Gdybyśmy zapytali fanów futbolu o największą słabość Pepa Guardioli zakładamy, że najczęściej udzielaną odpowiedzią byłby fakt, że Katalończyk w najważniejszych meczach odchodzi od zestawienia, w którym zespół funkcjonuje najlepiej i chcąc przechytrzyć przeciwnika, wpada na zupełnie nowy pomysł, który być może ma sens na papierze, ale nie zawsze (bo też trzeba oddać, że były mecze, gdy takie podejście Guardioli przynosiło świetne efekty) sprawdza się na boisku. Ta słabość 55-letniego szkoleniowca była bardzo szeroko komentowana jeszcze zanim w 2023 roku Guardiola sięgnął z Manchesterem City po upragnioną Ligę Mistrzów. Teraz, po porażce 0:3 z Realem Madryt na Santiago Bernabeu w 1/8 finału LM, temat wrócił. Czy Pep Guardiola znowu przekombinował?
Jak w rzeczywistości grał Manchester City?
Zacznijmy od rozstrzygnięcia rzeczywistego ustawienia Manchesteru City, ponieważ przed startem meczu trudno było jednoznacznie uzgodnić jak będzie to wyglądać na boisku. Na grafice przedmeczowej w transmisji telewizyjnej realizator przedstawił to jako ustawienie 4-2-3-1 z Antoinem Semenyo na 10-tce. Sprawdzając składy na portalach, które aktualizują wyniki na żywo i dają dostęp do wielu statystyk w trakcie spotkania (Flashscore, Sofascore, Fotmob) ustawienie Obywateli jest przedstawiane jako 4-1-3-2 z Bernardo Silvą grającym wyżej niż Rodri, a Semenyo obok Haalanda w linii ataku. To ustawienie oddaje sposób w jaki Manchester City ustawiał się podczas wysokiego pressingu i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Pep Guardiola w fazie gry bez piłki zastosował system, z którego w tym sezonie korzysta w (prawie) każdym spotkaniu.
Nie jest jednak tajemnicą, że zespoły inaczej rozmieszczają się, gdy nie mają piłki i inaczej wówczas, gdy ją posiadają. W atakach pozycyjnych, budując akcje na połowie przeciwnika (co było częstym obrazkiem w tym meczu), Manchester City przechodził na ustawienie 3-1-6. Prawy obrońca, Abdukodir Khusanov stawał się trzecim stoperem w rozegraniu, a lewy obrońca, Nico O’Reilly zajmował pozycję w lewej półprzestrzeni pomiędzy formacją obrony, a pomocy przeciwnika. Manchester City grał na trzy 10-tki. Poza O’Reillym tę rolę pełnili Bernardo Silva (centralnie) i Antoine Semenyo (bliżej prawej strony). Skrzydłowi ustawiali się przy linii bocznej, a za trzymanie środka pola odpowiadał Rodri. To również nie jest nowość dla piłkarzy Manchesteru City. Wprawdzie w ostatnich tygodniach, z powodu braku naturalnych skrzydłowych, częściej grali w systemie 4-2-2-2, natomiast wraz z powrotem do zdrowia Jeremy’ego Doku Guardiola wrócił do „starego” ustawienia, które w sobotnim wyjazdowym meczu Pucharu Anglii z Newcastle sprawdziło się świetnie.
Pep Guardiola chciał kontroli
Decyzja Pepa Guardioli, aby wrócić do ustawienia ze skrzydłowymi prawdopodobnie była podyktowana rywalem z jakim się mierzyli. We wspomnianym systemie 4-2-2-2 Manchester City grał bardziej bezpośrednio niż wcześniej. To była odpowiedź hiszpańskiego trenera na trendy panujące w Premier League dotyczące wysokiego pressingu i agresywnego krycia jeden na jednego na całym boisku. Real Madryt jest jednak zespołem grającym inaczej. Ze względu na charakterystykę ofensywnych piłkarzy rzadko stosują wysoki pressing (nawet bez Kyliana Mbappe), a w starciach z czołowymi europejskimi zespołami pozwalają im prowadzić grę i zmuszają do ataków pozycyjnych.
Co więcej, starcia Pepa Guardioli z Realem Madryt na przestrzeni lat przyzwyczaiły nas, że trener The Citizens do pierwszych spotkań – zwłaszcza, jeśli rozgrywa je na wyjeździe – podchodzi zachowawczo. Chce uspokoić tempo gry, trzymać kontrolę nad meczem i dobrze reagować w fazie przejścia z ataku do obrony. A w takich okolicznościach ustawienie, na które zdecydował się Pep dawało na papierze więcej argumentów na zrealizowanie celów niż model gry 4-2-2-2 nastawiony na szybkie atakowanie.
Zastrzeżenia do Pepa Guardioli po meczu dotyczą obsady boków obrony. Antybohaterem spotkania został Nico O’Reilly, który miał pilnować Fede Valverde, autora hat-tricka. 20-latek w ostatnich tygodniach grał w środku pomocy (z Realem w fazie posiadania piłki w sumie też, ale kluczowe błędy popełnił już jako stricte lewy obrońca) i wyglądał bardzo dobrze, więc ponowne cofnięcie go do bloku defensywnego zostało uznane za błąd Guardioli. Sam trener na pomeczowej konferencji prasowej podkreślał jednak, że O’Reilly w tym sezonie zagrał dużo meczów na tej pozycji. Zaskoczeniem była też obecność Abdukodira Khusanova na prawej obronie, który zastąpił Matheusa Nunesa. Tutaj wizja Pepa była jasna. Uzbek jest piłkarzem szybszym i lepszym w defensywie od Portugalczyka, a jako, że Real dysponuje największą mocą w kontratakach na lewym skrzydle, gdzie operuje Vinicius, to Khusanov lepiej pasował do planu na mecz.
Ofensywa nie dojechała
Manchester City nie przegrał tego meczu tak wysoko tylko przez defensywę, ale także przez ich działania w ofensywie. Real Madryt mądrze się bronił. Ograniczył przestrzeń między formacjami pomocy i obrony, gdzie Manchester City ustawiał trzech swoich zawodników i zmuszał gości do gry przez boczne sektory, na co byli przygotowani. Fede Valverde wspierał Trenta Alexandra-Arnolda w pojedynkach z Jeremym Doku i często cofał się do linii obrony tworząc 5-osobowy blok defensywny. Manchester City nie był w stanie przebić się przez defensywę Królewskich. Najlepsze szanse stworzyli po rzucie rożnym oraz wysokim pressingu, gdy O’Reilly dziubnął piłkę Pitarchowi, ale na posterunku był Courtois. Całościowo liczby The Citizens wyglądają jednak bardzo blado. Łącznie 8 strzałów, 5 z pola karnego, 1 „duża szansa” i 0,59 xG (statystyki z Fotmob). Jeśli takie liczby notuje jeden z zespołów z największym potencjałem ofensywnym na świecie oznacza to, że coś w ataku pozycyjnym nie działało.
W wyborach personalnych Guardiola naszym zdaniem najbardziej przestrzelił z ustawieniem Semenyo między liniami, ponieważ to piłkarz, który w tłoku nie czuje się komfortowo oraz z wyborem Savinho. Brazylijczyk zanotował bardzo dobry występ w poprzednim meczu z Newcastle, ale generalnie nie jest to dobry sezon w jego wykonaniu. Szkoleniowiec The Citizens równiez to zauważył i na drugą połowę Savinho już nie wyszedł, na jego pozycję został przesunięty Semenyo, a na 10-tkę wszedł Tijjani Reijnders. Guardiola widząc, że Real maksymalnie zacieśnia przestrzeń między liniami chciał mieć tam zawodników potrafiących odnaleźć się w polu karnym, a ciężar kreacji przenieść na boczne sektory. Nie dało to jednak efektów. Dopiero w 70. minucie zdecydował się wprowadzić na boisko Rayana Cherkiego, najbardziej kreatywnego zawodnika zespołu, potrafiącego znaleźć lukę w każdej defensywie. Francuz został ustawiony na prawym skrzydle, ale w praktyce poruszał się z bardzo dużą swobodą. Niemniej jednak, ten manewr też nie usprawnił gry Manchesteru City.
Dyskusja powinna być szersza niż tylko „czy Pep Guardiola przekombinował”
Można debatować nad słusznością poszczególnych decyzji Pepa Guardioli – od wyboru formacji na ten mecz do selekcji personalnych – natomiast Manchester City jest już jedną nogą poza Ligą Mistrzów także z powodu problemu, który regularnie kosztuje ten zespół stratę punktów od początku sezonu. Chodzi o grę bez piłki. Tutaj Pep Guardiola nic nie przekombinował. Manchester City zakładał pressing w takim samym ustawieniu jak zawsze, czyli 4-1-3-2 (czy też 4-4-2 w diamencie). Z Haalandem i Semenyo jako dwójką napastników. Z Bernardo Silvą za ich plecami. I z Rodrim przed linią obrony. Piłkarze The Citizens nie grali jednak na odpowiedniej intensywności i nie byli wystarczająco dobrze zorganizowani, co stało się już normalnością w obecnych rozgrywkach. Nie potrafili poradzić sobie z ustawieniem Realu Madryt, który grał bez nominalnej 9-tki i gospodarze dość łatwo mijali ich pressing znajdując zawodników ustawionych między liniami.
Porażka na Santiago Bernabeu pokazała na oczach całego świata prawdę, którą obserwatorzy Premier League widzą od dłuższego czasu. Manchester City bez piłki nie gra jak topowy zespół i to może okazać się przeszkodą nie do przeskoczenia w walce o najważniejsze trofea.
