Na powierzchnię Premier League w ostatnich miesiącach wypłynęło coś więcej niż tylko transfery, kapitalne bramki i spektakularne parady — obserwujemy też coraz więcej sygnałów głębszej choroby: krótkowzroczności w podejściu do menedżerów, która z jednej strony daje szybkie rozstrzygnięcia, a z drugiej — chaos i zamieszanie w projektach sportowych.
Głównymi „pacjentami” stały się dwie drużyny: Crystal Palace i Nottingham Forest. W klubie, którym zarządza Evangelos Marinakis, sezon 2025/2026 jest wyjątkowo niestabilny. W tych rozgrywkach rywalizacja o trofea i walka o utrzymanie schowały się za inną, równie głośną narracją: falą zwolnień i niestabilnością na ławkach trenerskich.
Dwa przypadki dobrze ilustrują skalę zjawiska: sytuacja wokół Crystal Palace i trenera Olivera Glasnera oraz dramatyczna „karuzela” menedżerska w Nottingham Forest, która w tym sezonie doszła do rekordowej liczby czterech trenerów. Oba przykłady pokazują, że decyzje administracyjne i ekonomiczne coraz częściej decydują o losie sezonu — czasem bardziej niż same wyniki na boisku Premier League.
Co się dzieje w Crystal Palace?
W połowie sezonu wokół klubu i trenera pojawiły się napięcia: forma zespołu wyraźnie spadła, szkoleniowiec publicznie przyznał, że drużyna ma problemy, a część kibiców domagała się szybkiej zmiany. Ostatecznie klub podjął decyzję o pozostawieniu trenera do końca sezonu — jedną z ważnych przesłanek była kalkulacja kosztowa: szacunkowa odprawa za natychmiastowe rozwiązanie kontraktu miała wynieść około 2 milionów funtów.
To klasyczny dylemat: czy wydać pieniądze teraz i ryzykować kolejne perturbacje, czy „zamrozić” sytuację do lata i przygotować grunt pod zmianę?
Nottingham Forest — szczyt niestabilności
W innym miejscu ligi obraz był jeszcze bardziej dramatyczny. Klub przechodził serię szybkich zmian na stanowisku menedżera — w krótkim czasie kolejne nazwiska musiały zejść ze sceny, a na początku lutego 2026 ogłoszono powołanie czwartego już stałego szkoleniowca w tym sezonie: Vítora Pereiry.
Jak słusznie wskazywały media, był to przypadek bez precedensu w historii nowoczesnej Premier League, a na boisku konsekwencją stała się utrata spójności taktycznej oraz problemy z przekuwaniem statystycznej przewagi (posiadanie piłki, liczba strzałów) na punkty.
Skrót sytuacji:
- Nottingham Forest: Nuno Espírito Santo → Ange Postecoglou → Sean Dyche → (czwarty trener) Vítor Pereira
- Crystal Palace: spekulacje o zwolnieniu Olivera Glasnera → decyzja o pozostawieniu do końca sezonu (koszt natychmiastowego zwolnienia ok. 2 mln funtów)
Ile kluby płacą za zwolnienia menedżerów?
Zwolnienie menedżera w Anglii rzadko bywa drobnym wydatkiem. Analizy długookresowe wskazują, że największe kluby poniosły łącznie setki milionów funtów na odprawy dla trenerów i sztabów — a obliczenia dla „Big Six” często pokazują średnie odprawy rzędu kilku milionów funtów na jedno zwolnienie. Szacunkowo w sezonie 2024/2025 mogło to być ponad 40 milionów funtów.
Do tego dochodzi aspekt sportowy: każda zmiana trenera oznacza okres przejściowy, czyli czas wdrażania nowej wizji i taktyki. To etap, w który trzeba wkalkulować straty punktów — a te nierzadko przekładają się na relegację z najwyższej klasy rozgrywkowej albo brak awansu do Ligi Mistrzów. W praktyce oznacza to, że szybkie, „emocjonalne” zwolnienie bywa operacją kosztowną i niepewną pod względem sportowym.
Ile czasu naprawdę dostają trenerzy?
To, że łaska właścicieli klubów w Anglii na pstrym koniu jeździ, wiadomo nie od dziś, ale na podstawie pracy 20 trenerów obecnie zatrudnionych w Premier League średni czas pracy wynosi 809 dni, czyli 2 lata, 2 miesiące i 18 dni. Czy to dużo? To dobre pytanie choćby do właściciela Arsenalu, który czeka na wielki sukces od grudnia 2019 roku, gdy Mikel Arteta objął stery w klubie z północnego Londynu.
Mimo że w Anglii jest dziś kilku menedżerów pracujących ze swoimi klubami powyżej dwóch lat, luksusem stała się możliwość pracy dłuższej niż rok, gdy wyniki nie idą w parze z oczekiwaniami (czasem nierealnymi) właściciela.
Dlaczego to problem i co z nim zrobić?
Utrata filozofii sportowej — każdy trener przychodzi z innymi metodami pracy, a częste rotacje personalne utrudniają proces szkoleniowy oraz rozwój piłkarzy i całego klubu.
Koszty finansowe i wizerunkowe — odprawy, ryzyko sportowego spadku i związanych z tym strat finansowych, a także ciągłe bycie na świeczniku mediów (w negatywnym sensie). Takie narracje potrafią szkodzić — przykłady znajdziemy zarówno w Anglii, jak i w Ekstraklasie.
Presja medialna i społeczna — social media potęgują naciski i odzwierciedlają atmosferę wokół klubu. Zarządy nierzadko reagują impulsywnie, co zamiast rozwiązywać problem, eskaluje go. Negatywne reakcje z trybun również potrafią „plątać nogi”.
Oczywiście można temu przynajmniej częściowo zaradzić, chociażby poprzez:
- Jasny podział odpowiedzialności między zarządem, dyrektorem sportowym i trenerem — tak, by każdy był rozliczany z własnego obszaru i jego efektów.
- Traktowanie „sukcesu” jako procesu długofalowego: rozwój młodzieży, wzrost wartości sportowej, dopasowanie taktyki do posiadanych zawodników i jej konsekwentna realizacja są ważniejsze niż krótka seria dobrych lub złych wyników, po której trener raz jest noszony na rękach, a raz wywożony na taczkach.
- Jasny proces komunikacji — wciąż wiele osób zdaje się zapominać, jak ważna w kluczowych momentach jest relacja klub–kibice.
Podsumowując: przypadki Crystal Palace i Nottingham Forest to wyraźne sygnały. Premier League jest dziś ligą nie tylko piłkarskich spektakli i pełnych pasji stadionów, ale również intensywnych decyzji biznesowych. Jeśli kluby nie nauczą się myśleć systemowo i planować długofalowo, zapłacą nie tylko finansami — zapłacą chaosem sportowym i wściekłością trybun.
