W mediach od ponad roku bardzo popularny jest temat tzw. „bojkotu”, który powoduje ostracyzm społeczności fanów Białej Gwiazdy i brak wpuszczania ich na sektory gości w meczach wyjazdowych. Gdy wydawało się, że wszystko zmierza powoli w kierunku odmrożenia kary zbiorowej dla sympatyków Wisły Kraków, sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Wracający bowiem z Białegostoku fani krakowskiej drużyny zostali przyłapani… z gazami bojowymi (?), maczetami oraz miotaczami ognia.
O wspomnianym bojkocie można pisać wiele, jednak ograniczymy się do konkretów. Kibice Wisły Kraków nie są wpuszczani na obiekty rywali pod najrozmaitszymi pretekstami. Wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że nagłe remonty i awarie to ściema. Specyficzny protest związany jest z działaniem części kibiców (chociaż bardziej pasuje tutaj słowo kiboli) Białej Gwiazdy, którzy w przeszłości mieli dokonywać aktów agresji z wykorzystaniem tzw. sprzętu (noży, maczet) i raczej nie chcą zmieniać swoich przyzwyczajeń. Jedni powiedzą, że karanie wszystkich kibiców jednego klubu, gdy podobne praktyki są stosowane przez kiboli innych zespołów to głupota. Inni uznają, że to jedyna słuszna reakcja na patologię. Faktem jest, że walka o powrót kibiców Wisły na mecze wyjazdowe układa się bardzo ciężko, ale można było uwierzyć, że w nieodległej przyszłości dobiegnie konca.
Światełko zniknęło z końca tunelu
W ostatnim czasie wszystko wydawało się powoli przechylać na wiślacką stronę. PZPN zaczął reagować, kluby otrzymywały pierwsze kary. Niespodziewanie… Fani krakowskiej drużyny znów będą mieli pod górkę. Incydent z udziałem czterech kibiców może przekreślić miesiącami budowaną narrację. Okazało się bowiem, że grupka kiboli Wisły udała się do Białegostoku, gdzie zamalowała kilkadziesiąt murali Jagiellonii. Dodatkowo, jak podaje dziennikarz TVP Sport i RMF FM Robert Bońkowski, po zatrzymaniu przez policję u sprawców znaleziono maczety, miotacze ognia i gaz obezwładniający. Cały misterny plan pokazywania kibiców Wisły Kraków jako tych normalnych szlag trafił. Wszystko przez to, że w świat poszedł komunikat. To, co mówili kibice może w oczach wielu być legitymizowane, a właścicieli klubów bądź piłkarskich obiektów nie będą chcieli brać na siebie takiego ryzyka.
🚨Czterej mężczyźni, którzy zamalowali murale Jagiellonii zostali zatrzymani wczoraj koło Tykocina, gdy wracali w stronę Warszawy.
— Robert Bońkowski (@RobertBonkowski) April 3, 2025
‼️U mężczyzn znaleziono farby, maczety, miotacze ognia czy gaz obezwładniający.
Mają od 24 do 29 lat. Telefonem dokumentowali swój wandalizm. https://t.co/eWOyLTFRGi
Źródło: RobertBonkowski/X
Nie wiemy, jak do sprawy podejdzie teraz PZPN. Jeśli jakiś zespół nie będzie chciał wpuścić do siebie fanów ekipy z Krakowa, to ma na to bardzo dobrą wymówkę. Z drugiej strony, przez kilka jednostek, cierpią masy normalnych kibiców. Tak naprawdę można jedynie współczuć Jarosławowi Królewskiemu, który w mediach społecznościowych dokonuje wygibasów, by bronić sympatyków Wisły Kraków. Niestety, takimi akcjami jak ta z Białegostoku, kibole wybijają argumenty z rąk właściciela klubu. Nawet jeśli postronni obserwatorzy polskiej piłki trzymali kciuki za zakończenie bojkotu, jego zwolennicy dostali piłkę na pustą bramkę i prosty argument, by kontynuować protest.