Jak strzelić sobie w stopę? Na lekcję zaprasza Marco Rose

22 stycznia – Borussia Moenchengladbach pokonuje Borussię Dortmund. Kilkanaście dni wcześniej „Źrebaki” ograły Bayern Monachium, w perspektywie mają więc 1/8 Ligi Mistrzów i walkę o czołowe lokaty w Bundeslidze (w tamtym momencie tracą 4 punkty do 2. w tabeli Lipska). Prognozy na przyszłość zapowiadają się optymistycznie.

15 lutego – Gladbach ogłasza, że szkoleniowiec Marco Rose zdecydował się po sezonie odejść do Dortmundu. Zawodnicy dowiadują się o tym z mediów i nie kryją swojego niezadowolenia. Atmosfera w zespole staje się nieprzyjemna, w mediach pojawiają się oskarżenia o braku solidarności i „zdradzie”.

REKLAMA

17 marca – Gladbach nie ma już w Lidze Mistrzów, w lidze czekają na zwycięstwo od 22 stycznia (czyli wygranej z Dortmundem!), do Lipska tracą 21 punktów. Część niemieckich ekspertów (m.in. Lothar Matthaus) sugeruje, że Rose powinien zostać zwolniony. Według nieoficjalnych doniesień, Niemiec w sobotę zagra o swoją posadę i jeśli nie pokona Schalke, przedwcześnie opuści zespół.

Niecałe 2 miesiące wystarczyły, żeby Marco Rose z jednego z najzdolniejszych trenerów w Niemczech stał się symbolem porażki.

Ba! Coraz więcej osób zastanawia się, czy decyzja Dortmundu o jego zatrudnieniu była dobrym pomysłem. Fakty są bowiem brutalne – Moenchengladbach ma obecnie serię 7 kolejnych porażek – odpadli z Ligi Mistrzów, przegrali rywalizację w Pucharze Niemiec, a w Bundeslidze są ośmieszani przez Mainz czy Augsburg. W krótkim odstępie czasu drużyna będąca w stanie ogrywać Bayern czy Dortmund zmieniła się w chłopca do bicia.

Nie da się nie połączyć dramatycznej zniżki formy z kontrowersyjnym odejściem trenera. Dlaczego w takim momencie? Piłkarze wierzyli, że są w stanie namieszać w lidze i powalczyć z City, tymczasem poczuli kapitulację ze strony własnego szkoleniowca. Zresztą – bolesne są słowa Rose, który bagatelizuje potknięcia. Borussia, która była w stanie zremisować z Interem czy Realem, a także pokonać Bayern i Dortmund została bez problemu ograna przez zespół Pepa Guardioli. Jasne – nie byli faworytem rywalizacji, ale zastanawia sama postawa Marco Rose, który stwierdził, że Manchester to rywal „nie do pokonania” i nie było większych szans na sukces. Z takim podejściem – ciężko się dziwić wnerwieniu kibiców Gladbach.

Rose mógł spokojnie przepracować do końca sezonu.

Skupić się na walce o najwyższe cele. Bundesliga? Borussia była na wali wznoszącej i wydawało się, że może powalczyć o czołowe lokaty. Podium? Zdecydowanie. Mistrzostwo Niemiec? Czemu nie. Ogłoszenie odejścia do największego „wroga” nie mogło zostać przyjęte ze zrozumieniem. Tym bardziej, że w klubie proponowano trenerowi dalszą współpracę i do pewnego momentu wydawało się, że będzie chciał pozostać w Moenchengladbach. Pan Marco uznał jednak, że taka ofera jak ta z Dortmundu drugi raz może się nie przydarzyć.

Paradoks całej sytuacji polega na tym, że szkoleniowiec od początku pracy w nowym klubie będzie na cenzurowanym. Jego renoma w Niemczech szybko poszybowała w dół. Wspomniany Lothar Matthaus przyznał, że odejście Rose było niezwykle nieprzemyślanym ruchem. Gdyby zostało ogłoszone po zakończeniu sezonu – pewnie nikt nie miałby żalu. Obecnie Gladbach przestało być jednością i główna w tym wina osoby trenera. Potencjalne zwolnienie z klubu będzie raczej symbolicznym gestem – człowiek, któremu dwa miesiące temu chciano budować pomniki, sam strzelił w swoje kolano. Mógł zostać wielkim zwycięzcą tego sezonu, wygląda na to, że odejdzie jako wielki przegrany.

Fot. Sky Sports

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,868FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ