Dla Chelsea obecny sezon nie jest jeszcze przegrany. Wprawdzie odpadli już z Ligi Mistrzów na etapie 1/8 finału, przegrywając w dwumeczu z PSG aż 2:8, a w lidze obecnie znajdują się poza czołową piątką, która kwalifikuje się do następnej edycji Champions League, natomiast mogą to jeszcze odwrócić oraz zdobyć trofeum w postaci Pucharu Anglii. Niemniej jednak, po wygraniu Klubowych Mistrzostw Świata, przed startem sezonu Chelsea postrzegano jako czwartą siłę w Anglii – po Arsenalu, Manchesterze City i Liverpoolu. Szukając głównego źródła kłopotów The Blues należy warto cofnąć się do letniego okienka transferowego.
Levi Colwill wypada z gry
Oczywiście przyczyn, przez które Chelsea na 7 kolejek do końca sezonu znajduje się poza strefą Ligi Mistrzów jest więcej. Ktoś może wskazać na nieuzasadnione zwolnienie Enzo Mareski, który zostawił zespół na 5. miejscu w tabeli. Liam Rosenior miał obiecujący początek, ale w ostatnich tygodniach zaczęliśmy dostawać coraz więcej znaków, że nie jest trenerem gotowym na prowadzenie tak dużego klubu. Należy podnieść również kwestię dyscypliny piłkarzy, ponieważ The Blues są zespołem, który otrzymał najwięcej czerwonych kartek w tym sezonie Premier League i w wielu meczach z tego powodu pogubił punkty. Naszym zdaniem kluczowe wydarzenie miało jednak miejsce pod koniec okienka transferowego. Kilka dni przed rozpoczęciem sezonu ligowego Levi Colwill zerwał więzadła krzyżowe w kolanie, co oznaczało, że zespół traci lidera defensywy na najprawdopodobniej całe rozgrywki.
Sezon wówczas się jeszcze nie rozpoczął, do końca okienka transferowego został prawie miesiąc, więc Chelsea miała możliwość zareagowania na to pechowe zdarzenie. Pozyskanie środkowego obrońcy było dla większości kibiców ze wszech miar oczywiste, ponieważ:
- Właśnie stracili najlepszego stopera
- Już przed rozpoczęciem okienka transferowego mówiło się, że środek obrony to jedna z pozycji najbardziej wymagających wzmocnienia
- Enzo Maresca publicznie mówił o potrzebie pozyskania jeszcze jednego środkowego obrońcy po kontuzji Colwilla, naciskając tym samym na zarząd
Właściciele Chelsea mają jednak jasno sprecyzowany model funkcjonowania klubu, oparty na długoterminowej strategii. W ich wizji nie ma przestrzeni na nagłe zmiany, a głos trenera, który przecież teoretycznie powinien znać potrzeby zespołu najlepiej nie jest najważniejszy. Na Stamford Bridge nie planowano w letnim okienku transferowym ściągać środkowego obrońcy i do zmiany zdania nie przekonały właścicieli, ani naciski ze strony trenera, ani kontuzja podstawowego piłkarza grającego na tej pozycji.
Chelsea postawiła na ilość, a nie na jakość
Taką decyzję właścicieli Chelsea można wytłumaczyć w prosty sposób. Nie było zagrożenia, że nagle na środku obrony nie będzie miał kto grać. Nawet po kontuzji Colwilla liczba stoperów w kadrze The Blues była wystarczająca. Na klubowych Mistrzostwach Świata w duecie z Anglikiem grał jego rodak, Trevoh Chalobah. Do dyspozycji Enzo Maresca miał także Wesleya Fofanę (choć Francuz regularnie ma problemy z urazami i jego minutami trzeba zarządzać rozsądnie), Tosina Adarabioyo oraz Benoita Badiashile’a. W poprzednim sezonie coraz więcej minut łapał utalentowany, 19-letni Josh Acheampong. Alternatywę na środku obrony mógł stanowić także pozyskany latem z Ajaxu Amsterdam, Jorrel Hato. 19-latek był ściągany jako zmiennik dla Marca Cucurelli na lewą obronę, ale w seniorskim futbolu miał już też doświadczenie z gry w centrum defensywy. Na papierze Enzo Maresca mógł więc wybierać spośród sześciu opcji.
Chelsea na środku obrony ma ilość, ale zdecydowanie brakuje im jakości. Było to widać już w pierwszej części sezonu, natomiast właściciele nadal pozostawali ślepi na ten problem. W zimowym okienku transferowym wprawdzie wzmocnili środek obrony, ale zrobili to skracając wypożyczenie do Strasbourga 20-letniego Mamadou Sarra, co raczej nie odpowiadało realnym potrzebom drużyny.
Gdybyśmy zastanowili się którzy środkowi obrońcy prezentują poziom na podstawowy skład klubu o ambicjach Chelsea to trudno byłoby znaleźć choćby jednego.
Najbliżej takiego statusu jest naszym zdaniem Trevoh Chalobah. Widzimy w nim dobrego kandydata na trzeciego stopera w klubie o ambicjach Chelsea, natomiast obok siebie potrzebuje on lidera defensywy (w ducie z Colwillem wyglądał dobrze), a w tym sezonie na taki układ liczyć nie może. Wesley Fofana z powodu wielu kontuzji przez długi czas dawał nadzieję, że jest środkowym obrońcą godnym gry na najwyższym poziomie, ale ten sezon brutalnie go zweryfikował. Tosin Adarabioyo i Benoit Badiashile zdążyli już pokazać, że są za słabi na topowe kluby i na poziomie Premier League ich sufitem jest regularna gra w klubie ze środka tabeli. Josh Acheampong i Mamadou Sarr w przyszłości mogą być ważnymi zawodnikami Chelsea, jednak na ten moment ich minuty – zakładając właściwą sytuację kadrową – powinny być ograniczone do meczów o mniejszą stawkę i spokojnego rozwoju.
Eksperymenty Liama Roseniora
O tym jak trudno jest znaleźć właściwy duet środkowych obrońców w Chelsea najlepiej świadczą początki Liama Roseniora, który niemal co mecz testował nowe rozwiązanie, kilka razy spróbował nawet zmienić ustawienie na trójkę stoperów i wahadłowych. W pierwszych 8 meczach we wszystkich rozgrywkach angielski szkoleniowiec wystawił 7 różnych układów środka defensywy. Idealnego jednak nie znalazł po dziś dzień. W efekcie na rewanżowe starcie z PSG – przy absencji Reece’a Jamesa oraz Malo Gusto – w wyjściowym składzie wyszli Mamadou Sarr, dla którego był to debiut w Lidze Mistrzów oraz Jorrel Hato, rozgrywający czwarty mecz w tych rozgrywkach, jednak wcześniej nie występował z przeciwnikami z pięciu czołowych lig europejskich (Pafos, Ajax, Qarabag – w tych meczach grał). W przerwie Sarra zmienił natomiast Josh Acheampong z doświadczeniem niespełna 150 minut w Champions League. Nie ma meczu, który byłby lepszym przykładem jak bardzo pomylił się pion sportowy Chelsea nie wzmacniając zespołu klasowym środkowym obrońcą.
Liam Rosenior nie znalazł idealnego układu, ponieważ… być może takiego nie ma?
Niezależnie od pomysłu trenera, środek obrony The Blues i tak będzie miał jakieś poważne braki. W zespole nie ma żadnego zawodnika, dla którego naturalna jest rola szefa defensywy. Nie mają też obrońcy, który dominuje w powietrzu, zarówno przy dalekich podaniach rywala, jak i przy dośrodkowaniach przeciwnika w pole karne. Tereotycznie mają szybkość, aby skutecznie pozycjonować linię obrony z dala od własnej bramki, ale obrońcy nie zawsze są w stanie samą szybkością nadrobić błędy w ustawieniu. Po kontuzji Colwilla mocno spadła także jakość rozegrania, choć tutaj zespół może liczyć na środkowych pomocników, którzy często biorą na siebie odpowiedzialność za progresję piłki.
Dziś możemy zastanwiać się ile punktów do tej pory w sezonie ligowym straciła Chelsea na decyzji, aby nie sprowadzić żadnego środkowego obrońcy po kontuzji Colwilla. Dokładnie na to pytanie nie da się odpowiedzieć, ale szacujemy, że – o ile klub trafiłby z transferem (np. z Guehim, który był do wyjęcia latem i zakładając, że grałby na podobnym poziomie jak przez cały sezon, najpierw w Crystal Palace, a teraz w Manchesterze City) – obecnie mogliby mieć nawet kilkanaście punktów więcej.
