Najlepsi polscy pisarze mogliby brać lekcję u Czechów, jak budować napięcie i wprowadzać kolejne zwroty akcji. Ondřej Zmrzlý na przestrzeni ostatnich tygodni był o krok od Górnika Zabrze. „Witał się” też z Sigmą Ołomuniec i Schalke Gelsenkirchen. Wczoraj znów był bliski Górnika, a dziś… łączony jest z Rakowem Częstochowa. Czy to dziennikarskie kaczki, sianie plotek czy trudne negocjacje z wieloma uczestnikami?
Górnik Zabrze chciał, ale czy dalej chce?
Co nowego wiemy w stosunku do wczorajszych doniesień czeskich mediów? Piotr Koźmiński z goal.pl przekonuje, że defensor Slavii Praga nie przybliżył się do gry w Ekstraklasie. Inaczej rzecz ujmując: o tym, że Górnik Zabrze jest bliski jego angażu… nie wiedzą zbyt wiele w samym Górniku. O co tutaj chodzi? Wygląda na to, że dalej toczy się swoista gra. Zmrzlý miał kilka opcji, a występy w Zabrzu najwyraźniej nie były traktowane priorytetowo. Teraz, gdy okno transferowe zamknięto w silniejszych ligach, czas nie gra na jego korzyść.
Ondřej Zmrzlý ma dwie opcje: odejść do klubu z tych „pozostałych dostępnych” albo zostać w Slavii i czekać do lata – bez większych perspektyw na regularną grę. Ba! Ostatnio w ogóle nie łapie się nawet do kadry meczowej. Możliwe więc, że to zawodnik lub jego agent, poprzez czeskie media, puszczają oko do Górnika. Defensor zmienił zdanie i chętnie skorzystałby z oferty, jeśli ta dalej istnieje. Ale czy w śląskim klubie zamknęli już kadrę na wiosnę? Raczej nie. Szczególnie że dwukrotny reprezentant Czech to ciekawa postać. Wiele zapewne zależy od warunków finansowych wypożyczenia. Czy byłaby w nim wpisana opcja transferu definitywnego, a może w grę wchodziłaby sprzedaż już teraz?
Pytań jest wiele, a czasu brakuje. Piotr Koźmiński wskazuje, że do gry może włączyć się Raków Częstochowa. Ale tak naprawdę każdy polski klub dostaje teraz sygnał: jest piłkarz „do wzięcia”. Czy coś z tego wyjdzie? Tego nie sposób przewidzieć. Górnik Zabrze wykonał już pewne kroki i być może jest najbliżej potencjalnego sukcesu rozmów. Do finalizacji chyba jednak wciąż daleko…
