Hit transferowy dopięty. Bartłomiej Drągowski został sprowadzony przez Widzew Łódź. Bramkarz podpisał kontrakt, który potrwa do 2029 roku. Tym samym 28-letni piłkarz wróci do Ekstraklasy po blisko 10 latach.
Ostatnie tygodnie pełne były pogłosek łączących różnych reprezentantów Polski z Widzewem. A to łódzki klub ostrzył sobie zęby na Karola Świderskiego, a to widział u siebie linię defensywy złożoną z Tomasza Kędziory oraz Przemysława Wiśniewskiego. Chciał też wzmocnić pozycję bramkarza, gdzie wybierał między Mateuszem Kochalskim a Bartłomiejem Drągowskim. Był to rzecz jasna wyraz jego ambicji – letnia rewolucja skończyła się katastrofą, bo jak inaczej nazwać zajmowane przez niego 15. miejsce w tabeli Ekstraklasy. Miał przecież bić się o czołowe lokaty w lidze, tymczasem zawodził przez całą rundę.
Jedna z plotek w końcu się urzeczywistniła. Skoro Karabach FK powiedział „nie” w sprawie transferu Kochalskiego, to Widzewiacy ruszyli pełną parą po Drągowskiego. Tutaj pole do negocjacji było większe, w Panathinaikosie bowiem wychowanek Jagiellonii był jedynie rezerwowym. Choć nie znamy ceny wykupu, to trudno uwierzyć, że Widzew zapłacił mniej niż milion euro. W każdym razie przekonał Greków, oraz samego zainteresowanego, do sfinalizowania transakcji, czego skutkiem jest powrót polskiego kadrowicza do Ekstraklasy.
– Przychodzę do Widzewa, bo widzę, że ma duże ambicje. To wielki Klub, stadion jest pełny co mecz – sama przyjemność występować w tym miejscu. Nie udało mi się zdobyć Mistrzostwa Polski z Jagiellonią, a bardzo chciałbym mieć w dorobku taki tytuł. Zrobię wszystko, żeby jak najszybciej podnieść puchar w Widzewie – powiedział były już zawodnik klubu z Aten, cytowany na oficjalnej stronie Widzewa.
Bartłomiej Drągowski powinien być gwiazdą ligi
28-letni golkiper podpisał kontrakt ważny do 2029 roku i będzie występować z numerem 1 na koszulce. To chyba wyraźny sygnał braku zaufania do Macieja Kikolskiego oraz Veljko Ilicia. Obaj panowie w minionej rundzie grali na przemian i żaden z nich nie wywalczył sobie stałego miejsca w wyjściowym składzie. Szczególnie ten drugi popełniał karygodne błędy. Teraz mają uczyć się od starszego kolegi.
Jednak Dariusz Adamczuk, pełnomocnik Zarządu ds. sportu, sprawę przedstawia trochę inaczej.
– Cieszę się, że będziemy mieć trzech jakościowych bramkarzy. Chcemy uniknąć ryzyka sytuacji, w której wskutek kartek, kontuzji, czy innych zdarzeń losowych w ważnym meczu na ławce będzie musiał siedzieć niedoświadczony golkiper. A taka miała przecież miejsce jesienią. Po przyjściu Bartka mamy bardzo mocno obsadzoną pozycję bramki i jestem pewien, że będzie to wyłącznie z korzyścią dla drużyny. Silna rywalizacja pomaga i nakręca zawodników, dlatego też wierzę, że skorzystają na niej także Maciek i Veljko – zapewnia.
Trudno się nie zgodzić. Pod względem liczby bramkarzy o niekoniecznie realizowanym, ale dużym, potencjałem Czerwona Armia była w czołówce ligi. Teraz będzie na jej czele. Adamczuk dodaje jeszcze parę słów o roli Drągowskiego w zespole.
– Celem dla niego będzie regularna gra, ale w pierwszej kolejności zadaniem będzie wywalczenie miejsca w bramce. Nikt nie da mu tego za darmo i Bartek ma tego świadomość – mówi.
Trochę w tej wypowiedzi kurtuazji wobec golkiperów będących dotychczas w Łodzi. Dziwnie potoczyłyby się losy, gdyby ich kolega, który wraz z bagażem z Grecji przywiezie też drugi, podobnie wielki bagaż doświadczeń, miał odbić się od Ekstraklasy. Już nawet nie chodzi o to, że ma w CV cztery występy w reprezentacji, do której jest regularnie powoływany. Bartłomiej Drągowski od odejścia z Białegostoku występował przecież nie tylko w Panathinaikosie, ale też we Fiorentinie oraz w Empoli i Spezii. Na poziomie Serie A rozegrał 129 meczów. Dlatego o sprowadzeniu 28-latka do Łodzi należy mówić jedynie w kategorii hitu transferowego.
