Starcia Korona — Lech zawsze elektryzują. Do Kielc w ten niedzielny wieczór przyjeżdżała drużyna zmotywowana, będąca w naprawdę dobrej formie. Kolejorz wygrał dwa ostatnie mecze w lidze, a dziś jego starcie ze Scyzorykami mogło albo dać mu awans na drugą lokatę w lidze, albo… w teorii utrudnić szanse na tytuł mistrzowski.
Świetna pierwsza połowa Lecha
Kolejorz bardzo dobrze wszedł w ten mecz. W pierwszych czterdziestu pięciu minutach widzowie zdawali się zadawać pytanie nie „czy”, a „ile” będzie wygrywać drużyna przyjezdna, gdy sędzia każe zawodnikom udać się na przerwę do szatni. Kolejne ataki napędzały ofensywne nastawienie zespołu, a pierwsze trafienia wydawały się jedynie kwestią czasu.
Wynik otworzył Gholizadeh, który wykorzystał dobry kontratak i strzałem po krótszym słupku nie dał golkiperowi rywala żadnych szans.
To on również mocno przyczynił się do trafienia na 2:0, dobrze wchodząc w pole karne i dogrywając piłkę, która następnie po małym „pingpongu” w polu karnym trafiła pod nogi Antonio Milicia. Ten zachował zimną krew i skierował futbolówkę do siatki. Do szatni obie drużyny schodziły zatem w skrajnie innych nastrojach, a Korona musiała coś zmienić, aby móc zagrać o jakiekolwiek punkty.
Pobudka Korony przyszła za późno
Gdy na murawę wychodzisz przy stanie 0:2, grając z Lechem Poznań, to musisz być bezbłędny w ofensywie, aby nadrobić stratę, lub liczyć na ich własne błędy w defensywie. Lech grał z tyłu nieźle, chociaż w 54. minucie przysnął podczas rzutu rożnego. Mariusz Stępiński wykorzystał dobre dogranie i strzałem z głowy dał swojej ekipie cenny kontakt. Chwilę później trafił nawet na 2:2, ale arbiter podniósł do góry chorągiewkę, hamując radość gospodarzy.
Korona próbowała, walczyła, ale nie potrafiła postawić kropki nad „i”, wyrównując stan rywalizacji. Lech po chwilowych problemach mądrze uspokoił mecz i przestał oddawać rywalowi tyle pola do manewru. Oczywiście, Korona przy większej skuteczności mogła zagrozić rywalowi bardziej, jednak z przebiegu meczu zwycięstwo Lecha wydaje się wynikiem sprawiedliwym.
Lokomotywa wskoczyła w ten sposób na drugie miejsce w tabeli, zbliżając się do Jagi na „tylko” dwa oczka (chociaż żółto-czerwoni mają mecz mniej). Seria trzech zwycięstw z rzędu może napawać kibiców sporym optymizmem. Korona natomiast ewidentnie znajduje się w dołku, a brak punktów z Lechem mocno utrudnia jej pogoń za resztą peletonu. Paradoksalnie, aktualnie jest ona ledwie… sześć oczek nad strefą spadkową. Niech ten sezon Ekstraklasy trwa wiecznie!
