Karny warty 1 punkt. Wnioski po meczu Pogoń – Górnik

Górnik Łęczna zremisował z Pogonią Siedlce 1:1 w 23. kolejce Betclic 1 Ligi. Jednym z kluczowych momentów okazał się rzut karny, który został przyznany Łęcznianom w drugiej połowie spotkania. Zamiast roztrząsać związane z nim kontrowersje, skupiamy się na merytorycznych wnioskach po tym spotkaniu, które dotyczą gry obu drużyn i przebiegu tego wyrównanego meczu.

1. Pogoń silna transferami

Jednymi z najlepszych zawodników ekipy z Siedlec byli Bartłomiej Poczobut i Maciej Rosołek. Obaj zawodnicy dołączyli do zespołu w czasie zimowego okienka transferowego, ale najwyraźniej nie potrzebują żadnego okresu aklimatyzacyjnego czy wdrożeniowego. Poczobut już teraz świetnie robi dla Pogoni to, za co przez lata tak uwielbiali go kibice warszawskiej Polonii. W meczu z Górnikiem miał na koncie wiele groźnych rzutów rożnych, po których w polu karnym przeciwnika robiło się gorąco. Poza tym jest mózgiem rozegrania piłki i nie unika boiskowej odpowiedzialności. Z kolei Rosołek stał się upragnionym zastępcą nieskutecznego i ociężałego na szpicy Karola Podlińskiego. Teraz, gdy jest on nieco cofnięty, a z przodu gra były Legionista, jest to układ znacznie korzystniejszy dla całej drużyny.

REKLAMA

Rosołek, choć tym razem nie strzelił gola, zanotował dobry występ. Walczył w powietrzu, miał kilka „magicznych”, przyspieszających akcje kopnięć, a i na listę strzelców z pewnością mógł się wpisać. Zapewne stałoby się to już w pierwszym kwadransie spotkania, gdyby nie fenomenalne wybicie tuż sprzed bramki po jego strzale. Mimo wszystko, ten mecz potwierdził (nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz), że Pogoń zrobiła złoty interes, decydując się na angaż obu panów. Gdy, tak jak przeciwko Górnikowi, zawodzą chociażby Nikodem Zielonka czy Maciej Famulak, trener Adam Nocoń wreszcie może liczyć także na innych, nowych podopiecznych. Prowadzona przez niego Pogoń naprawdę zyskała na tych wzmocnieniach, które już teraz zaczynają się zwracać.

2. O co właściwie walczył Górnik?

To pytanie zadawali sobie chyba wszyscy, którzy oglądali występ ekipy z Wyżyny Lubelskiej. Zamiast skupić się na czysto sportowej rywalizacji, koncentrowała się ona na niepotrzebnych sporach z arbitrem. Gracze gości nie mogli zaakceptować nawet jego prostych, prozaicznych decyzji. Ciągle więc upierali się przy innych miejscach wznowień z autów czy wolnych, machali rękoma i zwlekali z oddaniem piłki przeciwnikom. Nie uspokajało ich nic, nawet żółta kartka, którą za takie wybryki w końcu musiał pokazać sędzia. „Mistrzem” pod tym względem był golkiper Łęcznian, Łukasz Budziłek, który zapoczątkował tego typu protesty i być ich absolutnym liderem. To zresztą nie jedyne, co w jego występie może co najmniej zastanawiać. 34-latek kilka razy nie potrafił też podać piłki górą, co kończyło się niebezpiecznymi stratami, a także mocno ślizgał się po murawie. Nie oznacza to, że nie miał żadnych dobrych interwencji, natomiast faktem jest, iż były one przeplatane bardzo nietypowymi zachowaniami.

3. Trzeba bronić także boków…

Pogoń od początku meczu kompletnie o tym zapomniała, przez co aż prosiła się o problemy. W środkowej strefie placu gry prezentowała się dość dobrze w defensywie, ale bliżej linii bocznych było już znacznie gorzej. Gospodarze zbyt często musieli uciekać się do fauli w tych sektorach i pozwalali sobie na wiele przegranych pojedynków. Prezentowali się trochę tak, jakby spodziewali się zagrożenia wyłącznie ze środka i kompletnie ignorowali niebezpieczeństwo na skrzydłach. Z tego powodu często pozostawało im tylko ratowanie się ryzykownymi wślizgami. Gdy nawet ich brakowało, Górnik dochodził do najgroźniejszych sytuacji. Najlepszej z nich nie wykorzystał Fryderyk Janaszek, który wpadł w peryferyjną część pola karnego, ale strzelił w słupek, kilka centymetrów od celu.

Pogoń jednak wciąż nie wyciągała wniosków ze swoich defensywnych braków. To, że nie zostały one wykorzystane, można chyba tłumaczyć tylko ogólną słabą dyspozycją przyjezdnych z Łęcznej. Pogoń powinna mieć zatem świadomość sporego szczęścia, o które byłoby trudno, mierząc się z kimś spoza pierwszoligowej strefy spadkowej.

4. Karny warty 1 punkt

Obie drużyny rzadko potrafiły stworzyć zagrożenie z gry, a mecz mocno się dłużył. Marazm związany z niedoborem akcji i emocji został jednak zakończony w 60. minucie. To właśnie wtedy Damian Jakubik wyskoczył do główki, ale zupełnie nie uważał na rywala, uderzył go łokciem i dał prowadzącemu zawody Leszkowi Lewandowskiemu powód do użycia gwizdka. Decyzja ta była szalenie istotna, gdyż dotyczyła sytuacji w polu karnym i zakończyła się „jedenastką” dla Dumy Lubelszczyzny. Pewnie wykorzystał go Branislav Spacil, który zmylił bramkarza i otworzył wynik. Oczywiście celebracja bramki była kolejnym pretekstem do gry na czas, ale przynajmniej sama celebracja i radość były uzasadnione.

Samym jednym rzutem karnym ciężko jednak wygrać mecz. Górnik poza nim nie pokazał w tym meczu dobrej piłki, a od chwili trafienia skupiał się już wyłącznie na dowiezieniu skromnego prowadzenia, co było planem karkołomnym. Można zachowywać się tak, gdy do końca meczu pozostają 3, a nie 30 minut. Pogoń Siedlce ruszyła więc do odrabiania strat, a skrajnie defensywne nastawienie rywali tylko ją do tego zachęcało. Kiedy wydawało się już, że starania nie przyniosą rezultatów, Karol Podliński wreszcie umieścił piłkę w siatce. Końcowym rezultatem był więc sprawiedliwy remis, a Czarno-Zieloni musi szukać zwycięstw w kolejnych meczach. Pozycja w tabeli jest bowiem taka, że same remisy mogą nie wystarczyć do uniknięcia relegacji z Betclic 1 Ligi.

Pogoń Siedlce 1:1 Górnik Łęczna (Karol Podliński 90+7′ – Branislav Spacil 61′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,574FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ