Przerwa reprezentacyjna już za chwilę, powołania rozesłane, ale do rozegrania pozostała jeszcze 7. kolejka PKO BP Ekstraklasy. Arka Gdynia podjęła u siebie Wisłę Płock – ligowego lidera. Gol Edu Espiaua z 48. minuty meczu sprawił, że ekipa Mariusza Misiury przegrała w tym sezonie po raz pierwszy.
W pierwszej połowie obyło się bez bramek. Nie było jednak tak, jak w Derbach Trójmiasta, że sytuacji do ich zdobycia też brakowało. Wisła Płock grała swoją spokojną piłkę, rozgrywając po ziemi od tyłu i budując wielopodaniowe akcje. Najwięcej zagrożenia stwarzali sobie jednak po stałych fragmentach. Po jednym z rzutów wolnych i zgraniu Łukasza Sekulskiego Marcin Kamiński trafiał głową w słupek, a przed przerwą uderzenie stopera płocczan wybijał sprzed bramki Kike Hermoso. Podopieczni Mariusza Misiury po raz kolejny mogli imponować grą w piłkę, ale zawodnicy Arki po jakimś czasie znaleźli na to sposób. Po bojaźliwym początku gdynianie odważniej zaczęli podchodzić do rywali już na lini ich pola karnego, co skutkowało wieloma odbiorami już na połowie Wisły. Na bramkę Rafała Leszczyńskiego uderzali Joao Oliveira, Dawid Kocyła oraz Eduardo Espiau, ale każda z tych prób była bardziej lub mniej niecelna.
Arka ukąsiła i to wystarczyło
To odważne granie Nafciarzy blisko własnej bramki spowodowało, że Arka wyszła na prowadzenie. Dani Pacheco zamotał się z piłką przy nodze, poszła strata, Marc Navarro podał w pole karne do Espiaua, zaś Hiszpan wpakował piłkę do bramki. Ależ żal do siebie musiał mieć Matchoi Djalo, który chwilę wcześniej zmarnował dobrą sytuację, uderzając wysoko nad bramką Damiana Węglarza.
Po stracie gola Wisła zabrała się do odrabiania strat, ale strzał z dalszej odległości Sekulskiego odbił Węglarz. Poturbowany napastnik zszedł w 62. minucie z boiska, a Wisła musiała gonić wynik bez swojego najlepszego strzelca. Trener Misiura przeprowadził komplet zmian i mało brakowało, a chwalilibyśmy jego nosa. Zaraz po wejściu bowiem Giannis Niarchos mógł wyrównać w kapitalny sposób – jego strzał przewrotką był jednak minimalnie niecelny. Arka za to zdołała podwyższyć, lecz Kike Hermoso w momencie dośrodkowania piłki z rzutu wolnego był na spalonym.
Nie było historii jak z pojedynku przeciwko Zagłębiu Lubin. Wisła Płock nie uciekła spod topora golem w końcówce. Arkowcy dowieźli skromne 1:0 do ostatniego gwizdka i mogła sobie dopisać do osiągnięć, że jako pierwsza pokonała rewelację pierwszej części sezonu.