W momencie, gdy Marek Papszun podpisywał kontrakt z Legią Warszawa ci bardziej optymistycznie nastawieni kibice raczej nie zakładali, że po przerwie reprezentacyjnej, już na ostatnim etapie sezonu, stołeczny klub nadal będzie bardzo mocno zamieszany w walkę o utrzymanie. Po 28. kolejce Ekstraklasy Legioniści mają tyle samo punktów, co szesnasty zespół w tabeli. Niemniej jednak, Papszun zrobił to, co do niego należało, czyli poprawił wyniki drużyny. Sytuacja w tabeli wynika natomiast z faktu, że pozostałe zespoły walczące o byt również punktują nadspodziewanie dobrze.
Marek Papszun zrobił progres
Marek Papszun przejmował zespół, gdy wydawało się, że gorzej już być nie może. Poprawę wyników w zespole, który osiągnął mentalne dno, oczywiście trzeba docenić, natomiast trudno było zakładać inny scenariusz, biorąc pod uwagę wyczekiwaną przerwę zimową oraz rozgrywanie jednego meczu w tygodniu w 2026 roku (Legia jesienią odpadła już zarówno z Ligi Konferencji, jak i Pucharu Polski). Rundę jesienną zespół prowadzony najpierw przez Edwarda Iordanescu, a następnie Inakiego Astiza zakończył na ostatnim miejscu w ligowej tabeli ze średnią 1,06 pkt/mecz. W okresie pracy Marka Papszuna, czyli od startu rundy wiosennej średnia „oczek” zdobywanych w jednym spotkaniu wzrosła do 1,5 pkt, co jest szóstym wynikiem w lidze. Gdyby zdobywcy Pucharu Polski z poprzedniej edycji punktowaliby z taką średnią przez cały sezon, obecnie mieliby 42 punkty, a więc ciągle liczyliby się w grze o mistrzostwo Polski, ale zarazem nie mogliby być pewni europejskich pucharów.
Można więc przyjąć, że Marek Papszun punktuje całkiem nieźle. Choć sama średnia 1,5 pkt/mecz jest bardzo niska dla standardów Legii to w sytuacji, w jakiej zastał zespół nowy szkoleniowiec oraz przy jeszcze bardziej wyrównanej lidze niż w ostatnich latach jest to zdobycz, którą przed startem wiosny warszawscy kibice zapewne wzięliby w ciemno, ponieważ teoretycznie powinna oznaczać spokojne utrzymanie w Ekstraklasie.
Marek Papszun stworzył z Legii zespół, który bardzo trudno pokonać. 51-latek dotychczas przegrał tylko raz – z Koroną Kielce na Łazienkowskiej w swoim debiucie (1:2). W kolejnych dziewięciu spotkaniach Legioniści nie zaznali goryczy porażki i aktualnie są zespołem z najdłuższą serią spotkań bez przegranej. Żaden zespół wiosną nie przegrywa tak rzadko, jak Legia.
Przede wszystkim defensywa
Marek Papszun takie statystyki osiągnął przede wszystkim naciskiem na unikanie tracenia goli. To nie był największy problem Legii w rundzie jesiennej. Mało tego, tylko trzy zespoły jesienią straciły mniej bramek od stołecznej ekipy, a patrząc w bardziej zaawansowane metryki statystycznie, byli jednym z najlepiej broniących zespołów w lidze. Marek Papszun zadbał o to, aby defensywa była jeszcze trudniejsza do przełamania. Wprawdzie pierwszego czystego konta doczekali się dopiero w szóstym meczu 51-latka na ławce trenerskiej (1:0 z Cracovią), a wcześniej tracili po dwa gole z Koroną u siebie oraz na wyjazdach z Arką i Jagiellonią to po początkowych zawirowaniach Legia stała się prawdziwym monolitem w defensywie. W pięciu ostatnich meczach stracili trzy gole, natomiast wszystkie po rzutach rożnych, których bronienie pozostaje jedyną bolączką Wojskowych. Ostatni stracony gol z gry to 1 marca w starciu z Jagiellonią.
Marek Papszun szybko znalazł zestawienie personalne, które gwarantuje mu stabilizację w defensywie. Trójkę środkowych obrońców tworzą Rafał Augustyniak, Radovan Pankov i Kamil Piątkowski. Na wahadłach trener stawia na bardziej defensywne rozwiązania (Kun, Chodyna, Wszołek), a nie typowych skrzydłowych, którzy mają mniejsze umiejętności w grze defensywnej (początkowo często grał Krasniqi), a wydajność pressingu z przodu poprawiło wejście do podstawowej jedenastki Rafała Adamskiego i gra na dwóch nominalnych napastników. Papszun dokonał też zmiany w bramce i Otto Hindrich daje zespołowi większy spokój niż Kacper Tobiasz.
Liczby potwierdzają
Niemniej jednak kluczowy jest sposób gry całego zespołu. Legia jest bardzo dobrze zorganizowana w grze bez piłki. To, co charakteryzowało Raków Częstochowa przez ostatnie lata Marek Papszun przeniósł także na swój nowy zespół. Wprawdzie Legioniści nie zakładają tak często i tak agresywnie wysokiego pressingu (to pewnie przyjdzie z czasem) to umiejętnie powstrzymują rywali przed kreowaniem sytuacji nawet wówczas, gdy cofają się całym zespołem na własną połowę. Do tego dochodzi również unikanie ryzyka w fazie posiadania piłki, co zmniejsza rywalom potencjalne szanse na stworzenie zagrożenia pod bramką Otto Hindricha w fazach przejściowych. Legia rzadko otwiera grę krótkim podaniem, a zdecydowanie częściej zagrywa bezpośrednie, dalekie podania w stronę napastników i ustawia się pod zebranie drugiej piłki. W atakach pozycyjnych dbają natomiast o zachowanie struktury trzech obrońców + dwóch pomocników na wypadek straty futbolówki.
W ostatnich pięciu meczach defensywne statystyki Legii są bardzo dobre:
- z Cracovią – 11 strzałów, 3 celne, 6 z pola karnego, 2 „duże szanse”; 14 kontaktów z piłką w polu karnym; 0,55 xG, w tym 0,24 xG po SFG.
- z Radomiakiem – 7 strzałów, 1 celny, 2 z pola karnego, 1 „duża szansa”; 3 kontaky z piłką w polu karnym; 0,60 xG, w tym 0,55 xG po SFG.
- z Rakowem – 11 strzałów, 4 celne, 6 z pola karnego, 2 „duże szanse”; 17 kontaktów z piłką w polu karnym; 1,52 xG, w tym 1,24 xG po SFG.
- z Pogonią – 14 strzałów, 1 celny, 5 z pola karnego, 1 „duża szansa”; 19 kontaktów z piłką w polu karnym; 0,80 xG, z czego 0,31 xG po SFG.
- z Górnikiem – 7 strzałów, 2 celne, 3 z pola karnego, 2 „duże szanse”; 19 kontaktów z piłką w polu karnym; 0,40 xG, w tym 0,15 xG po SFG.
Pod koniec pierwszej kadencji Marka Papszuna mówiło się, że Raków jest zespołem najlepiej broniącym pola karnego w Polsce. Wiele z tych zachowań, które trener wypracował w poprzednim zespole udało się już przenieść na Legionistów. Legia nie pozwala rywalom na wiele kontaktów z piłką w polu karnym oraz przede wszystkim strzałów z tej strefy.
Marek Papszun prowadzi zespół w fazie przetrwania
Obecnie dla Legii najważniejsze jest jak najszybsze zdobycie odpowiedniej liczby punktów, dzięki której piłkarze będą mogli odetchnąć z ulgą, że nie przejdą do historii jako ci, którzy zrzucili najbardziej zasłużony polski klub z najwyższej klasy rozgrywkowej. Liczą się więc wyłącznie punkty, a nikt nie patrzy na styl. Niemniej jednak, w następnym sezonie – oczywiście jeśli Legia utrzyma się w Ekstraklasie – oczekiwania będą już wyższe. Realnym celem będzie zapewne walka o europejskie puchary, a w niej do bardzo dobrze zorganizowanej defensywy będzie trzeba dorzucić coś więcej. Kibice również będą oczekiwali, że Legia nie tylko będzie tracić mało bramek, ale także stanie się zespołem dominującym nad konkurencją pod względem kultury gry i jakości piłkarskiej.
W tym kierunku na razie Marek Papszun zespołu nie rozwija, a najprawdopodobniej przyjdzie moment, że będzie musiał to zrobić. Na razie Legia jest nie tyle w okresie przejściowym, co w fazie przetrwania. Były szkoleniowiec Rakowa nieźle poukładał zespół, aby ten okres skończył się sukcesem, natomiast aby zrobić kolejny krok w przód, Legia będzie musiała przejść zmianę stylu gry.
