Dwie domowe wygrane i trzech trenerów. Watford synonimem chaosu

W minionym sezonie Watford niczym nas nie zaskoczył. Właściciele dwukrotnie zmieniali trenera, a do klubu przyszło sporo nowych piłkarzy, o których szybko zapomnimy. W skrócie: na Vicarage Road dalej panuje bałagan. Z Xisco Munozem, który wywalczył awans, pożegnano się już po siódmej kolejce. Jednak jego następcy Claudio Ranieri i Roy Hodgson wcale nie radzili sobie lepiej. W całym sezonie Watford uzbierał 23 punkty, wygrał dwa domowe mecze i zachował cztery czyste konta. Wyprzedził jedynie innego beniaminka Norwich, a do utrzymania zabrakło im aż 15 punktów. Tak słaby sezon i spadek do Championship to niewątpliwie efekt fatalnego zarządzania od dobrych kilku lat.

Watford wchodził do ligi w dobrym stylu

Oczywiście Watford jako beniaminek przed rozpoczęciem sezonu był wymieniany jako jeden z najpoważniejszych kandydatów do spadku. Historia pokazuje, że zespołom awansującym z Championship niezwykle trudno jest utrzymać się w pierwszym sezonie. W ostatnich czterech kampaniach z 12 spadkowiczów aż siedmiu było beniaminkami. Dlatego też spadek z ligi dla Szerszeni nie powinien być totalną katastrofą. Jednak styl, w jakim do tego doszło, już taką był. Szanse na utrzymanie Watford stracił już na trzy kolejki przed końcem sezonu, a 23 punkty które uzbierał to piąty najgorszy wynik w ostatnich 12 latach.

Co gorsza, nic nie zapowiadało, że dla Szerszeni będzie to tak słaby sezon. Watford wywalczył awans do Premier League z drugiego miejsca z dorobkiem 91 punktów. Co więcej, od czasu gdy pod koniec grudnia drużynę przejął Xisco Munoz, nikt nie punktował lepiej od Szerszeni. W 26 starciach zdobyli 57 „oczek”, co dawało średnio 2,19 punktu na mecz. Ponadto we wspomnianym okresie nikt nie stracił także mniej goli. Nowy trener poukładał zespół w defensywie, a to często okazuje się być kluczowe w wyższej lidze.

Co więcej, działacze Watfordu nie próżnowali latem na rynku transferowym i sporo ruchów wydawało się być całkiem sensownych. Na Vicarage Road postawiono na doświadczenie i w tym celu w klubie pojawili się m.in. dobrze znający realia Premier League Moussa Sissoko, Danny Rose oraz Joshua King czy ograni w innych topowych ligach Juraj Kucka czy Nicolas N’koulou. Do tego Watford zakontraktował takich graczy jak Emmanuel Dennis, Imran Louza, Peter Etebo, Ozan Tufan oraz Ashley Fletcher. Za 10 nowych piłkarzy łącznie zapłacono 43,5 mln euro. Niestety większość z nich okazała się niewypałami. Więcej niż 50% możliwych minut w lidze rozgrali tylko Dennis, Sissoko, King i Kucka.

Zaskakujące zwolnienie Xisco

Niemniej jednak, początek w wykonaniu Watfordu był całkiem niezły. Po siedmiu kolejkach, gdy działacze Watfordu postanowili zwolnić Xisco, Szerszenie zajmowały 15. miejsce i miały na koncie siedem punktów. Zważywszy na fakt, że do zespołu dołączyło sporo nowych zawodników oraz to, że Hiszpan w Championship wykręcił bardzo dobry wynik, pożegnanie się z nim już po półtora miesiąca od startu sezonu było dość dziwną decyzją. Hiszpan nie dostał ani czasu na wkomponowanie nowych nabytków do składu, ani nie został obdarzony kredytem zaufania. Rodzina Pozzo, zarządzająca Watfordem przyzwyczaiła do częstych zmian trenerów. Moment zwolnienia Xisco, który wcale nie osiągał słabych wyników, był tego dobitnym potwierdzeniem.

Zwłaszcza, że to ryzykowne posunięcie nie przyniosło oczekiwanych skutków. Następcy Xisco punktowali jeszcze gorzej. Za kadencji Hiszpana zespół zdobywał średnio najwięcej punktów (1 na mecz; Ranieri – 0,54; Hodgson – 0,5) i tracił najmniej goli (1,43 na mecz; Ranieri – 2,31; Hodgson – 2,06). Z kolei jedynie za kadencji Włocha Watford strzelał więcej goli (1,23 na mecz; Xisco – 1; Hodgson – 0,61). Co prawda, duże znaczenie ma tutaj również liczba meczów oraz skala trudności poszczególnych rywali, jednak statystyki jasno wskazują, że każda zmiana trenera pogarszała tylko wyniki. Z kolei model goli oczekiwanych (expected goals), który przy małej liczbie meczów może być bardziej wiarygodny, wskazuje, że wszyscy szkoleniowcy w oczekiwanych punktach wypadali podobnie (Xisco – 0,87 na mecz; Ranieri – 0,98; Hodgson – 0,93).

Ratowanie sezonu zimą

W Nowy Rok Watford wchodził mając na koncie 13 punktów zdobytych w 17 meczach. Co prawda, zajmowali bezpieczne 17. miejsce, jednak oczywistym było to, że aby nie spaść trzeba zacząć działać. W efekcie do klubu przyszło kolejnych sześciu nowych piłkarzy: Samir, Hassane Kamara, Edo Kayembe, Samuel Kalu, Maduka Okoye i Yaser Asprilla. Wielu z nich nie pamiętają już pewnie nawet kibice uważnie śledzący Premier League. Miejsce w podstawowym składzie wywalczyli sobie tylko Hassane Kamara i Samir. Reszta na boisku nie pojawiała się wcale albo tylko epizodycznie.

Podobnie jak w przypadku Xisco, Ranieri również nie dostał wiele czasu na zapoznanie się z nowymi zawodnikami. Pod koniec stycznia, po wstydliwej porażce 0:3 na własnym stadionie z Norwich, na ławce trenerskiej zastąpił go Roy Hodgson. Szerszenie okupowały wówczas 19. pozycję w tabeli i do bezpiecznego miejsca traciły tylko dwa punkty. Zatrudnienie doświadczonego szkoleniowca z jednej strony było próbą ratowania sezonu, jednak z drugiej uwidoczniło brak długofalowej wizji. Watford sięgając po trenera, który był już na emeryturze chwytał się ostatniej deski ratunku. Koniec końców kadencja Hodgsona była równie słaba, co jego poprzednika i nie zdołał on zapewnić klubowi utrzymania.

Watford zasłużył na spadek

Watford niemal przez cały sezon wyglądał jak drużyna, która po prostu musi spaść. W zasadzie można wskazać jedynie dwa okresy, kiedy kibice naprawdę mogli uwierzyć, że uda się utrzymać. Oba te momenty przypadają na początek pracy nowych szkoleniowców. Zarówno za kadencji Hodgsona, jak i Ranierego start był całkiem udany, lecz okazał się on tylko „efektem nowej miotły”. W pierwszych pięciu meczach za kadencji Włocha Szerszenie odniosły dwa efektowne zwycięstwa (5:2 z Evertonem i 4:1 z Manchesterem United), a później przyszły całkiem dobre występy w przegranych meczach z Leicester (2:4) czy Chelsea (1:2), gdzie Watford odnotował wyższy współczynnik xG (goli oczekiwanych) niż przeciwnik. Natomiast Roy Hodgson na początku znacznie poprawił grę w defensywie (już w pierwszym meczu zespół zachował pierwsze w sezonie czyste konto) i zwycięstwa 1:0 z Aston Villą czy 2:1 z Southampton mogły napawać kibiców optymizmem.

Mimo wszystko im dłużej trwały kadencje obu tych trenerów, tym wyniki były coraz słabsze, a drużyna pogrążała się w kryzysie. W efekcie nadchodzący sezon Watford rozpocznie w Championship pod wodzą nowego szkoleniowca 40-letniego Roba Edwardsa. Jest to wyraźne odwrócenie proporcji w stosunku do jego poprzedników Ranieriego i Hodgsona. W minionej kampanii na Vicarage Road rządził chaos. Roszady na ławce trenerskiej i wagon nowych piłkarzy sprowadzonych do klubu w dłuższej perspektywie nic nie dały. Watford zwyczajnie zasłużył na spadek. Być może właściciele wyciągnęli wnioski i chcą zbudować coś bardziej trwałego z myślą o przyszłości. Znając jednak rodzinę Pozzo odpowiedź na to pytanie poznamy już przy pierwszym kryzysie w nadchodzącym sezonie.

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA
101,854FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ