Cały weekend piłkarska Polska żyła popisami bramkarzy na niższych szczeblach rozgrywkowych. Zastanawiano się, czy to przykłady fajtłap, czy aby nie ustawianie meczów. PKO BP Ekstraklasa także postanowiła zgłosić swoją kandydaturę do tego nieformalnego konkursu, ale zostawiła ją na sam koniec. Ciężar ten wziął na siebie Valentin Cojocaru.
Jego Pogoń Szczecin ostatnimi czasy nie grała wielkiego futbolu, ale regularnie zdobywała trzy punkty. Mecze z Arką Gdynia, Górnikiem Zabrze i Widzewem Łódź kończyły się skromnymi 1:0. Wyjazdowa porażka z Rakowem Częstochowa była wkalkulowana w straty, bo tydzień później do Szczecina przyjeżdżała Korona Kielce. Po 24 minutach plan o zwycięstwie 1:0 można było wyrzucić do kosza.
Sama akcja nie jawiła się jako zagrożenie. Na prawej stronie wyizolowany pojedynek wygrał Wiktor Długosz, jednakże przyjezdni nie wypełnili pola karnego. Wahadłowy Kielczan posłał jednak piłkę w poszukiwaniu kolegi, a podbił ją w górę stojący w torze lotu Atilla Szalai. Sprawa była prosta – Valentin Cojocaru nieatakowany łapie piłkę i gramy dalej. Rumuński bramkarz przestraszył się sytuacji, więc wybrał prostszy wariant polegający na piąstkowaniu piłki. Zrobił to jednak fatalnie, a efekt mogą Państwo zobaczyć w powtórce. Nie oskarżamy nikogo o reżyserowanie meczu, jednakże sama sytuacja jest osobliwa.
Korona nie zrobiła wiele, a i tak wyszła na prowadzenie. Zaraz po tym Slobodan Rubezić i Konstantinos Sotiriou przeszkodzili sobie przy sytuacji na szybkie 2:0. Przeważającą stroną była Pogoń, która często tworzyła sobie sytuacja na bokach boiska. Lewą stroną chętnie podłączał się Leo Borges, a aktywny był Mads Agger. Xavier Dziekoński nie został jednak ani razu porządnie sprawdzony. Większość prób leciała prosto w niego i nie wymagała zbyt dużo roboty.
Korona Kielce znów strzela, ale to Pogoń Szczecin wyrównuje
Na własnym boisku Pogoń Szczecin była bardzo długo niepokonana, więc Portowcy bardzo chcieli podtrzymać tę serię. Od gwizdka wznawiającego grę z werwą ruszyli do odrabiania strat, lecz to Korona Kielce trafiła do siatki. Mariusz Stępiński świetnym strzałem z półobrotu zaskoczył Cojocaru. Radość była krótka – podający do Stępińskiego Sotiriou zbyt wcześnie wbiegł w pole karne po zagraniu z rzutu wolnego, przez co sędzia zmuszony był zasygnalizować pozycję spaloną.
Trener Thomas Thomasberg zmienił snującego się po boisku Sama Greenwooda (i przy okazji dwóch innych zawodników), a posłał do boju Jose Pozo. Hiszpan dostał jasne instrukcje, zakasał rękawy i wziął się do roboty. Po jednym z rzutów rożnych piłka trafiła pod jego nogi, by w efekcie mocnego strzału minąć zdezorientowanego Dziekońskiego i zatrzepotać w siatce. W Szczecinie znów mieliśmy remis.
Mecz zmierzał spokojnie do końca, a trener Jacek Zieliński też chciał wpuścić swojego jokera. Na boisku za Simona Gustafsona zameldował się Stjepan Davidović i prawie od razu dał o sobie znać. Najpierw niezły strzał lewą nogą, później kontratak – za każdym razem pachniało bramką. Do efektu, jaki dał swoim wejściem Pozo, trochę jednak brakowało. Zamknąć to spotkanie mógł Kamil Grosicki, ale z otwartej pozycji trafił w Dziekońskiego. Pogoń coraz bardziej zaciskała rękę na gardle Korony, zaś ta nie mogła się oswobodzić. Ostatecznie rzutem na taśmę bohaterem klubu ze Szczecina okazał się Pozo, który zdobył gola w ostatniej akcji meczu. Cojocaru wisi mu skrzynkę piwa.
