwiowym.

Dopiero po bramce Lech dostał więcej przestrzeni. Przełożyło się to na kilka ciekawie zapowiadających się akcji. Nikt jednak nie zdołał zamienić na wyrównanie odbijanki w polu karnym gości, a uderzenie Patrika Wålemarka z dystansu nie trafiło w światło bramki. Nie udało się również Mikaelowi Ishakowi.

Lech Poznań pokazał wolę walki

Wbrew przewidywaniom Lechici błyskawicznie wyrównali po przerwie. Już w 48. minucie na tablicy wyników widniał wynik 1:1. Po podaniu Pabla Rodrigueza w głąb pola karnego piłkę do własnej bramki skierował Arkadiusz Jędrych. W pewnym momencie drużyna trenera Nielsa Frederiksena nawet przejęła inicjatywę. Wydawało się, że GieKSa trochę się zapowietrzyła.

Ale co z tego, jak w 60. minucie Szkuryn wyprowadził swoją drużynę na ponowne prowadzenie. Napastnik zabawił się z defensorami przeciwnika, a w szczególności Wojciechem Mońką, którego nawinął. Potem futbolówka odbiła się jeszcze pechowo od pleców młodego obrońcy i ponownie trafiła pod nogi nie mającego litości dla Mrozka Białorusina.

Kolejorz chciał uratować wynik, więc do wcześniej wprowadzonego Filipa Jagiełły (odnotujmy, że to powrót po kontuzji) dokoptował jeszcze Luisa Palmę, Daniela Håkansa oraz Yannicka Agnero. Minęło 6 minut od wejścia tych dwóch pierwszych, kiedy Lech znów mógł cieszyć się z remisu. Honduranin wypuścił wybiegającego na wolne pole Fina, który wparował w pole karne i pokonał Rafała Strączka.

Natomiast Katowiczanie wbrew pozorom nie wyglądali źle i wciąż byli równym rywalem. Chwila utraty koncentracji przez gospodarzy sprawiła, że raz jeszcze musieli walczyć o wyrównanie. Michał Gurgul źle ustawił się do centry, z czego spróbował skorzystać Erik Jirka. Jego strzał z linii bramkowej zdołał jeszcze zablokować Mońka, ale po dobitce Markovicia piłka zatrzepotała w siatce.

Co na to Lech? Stwierdził, że jak bawimy się rollercoaster, to na całego. Ali Gholizadeh znalazł w szesnastce przyjezdnych Palmę, a ten wypracował sobie pozycję do uderzenia, po czym odnalazł drogę do bramki Strączka. Co więcej, dążył do czwartego trafienia. Groźnymi sytuacjami sypali jak z rękawa, ale czujny pozostawał golkiper. Swoją szansę miała też GieKSa, lecz Nowak uderzył obok bramki Mrozka.

Lech Poznań – GKS Katowice 1:2 (Jędrych (sam.) 47′, Håkans 74′, Palma 80′ – Marković 38′,79′, Szkuryn 60′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,114FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ