Nie w niedzielne, a tym razem w sobotnie popołudnie ścigali się kierowcy Formuły 1 na ulicach Baku. Cały program przesunięto o jeden dzień, aby wyścig nie kolidował z obchodzonym 27 września Dniem Pamięci w Azerbejdżanie. Nikomu tak naprawdę to nie przeszkadzało, a tym bardziej gdy popatrzyło się na wyniki piątkowych kwalifikacji, w których nie obyło się bez sensacji. Działo się w mieście ognia!
Cierpliwa walka o pozycje
Królami pierwszych metrów po zgaszeniu pięciu czerwonych świateł zostali kierowcy McLarena. Lando Norris i Oscar Piastri zyskali po jednej pozycji. Australijczyk dzięki temu na dość długi czas zadomowił się na drugim miejscu w wyścigu. Z okrążenia na okrążenie coraz lepiej wyglądali za to zawodnicy Red Bulla. Obaj przebijali się coraz wyżej. Niemal szaleli na początku wyścigu, prezentując bardzo dobre tempo i sprawne wyprzedzania. Zatrzymali się na trzeciej i czwartej pozycji, nie mogąc pokonać wspominanego Piastriego.
Zupełnie inny wyścig nie tylko pod kątem strategicznym jechali w Mercedesie. Antonelli nie przebijał się zbyt szybko ze swojego 16. miejsca. Utknął w korku i momentami jechał dwie sekundy wolnej na jednym kółku niż lider. Bez losowych wydarzeń, których w Baku często co niemiara, wydawało się, że nie ma szans na przebicie się w okolice podium. George Russell jako lider kontrolował swoje tempo, jadąc swój wyścig. Brytyjczyk nie bardzo miał jak czuć się zagrożonym chociażby przez moment. Na 22 okrążeniu miał już około 9 sekund przewagi nad drugim Oscarem Piastrim.
Pod kątem strategicznym wyścig niemal nie istniał. Kierowcy wraz z wypalaniem paliwa mieli coraz lepsze czasy okrążeń. Pewnie w wielu głowach szefów zespołu i inżynierów pojawiła się opcja ryzykowania i czekania z pit stopem na sam koniec rywalizacji, licząc na pojawienie się samochodu bezpieczeństwa. Poza tym ciężko było znaleźć odpowiednie okno „pit stopowe”. Stawka była zbita, a różnice niewielkie.
Trzymanie się swojego planu
Aż tu nagle pojawił się znikąd na 31 okrążeniu Alex Albon. Kierowca Williamsa wjechał w bandy, tym samym wywołując na tor Safety Car. Stawka kierowców jeszcze bardziej się zbiła, a okazja, która się pojawiła była idealną na pół darmową zmianę opon. Skorzystali z niej niemal wszyscy. Ci co jechali na pośrednich oponach, zamienili je na miękkie. Z kolei ci co na miękkich na pośrednie. Każdy jechał swój wyścig. Na kraksie Albona najbardziej skorzystał Antonelli, który z ósmego miejsca mógł dalej atakować i odrabiać straty, walcząc o coraz lepsze miejsca. Z kolei Russell stracił całą zrobioną przez niego przewagę. Końcówka wyścigu była swego rodzaju drugim startem, do którego kierowcy startowali z czystą kartą, mając świeże opony.
Po restarcie znakomicie swoją szansę wykorzystał Max Verstappen, wyprzedzając na pierwszym zakręcie Piastriego. Jednak nie obyło się bez kraksy. Nabroił tym razem Franco Colapinto. Argentyńczyk na zblokowanych oponach wpakował się w swojego zespołowego kolegę – Pierra Gasly-ego. Ucierpiał przy tym Lando Norris, dla którego był to koniec wyścigu. Dodatkowo w innym zespole również doszło do bratobójczej walki. Arvid Lindblad uderzył w Liama Lawsona, który stracił dobrą pozycję. Uciekły punkty zarówno w Alpine jak i w Racing Bulls. Z pewnością wewnątrz zespołu nie obędzie się bez reprymend i kar. Ci z dołu stawki się pięli w górę. W Baku czasami wystarczy po prostu jechać i liczyć na błędy rywali.
Walka na ostatnich okrążeniach, a nawet metrach
Issac Hadjar tak naciskał na Piastriego, że w końcu wymusił na nim błąd. Po raz kolejny w McLarenie w tym wyścigu nie dały rady hamulce i Australijczyk przestrzelił pierwszy zakręt, spadając pod koniec zbitej stawki. Z kolei Kimi Antonelli dalej nacierał i robił wszystko by być jak najbliżej podium, możliwie jak najbardziej zmniejszając stratę do lidera – George’a Russella.
Brytyjczyk do ostatniego okrążenia bronił się przed atakami nacierającego Maxa Verstappena. Holender wciąż musi się obejść smakiem, jeśli chodzi o wygranie swojego pierwszego wyścigu w tym sezonie. Trzeci dojechał Issac Hadjar, zatem Red Bull dowiózł w Baku jak najbardziej zasłużone podwójne podium. Tuż za nim uplasował się Charles Leclerc, a piąty na mecie zameldował się aktualny lider klasyfikacji mistrzostw świata – Andrea Kimi Antonelli.



