Gdzie są letnie transfery Arsenalu, gdy są potrzebne? 5 wniosków po 23. kolejce Premier League

Kolejny weekend z Premier League za nami, więc standardowo podsumowujemy minioną kolejkę omawiając szerzej 5 wybranych tematów. Wzrost formy West Hamu, obsada defensywy Liverpoolu, przewidywalność Newacastle, letnie okienko transferowe Arsenalu oraz brak regularności Evertonu. Oto wątki, które poruszamy w tekście.

West Ham jeszcze żyje i ma nadzieje na utrzymanie w Premier League

Zwycięstwo z Sunderlandem (3:1) było dla West Hamu trzecim z rzędu, w tym dwukrotnie wygrywali w Premier League. Wprawdzie Młoty nadal tracą pięć punktów do bezpiecznego miejsca, ponieważ Nottingham Forest również wygrało swoje spotkanie, ale idą w dobrym kierunku. Po 23 meczach zespół Nuno Espirito Santo ma 20 punktów, więc jest to już średnia (0,87 pkt/mecz), która nie odbiega znacząco od tej, która powinna dać utrzymanie. Po porażce z Forest na początku stycznia wydawało się, że szanse West Hamu na pozostanie w lidze już bardzo mocno stopniały, tymczasem w dwóch kolejnych grach dopisali na swoje konto 6 „oczek” i zaczęli wywierać presję na rywali znajdujących się tuż nad „kreską”.

REKLAMA

W sobotnim spotkaniu podopieczni Nuno Espirito Santo zagrali naprawdę dobre spotkanie i zasłużenie wygrali. W styczniu klub zdążył już pozyskać Taty’ego Castellanosa oraz Pablo, którzy z Sunderlandem zagrali w wyjściowym składzie, natomiast pierwszoplanowymi postaciami w ofensywie są Jarrod Bowen (nic nowego) oraz Crysencio Summerville, który zyskał na współpracy z nowym szkoleniowcem. Niepewna jest przyszłość Lucasa Paquety, niedostępnego w ostatnich trzech spotkaniach, ale West Ham bez Brazylijczyka radzi sobie zaskakująco dobrze. Minione tygodnie sugerują, aby w żadnym wypadku nie skreślać West Hamu w walce o utrzymanie.

Liverpool ma problem z obsadą defensywy

Liverpool od początku sezonu miał duży problem z liczbą traconych bramek. Byli zespołem zbyt łatwym do skontrowania, ponieważ nie mieli wystarczającej kontroli nad meczem i nie szanowali odpowiednio piłki. Arne Slot zmodyfikował więc taktykę drużyny z głównym celem w postaci zmniejszenia liczby szans, do których dopuszczają przeciwników. Liverpool rzeczywiście stał się jednym z najlepiej broniących zespołów w lidze, ale odbyło się to kosztem ofensywy, ponieważ The Reds zaczęli grać wolniej, bardziej pragmatycznie. Dzięki temu mistrzowie Anglii rozpoczęli serię meczów bez porażki, która zakończyłą się na 13 spotkaniach, ponieważ w 23. kolejce Premier League przegrali z Bournemouth na Vitality Stadium.

Trzy stracone gole w ostatnim spotkaniu były w pewnym stopniu powrotem do złych nawyków, które zespół miał na początku sezonu. Wprawdzie Liverpool grał w podobnym ustawieniu jak w ostatnich tygodniach to można bylo odnieść wrażenie, że jest nastawiony na bardziej wertykalną grę i szybsze przenoszenie piłki pod pole karne przeciwnika, a to automatycznie oznaczało także więcej szans na szybkie ataki dla rywali. A to przy ofensywnie grających bocznych obrońcach, van Dijku będącym daleko od optymalnej formy oraz Wataru Endo, defensywnym pomocniku grającym na środku obrony (Japończyk wszedł w trakcie spotkania za kontuzjowanego Joe Gomeza) było nieopłacalnym ryzykiem. Arne Slot tym meczem otrzymał wiadomość, że jego Liverpool musi być dość nudny, aby nie przegrywać meczów.

Newcastle jest zbyt łatwe do rozczytania

O braku rozwoju Newcastle w kierunku zespołu bardziej wszechstronnego pisaliśmy na naszej stronie już nie raz. Podopieczni Eddiego Howe’a bazują przede wszystkim na intensywności, wysokim pressingu i szybkich atakach. Taki sposób gry ma jednak swoje ograniczenia, jeśli rywal odpowiednio się dostosuje. W miniony weekend to zrobiła właśnie Aston Villa. Unai Emery przyjął plan, który nie pozwalał rywalom wykorzystać ich największych atutów i zmusił do gry, w której nie czują się komfortowo. W efekcie z St. James’ Park – czyli trudnego terenu – wyjechali z kompletem punktów zwyciężając 2:0.

Aston Villa zmusiła Newcsatle do gry w ataku pozycyjnym. Nie dawali im przestrzeni za linią obrony, nie zakładali wysokiego pressingu, a bronili się najczęściej całym zespołem na własnej połowie. Gospodarze mieli problem, żeby przełamac w takiej sytuacji defensywę przeciwnika i najczęściej robili to poprzez dośrodkowania. Emery zrezygnował także z rozgrywania od własnej bramki, a jego zespół jest przecież jednym z najchętniej wychodzących spod pressingu krótkimi podaniami. W starciu z Newcastle Emiliano Martinez wykonał aż 39 dalekich podań spośród 48 wszystkich zagrań. W ten sposób Aston Villa mogła szybko przenieść piłkę wyżej i próbować wykorzystać wolną przestrzeń, a także nie pozwalali Srokom wykorzystać atutu w postaci odbiorów piłki w strefie wysokiej.

To już czas, aby powazniej zastanowić się nad letnim okienkiem transferowym Arsenalu

Arsenal w letnim okienku transferowym wydał prawie 300 mln euro na nowe wzmocnienia, a na prestiżowym mecz 23. kolejki Premier League z Manchesterem United (2:3) w wyjściowej jedenastce wyszło tylko dwóch graczy – Martin Zubimendi oraz Piero Hincapie, przy czym Ekwadorczyk wykorzystał nieobecność kontuzjowanego Riccardo Calafioriego. Kolejne trzy nowe nabytki (Viktor Gyokeres, Eberechi Eze i Noni Madueke) pojawili się na boisku po wejściu z ławki rezerwowych. Na obecny moment, czyli już w drugiej części sezonu tylko Martina Zubimendiego możemy uznać za transfer, który ma znaczący wpływ na zespół (choć akurat w niedzielnym meczu został antybohaterem po fatalnym błędzie, który doprowadził do gola rywali). Eberechi Eze i Noni Madueke mają otrzymują od Artety mało minut, a Viktor Gyokeres nie broni się ani liczbami, ani ogólną grą.

Wydawało się, że priorytetem dla Arsenalu na lato 2025 było pozyskanie do ofensywy zawodnika klasy światowej, kogoś kto będzie robił przewagę indywidualną. Klub postawił jednak bardziej na ilość, a nie jakość. Zabezpieczył się na wypadek plagi kontuzji, ale nie rozwiązał problemu kreatywności z gry, który był już zbyt poważny w poprzednim sezonie. Obecnie najlepszy strzelec Kanonierów w lidze ma 5 goli (Trossard i Gyokeres). Gorsi pod tym względem są jedynie Everton oraz Wolves. Liderem klubowej klasyfikacji kanadyjskiej jest Trossard z dziewięcioma „punktami”, co nie daje mu miejsca w pierwszej dziesiątce na tle całej ligi. Gdyby Arsenal miał zawodnika, który byłby w czołówce Premier League w klasyfikacji kanadyjskiej to wyścig o tytuł mógłby być już zamknięty.

Everton musi stać się bardziej regularny

W poniedziałkowy wieczór, rozgrywając ostatni mecz kolejki, Everton stanął przed szansą, aby wskoczyć na 7. miejsce w tabeli, a więc w strefę europejskich pucharów. Na Hill Dickinson Stadium przyjechał beniaminek z Leeds, więc faworytem tego spotkania był zespół Davida Moyesa. Z tej roli The Toffees się jednak nie wywiązali. Pierwsza połowa w ich wykonaniu była nieakceptowalna dla drużyny, która zajmuje tak wysokie miejsce w tabeli. Pod każdym względem byli wyrażnie gorsi od Leeds – w grze bez piłki, w fazie posiadania, w pojedynkach, w zbieraniu drugich piłek. Gospodarze nie oddali żadnego celnego strzału, a ich współczynnik goli oczekiwanych (xG) w pierwszych 45 minutach wyniosło zaledwie 0,14 xG. Na przerwę schodzili z jednobramkową stratą.

REKLAMA

Na drugą połowę David Moyes zmienił strategię. Wprowadzając Jarrada Branthwaite’a za Harrisona Armstronga zmienił ustawienie na trójkę środkowych obrońców i wahadłowych, dostosowali się do Leeds, które również gra w podobnym systemie, dzięki czemu udało im się wrócić do meczu i uratować punkt. Niemniej jednak, kibice muszą być rozczarowani takim obrotem spraw. Everton potrafi zaprezentować się jako zespół bardzo trudny do pokonania przez dobrą organizację w grze bez piłki, ale zbyt często, gdy wymagania są wobec nich wyższe, nie potrafią stanąć na wysokości zadania i tracą punkty w nieprzekonującym stylu (od okresu świąteczno-noworocznego nie potrafili wygrać z Burnley, Wolves i teraz Leeds). David Moyes musi znaleźć na to odpowiedź.

Co jeszcze wydarzyło się w 23. kolejce Premier League?

  • Tottenham tylko zremisował z Burnley na wyjeździe (2:2), wynik znowu golami ratowali środkowi obrońcy, a przewaga nad strefą spadkową wynosi tylko 8 punktów. Spurs bardziej muszą teraz patrzeć za siebie niż na stratę do miejsc gwarantujących grę w Europie.
  • Po porażkach z Manchesterem United w derbach oraz z Bodo/Glimt w Lidze Mistrzów The Citizens wrócili na własny stadion i pokonali Wolves (2:0). Co ciekawe, na ławce usiedli Erling Haaland i Phil Foden.
  • Niepostrzeżenie w wyścigu o europejskie puchary, a może nawet Ligę Mistrzów uczestniczy Fulham. Zespół Marco Silvy w 23. kolejce Premier League pokonał przed własną publicznością Brighton (2:1).
  • Liam Rosenior w środku tygodnia rozegrał pierwszy mecz w Lidze Mistrzów (z Pafos), a w weekend – pierwsze wyjazdowe spotkanie w Premier League (z Crystal Palace). Oba mecze wygrał.
  • Brentford poniosło drugą porażkę u siebie w obecnym sezonie Premier League. Zespół Keitha Andrewsa przegrał z Nottingham Forest (0:2).
SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    143,903FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ