Tylko w PKO BP Ekstraklasie wygrywając mecz, jesteś w stanie przeskoczyć z 13. na 6. miejsce w tabeli. Dzięki trzem punktom taki progres osiągnął Motor Lublin. Wyższa kultura piłkarska mimo błędów w rozegraniu piłki od tyłu przyniosła efekt w meczu z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Słoniki wciąż na kursie do spadku.
Dziś po raz kolejny nie udało się podopiecznym Marcina Brosza zapunktować. Termalica miała swoje momenty w tym meczu, próbowała podchodzić wysokim pressingiem, zdobyła nawet gola na 1:0. Zabrakło jednak po pierwsze konsekwencji po wyjściu na prowadzenie, a po drugie skuteczności, aby moment przyciśnięcia rywala skonsumować.
Motor na placu gry w Niecieczy piłkarsko brylował. Dużo grania piłką, każde wznowienie od bramki także odbywało się poprzez krótkie zagranie Ivana Brkicia. Stoperzy aktywnie dawali opcje do podania, przez co Lublinianie łatwo rozmontowywali wysokie wyjścia przeciwnika. Raz Herve Matthys przeholował z odwagą, a jego podanie trafiło do Krzysztofa Kubicy.
Motor Lublin wyszedł z opresji
Późniejsze wymiany były już o wiele rozważniejsze, ale wydaje się, że Mateusz Stolarski takie bramki jest w stanie wrzucić w koszta działalności. Tym bardziej, że w wyjazdowym meczu udało się szybko odwrócić wynik na własną korzyść. Zaczął Fabio Ronaldo, wywalczając rzut karny po próbie przebicia się między Damianem Hilbrychtem a Maciejem Ambrosiewiczem. Z jedenastu metrów trafił Karol Czubak, choć Adrian Chovan tak daleko skutecznej interwencji nie był. Słowak wyczuł intencje strzelca, czego nie można powiedzieć o oddanym parę minut później strzale przez Bartosza Wolskiego. Bramkarz dał się zaskoczyć z ostrego kąta, a Motor Lublin objął jednobramkowe prowadzenie.
Przed przerwą ciekawą próbą – choć niecelną – popisał się Filip Luberecki, ale to był ostatni poważniejszy podryg gości na dłuższy czas. Z szatni piłkarze Termaliki wyszli wyraźnie zmotywowani. Trener Brosz musiał im pokazać, że ten mecz nie jest jeszcze stracony. Oglądaliśmy więc fragment przewagi piłkarzy w pomarańczowych trykotach, a także wytężony okres pracy Brkicia. Chorwacki golkiper najpier odbijał strzał z dystansu Ivana Durdova, później świetnie zostawił rękę i nie przepuścił próby Kubicy, by następnie parokrotnie pewnie łapać piłkę po wrzutkach. Oczywiście w obronie bramki nie był osamotniony, bo wymiernie pomagali mu obrońcy. Wyróżnić można jedną kluczową interwencję Matthysa, który czubkiem buta wybił piłkę tuż sprzed nosa Durdova.
Motor z czasem coraz bardziej dawał się spychać do defensywy. Coraz więcej zawodników brało udział w zabeczpieczaniu światła bramki, a Termalika nie bardzo miała pomysł, jak zmieścić gdzieś piłkę, aby ta zatrzepotała w siatce. Z przebiciem się skrzydłem problemów większych nie było, ale w polu karnym robił się tłok jak w tramwaju. Piłkarze gospodarzy potrafili sami sobie przeszkadzać w oddawaniu strzału, a upust emocjom dał Maciej Ambrosiewicz, wylatując w konsekwencji drugiej żółtej kartki.
Frustrację mógł przełożyć na strzały. A tak to Motor wrócił do siebie z trzema oczkami.
