Euforia połączona ze wstydem. Reprezentacja Polski znów się prześlizgnęła

Jeszcze przed startem eliminacji do EURO 2024 nikt nie zakładał awansu reprezentacji Polski na turniej w takich okolicznościach. Miały być bardzo spokojne kwalifikacje i czas na budowę kadry, a przez Polski Związek Piłki Nożnej przeszło prawdziwe tornado, z którego nasza reprezentacja uszła z życiem. Rzutem na taśmę, jako ostatni zespół wywalczyliśmy bilet do Niemiec na Mistrzostwa Europy dzięki wygraniu serii rzutów karnych po bezbramkowym remisie z Walią. Po interwencji Wojciecha Szczęsnego w polskich domach wybuchła euforia, ale gdybyśmy rok temu wiedzieli o stylu w jakim wywalczyliśmy awans to najedlibyśmy się wstydu.

Zalążek stabilizacji

Reprezentacja Polski od dawna potrzebuje stabilizacji. Wiecznie zmieniamy selekcjonerów, mieszamy w składzie, chcemy przeprowadzać zmianę pokoleniową i testujemy nowe rozwiązania. Takie podejście doprowadziło do mocno zadziwiającej statystyki. Wczoraj po raz pierwszy od 83 meczów nasza kadra wyszła na dwa kolejne mecze w niezmienionym składzie. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce jeszcze za czasów Adama Nawałki na EURO 2016 – najpierw w 1/8 ze Szwajcarią, a potem w ćwierćfinale z Portugalią. Michał Probierz dał namiastkę stabilizacji w reprezentacji stawiając na autorskie pomysły. Przed zgrupowaniem Jakub Piotrowski, Bartosz Slisz czy Nicola Zalewski nie byli rozpatrywani przez kibiców jako pierwsze wybory na poszczególne pozycje, natomiast decyzje selekcjonera się obroniły.

REKLAMA

Niemniej jednak, początek budowania trzonu kadry na ostatniej prostej przed Mistrzostwami Europy nie świadczy dobrze o naszej reprezentacji i obraz tego mieliśmy na boisku w Cardiff. W trakcie meczu mogliśmy przeżywać deja vu z pierwszego spotkania na Mistrzostwach Świata w Katarze i bezbramkowego remisu z Meksykiem. Na Walię wyszliśmy z dość podobnymi założeniami. Unikaliśmy ryzyka, baliśmy się porażki i chcieliśmy zneutralizować rywala, w efekcie czego spotkanie nie obfitowało w żadne dogodne sytuacje. Broniąc strategię Czesława Michniewicza na Meksyk wskazywano na brak czasu na wypracowanie w kadrze odpowiedniego stylu gry do bardziej odważnej, proaktywnej i ofensywnej gry. Po ponad roku, w których mieliśmy rozwinąć kadrę… tak samo możemy tłumaczyć obecnego selekcjonera za mecz z Walią. Przez ten czas w naszej kadrze nie drgnęło nic. I – żeby jasno to wybrzmiało – nie jest to wina Michała Probierza.

Reprezentacja Polski bez celnego strzału

Przez 120 minut biało-czerwoni nie oddali żadnego uderzenia w światło bramki. W ostatnich czterech latach bez celnego strzału mecz przeciwko Walii kończyły tylko reprezentacje Gibraltaru, Finlandii i Albanii. Zespół Michała Probierza stworzył zdecydowanie zbyt mało zagrożenia pod bramką przeciwnika, aby zasłużyć na zdobycie bramki, ale to samo możemy napisać o naszych rywalach. Pod bramką Wojciecha Szczęsnego robiło się gorąco w momentach, gdy podopieczni Roba Page’a dośrodkowywali ze stojącej piłki. Walijczycy wykreowali 0,90 goli oczekiwanych (xG), z czego aż 0,58 xG było efektem właśnie stałych fragmentów. Z otwartej gry stworzyli sobie zaledwie 0,32 xG, co… i tak jest wyższym wynikiem niż ten reprezentacji Polski (0,26 xG).

Polacy po odbiegającym od normy występie z Estonią przypomnieli, że gdy trzeba zagrać z nieco mocniejszym przeciwnikiem to druga linia wygląda bardzo ubogo pod względem piłkarskim. Jedynym zawodnikiem z 3-osobowego bloku obronnego, który starał się podejmować ryzyko w rozegraniu i szukał progresji piłki był Jakub Kiwior. W środku pomocy Bartosz Slisz oraz Jakub Piotrowski zaimponowali pod względem pokonanego dystansu, włożonego serca do gry i pracy w destrukcji, ale nie byli w stanie zapewnić zespołowi kontroli nad meczem, dłuższego utrzymania się przy piłce i zagrywania w tercję ataku. Pod tym względem najlepiej wyglądaliśmy, gdy udawało się podłączyć pod grę Piotra Zielińskiego. To nadal był zespół oparty w ofensywie na indywidualnościach. I z przodu było tak ubogo również z powodu nie wybijającego się ponad resztę Roberta Lewandowskiego.

Postawieni pod ścianą

Lubimy sytuacje, kiedy jesteśmy postawieni pod ścianą, wtedy mobilizacja i koncentracja są na najwyższym poziomie – mówił Robert Lewandowski w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” na miesiąc przed startem barażów. Słowa kapitana kadry są trafne, ale warto się nad nimi zastanowić. Dlaczego mobilizacja i koncentracja są na najwyższym poziomie dopiero wtedy, gdy zespół zostanie postawiony pod ścianą? Dobre drużyny cechuje odpowiednie nastawienie i mentalność w każdym meczu. Obecnie mamy reprezentację zrywów w ważnych momentach, a docelowo chcemy przecież stabilizacji i trzymania pewnego, dość wysokiego, poziomu bez względu na przeciwnika i okoliczności.

Bazując na przepchniętych meczach w ważnych momentach udaje nam się regularnie awansować na kolejne wielkie turnieje (jesteśmy w gronie tylko 9 reprezentacji, które wywalczyły awans na każdy turniej od EURO 2016), ale w ostatnich latach dostajemy coraz mocniejsze sygnały alarmowe, że wkrótce wszystko może runąć. Awans na mundial po jednym meczu w dwustopniowych barażach (Rosję pokonaliśmy walkowerem), wyjście z grupy na MŚ dzięki klasyfikacji Fair Play i zdobycie biletu na 24-zespołowe EURO w rzutach karnych po barażach, mimo wylosowania wybitnie łatwej grupy eliminacyjnej.

Zwycięstwo z Walią jest kolejną szansą dla naszych kadrowiczów, aby zacząć kreować dobrze znaną nam narrację. Zacząć mówić o stawianiu na wysokości zadania, o potencjale tej ekipy, o tym, że od tego meczu wszystko zacznie zmierzać to w dobrym kierunku… Słyszeliśmy to już jednak tyle razy, że teraz już się chyba nie nabierzemy.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,065FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ