Debiut De Zerbiego bez przełomu. Sunderland pogłębił kryzys Tottenhamu

Tottenham przegrał z Sunderlandem 0:1 i jeszcze mocniej skomplikował swoją sytuację w Premier League. Spotkanie miało być początkiem nowego otwarcia, bo na ławce londyńskiego zespołu zadebiutował Roberto De Zerbi, ale już po pierwszym meczu trudno mówić o jakiejkolwiek wyraźnej zmianie. Spurs znów wyglądali jak drużyna zagubiona, nijaka i pozbawiona planu, a porażka tylko potwierdziła, że kryzys tego zespołu nie kończy się wraz ze zmianą trenera.

Początek meczu nie zapowiadał jeszcze tak gorzkiego popołudnia dla gości. Obie strony miały swoje okazje, a Tottenham potrafił momentami zagrozić bramce rywala. Bliski trafienia był Lucas Bergvall, po drugiej stronie pomylił się Brian Brobbey. W 21. minucie londyńczycy mogli nawet otrzymać rzut karny, lecz po analizie VAR sędzia wycofał swoją decyzję. Z czasem jednak coraz wyraźniej było widać, że Spurs nie potrafią przejąć kontroli nad spotkaniem ani narzucić mu własnych warunków.

REKLAMA

Pod koniec pierwszej połowy inicjatywę przejęli gospodarze. Sunderland grał dojrzalej, spokojniej i przede wszystkim bardziej konkretnie w środku pola. Strzały Nordiego Mukielego, Granita Xhaki i Moussy Diarry nie przyniosły jeszcze gola, ale był to fragment, w którym Tottenham zaczął wyglądać coraz słabiej. Nie było w jego grze ani odpowiedniej intensywności, ani przekonania, ani reakcji, jakiej należałoby oczekiwać od zespołu walczącego o utrzymanie. To nie był występ kompromitujący, ale bardzo dobrze wpisujący się w cały sezon Spurs. Znów brakowało wyrazistości, charakteru i poczucia, że drużyna naprawdę wie, co chce zrobić na boisku.

Decydujący moment nadszedł w 61. minucie. Nordi Mukiele popisał się dynamiczną akcją, a piłka po rykoszecie od obrońcy zaskoczyła bramkarza Tottenhamu. Sunderland objął prowadzenie i od tego momentu jeszcze wyraźniej było widać problem londyńczyków. Po stracie gola nie nastąpiła żadna prawdziwa reakcja. Tottenham nie tylko nie ruszył z impetem do odrabiania strat, ale chwilami sprawiał wrażenie zespołu grającego jeszcze gorzej niż przy wyniku bezbramkowym. To właśnie ten aspekt może być dla De Zerbiego najbardziej niepokojący. Spurs nie pękli po jakiejś serii błędów indywidualnych czy przypadkowym chaosie. Oni po prostu mentalnie nie wytrzymali meczu, który wciąż był do uratowania.

Tottenham w strefie spadkowej, De Zerbi ma przed sobą trudne zadanie

Najciekawszym wątkiem tego spotkania było jednak to, jak bardzo Tottenham pozostawał daleki od piłki kojarzonej z Roberto De Zerbim. Zespoły włoskiego szkoleniowca mają zwykle bardzo charakterystyczny styl: chcą kontrolować mecz przez posiadanie, cierpliwie budować ataki od tyłu, dobrze reagować na pressing przeciwnika i umieć jednym podaniem mijać całe linie rywala. Tutaj nie było tego prawie wcale. Co więcej, Sunderland — drużyna, która raczej chętniej oddaje inicjatywę — dłużej utrzymywał się przy piłce od Tottenhamu, mimo że od 61. minuty to Spurs musieli gonić wynik. To mówi bardzo dużo o obrazie całego spotkania.

Być może De Zerbi, w sytuacji walki o utrzymanie, będzie próbował nieco odejść od własnych przyzwyczajeń i dostosować model gry do realiów, w jakich znalazł się Tottenham. Tyle że już pierwszy mecz pokazał, iż problemem może być nie tylko czas, ale też materiał ludzki. Jeśli ktoś zastanawiał się, czy filozofia tego trenera znajdzie w Tottenhamie odpowiednich wykonawców, to ten występ nie rozwiał żadnych wątpliwości. Wręcz przeciwnie. Głęboko ustawieni pomocnicy, którzy potrafią brać odpowiedzialność za rozegranie, dobrze reagują na pressing i są w stanie przeszyć rywala podaniem, to fundament w systemie De Zerbiego. Tottenham takich zawodników dziś po prostu nie miał.

Dość wymowne było to, że zawodnikiem najbardziej pasującym do wymagań nowego trenera Spurs wyglądał piłkarz rywala. Granit Xhaka ponownie zagrał tak, jak grają liderzy środka pola: brał odpowiedzialność za rozegranie, podejmował szybkie i trafne decyzje, umiał znaleźć partnerów ustawionych wyżej i nadawał rytm akcjom Sunderlandu. Druga linia Tottenhamu została przez niego nakryta czapką. Gospodarze nie musieli nawet dominować przeciwnika przez całe spotkanie, by w tym sektorze boiska wyraźnie zaznaczyć przewagę.

Kiepsko wyglądała także postawa Spurs bez piłki. Nie było charakterystycznego dla drużyn De Zerbiego wysokiego pressingu, a po stracie bramki nic się pod tym względem nie zmieniło. Tottenham może i nie dopuścił rywala do lawiny sytuacji, ale pozwalał Sunderlandowi zbyt swobodnie budować akcje. Pod względem intensywności, organizacji i gotowości do pracy bez piłki to gospodarze sprawiali lepsze wrażenie. To również nie jest dobry sygnał dla zespołu, który znajduje się w tak trudnym położeniu w tabeli.

Na tle słabego Tottenhamu dobrze wypadli też piłkarze Sunderlandu w defensywie. Jak na beniaminka, ten zespół ma naprawdę solidnych obrońców. Omar Alderete na przestrzeni całego sezonu prezentuje się bardzo dobrze i tym razem znów zaliczył występ na wysokim poziomie. Reinildo był trudny do minięcia i w pojedynkach jeden na jednego, i w sytuacjach szybkościowych. Sunderland nie wygrał tego meczu przypadkiem. To był występ zespołu lepiej zorganizowanego, bardziej zdecydowanego i zwyczajnie dojrzalszego.

Dzięki zwycięstwu Sunderland pozostaje w grze o europejskie puchary. Tottenham natomiast zajmuje 18. miejsce w tabeli i na sześć kolejek przed końcem sezonu traci dwa punkty do bezpiecznej strefy. Debiut nowego trenera miał przynieść impuls, ale na razie bardziej uwidocznił, z jak głębokiego kryzysu Spurs próbują się wydostać.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,113FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ