Wszyscy pamiętamy mecz w Gdańsku z sierpnia. Lechia Gdańsk szybko zaczęła strzelanie, ale ostatecznie schodziła z boiska pokonana 3:4. Lech Poznań pokazał wówczas, że jest mocny mentalnie. Rewanż w Poznaniu dał świadectwo innych cech – ospałości i braku koncentracji. A w szczególności na początku obu połów.
Lech zaczął najfatalniej, jak tylko mógł. Camilo Mena szybko zauważył, że Michał Gurgul nie będzie równym mu rywalem. Kolumbijczyk objechał dwukrotnie Polaka, a jeden z tych rajdów zakończył się wyłożeniem piłki Tomaszowi Neugebauerowi. Środkowy pomocnik Gdańszczan pewnym, płaskim strzałem umieścił ją następnie w bramce. Lech szybko musiał się ogarnąć, bo Lechia wciąż nacierała. Zespół Nielsa Frederiksena miał ogromne problemy z utrzymaniem piłki w posiadaniu po przetransportowaniu jej do ofensywnych graczy.
Z czasem jednak Kolejorz zaczął się rozgrzewać, a najruchliwszym trybikiem okazał się Leo Bengtsson. Szwed szarpał lewym skrzydłem raz po raz, a jeden z jego sprytnych passów dotarł w polu karnym do Aliego Gholizadeha. Irański piłkarz pokonał Alexandra Paulsena na raty, ale warto pochwalić go także za samo wbiegnięcie.
Wynik remisowy utrzymał się do przerwy, choć zmian mogli dokonać Mikael Ishak i Mena. Szwedzki napastnik nie wykorzystał dogodnej okazji, zaś Kolumbijczyk napełnił za bardzo pasek siły, przez co jego strzał wylądował na poprzeczce. Po stronie Lecha dużo dla utrzymania remisu zrobił Bartosz Mrozek, który zanotował trzy bardzo ważne interwencje.
Lech znów zaspał początek
Zaspany początek pierwszej połowy nie okazał się jednorazowym wypadkiem przy pracy. Poznaniacy powtórzyli swój wyczyn, a nawet wprowadzili poprawki w swojej sztuce. Zamiast dawać Gdańszczanom strzelać bramki, Antonio Milić postanowił ich wyręczyć. Serb zamienił dośrodkowanie przeciwnika na bramkę. Parę minut później złe podanie Mateusza Skrzypczaka dało początek akcji Tomasa Bobcka, który to pokonał Mrozka strzałem z ostrego kąta.
Lech ruszył oczywiście do ataku, ale brak precyzji, chociażby przy strzale głową Antoniego Kozubala nie pomógł w gonieniu wyniku i odrabianiu strat. Nawet pojawienie się na boisku Patrika Walemarka i Luisa Palmy nie dało nawet bramki kontaktowej, lecz przyznać, że dało trochę jakości z przodu. Na koniec w Poznaniu czuć było zawód. Kibice, którzy licznie zjawili się mimo ekstremalnie niesprzyjającej aury, opuszczali stadion jeszcze przed końcowym gwizdkiem.
Lech Poznań – Lechia Gdańsk 1:3 (Gholizadeh 26′ – Neugebauer 2′, sam. Milić 47′, Bobcek 55′)
