Finisz sezonu powoli się zbliża. Za nami już 28. kolejka Premier League, po której nie brakuje tematów do omówienia. W standardowym podsumowaniu bierzemy pod lupę 5 wątków: zawodnicy do wyjęcia z Wolves, zimowe okienko Manchesteru City, Bournemouth po odejściu Semenyo, Manchester United kontra głęboko broniący przeciwnicy oraz zarządzanie prowadzeniem przez Arsenal.
Środek pola Wolves może zostać w Premier League
W 28. kolejce Premier League Wolverhampton przekroczyło granicę 11 punktów, co oznacza, że nie zostaną najsłabszym zespołem w historii Premier League. Dotychczas walczyli głównie z historią, natomiast w ostatnich tygodniach stali się już zespołem, który nie odstaje znacząco od poziomu Premier League. Z Aston Villą (2:0) rozegrali dobre zawody, które zakończyły się zwycięstwem 2:0. Rob Edwards uprościł grę zespołu i zaczęło to przynosić dobre rezultaty. W kontekście utrzymania nie ma nawet co ich rozważać, ale mogą godnie pożegnać się z Premier League, a poszczególni zawodnicy mają szansę, aby przekonać pozostałe drużyny, że zasługują na pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Gdybyśmy mieli wskazać kto w Wolves na to zasługuje to w pierwszej kolejności wymienilibyśmy dwóch środkowych pomocników – Joao Gomesa i Andre. Duet Brazylijczyków był kluczowy w zwycięstwie z Aston Villą i nawiązał do poprzedniego sezonu, gdy również grali razem w środku pola, a drużyna grała znacznie lepiej. W momentach, gdy zespół znajdował się w posiadaniu piłki dawali zespołowi wytchnienie pokazując się do gry i biorąc odpowiedzialność za rozegranie akcji. Bardzo dobrze spisywali się także w defensywie pokrywając sporo przestrzeni. Obaj byli w czołówce liczby działań w defensywie oraz wygranych pojedynków. Biorąc pod uwagę, ze w Premier League już wcześniej pokazali niemałe umiejętności to myślimy, że latem ktoś może się po nich zgłosić.
Zimowe okienko Manchesteru City utrzymuje ich na dobrej pozycji w wyścigu o tytuł
Niedawno pisaliśmy już, że Manchester City przeprowadził kapitalne zimowe okienko transferowe wzmacniając się na właściwych pozycjach oraz właściwymi zawodnikami – środkowym obrońcą Markiem Guehim oraz skrzydłowym (który obecnie gra najczęściej jako napastnik) Antoinem Semenyo. Odkąd ta dwójka zaczęła razem grać w wyjściowej jedenastce (były to tylko mecze ligowe ze względu na rotacje w FA Cup oraz brak zgłoszenia do LM i zablokowanie możliwości gry Guehiego w Carabao Cup przez wcześniejsze występy w tych rozgrywkach dla Crystal Palace) Manchester City zdobył 16 z 18 możliwych punktów, remisując jedynie z Tottenhamem i wygrywając 5 pozostałych spotkań.
Progres w defensywie jest widoczny, ponieważ The Citizens w połowie spotkań z Guehim zachowywali czyste konto, a łącznie w sześciu meczach stracili trzy gole. Semenyo natomiast zdecydowanie broni się liczbami. 10 występów od 1. minuty w nowym klubie dostarczyło 6 goli i 2 asysty. Wskazałbym dwa główne powody, dzięki którym Manchester City ma wszystko w swoich rękach w walce o mistrzostwo Anglii (mają 5 punktów straty do Arsenalu przy jednym spotkaniu mniej, ale też bezpośredni mecz, więc wygrywając wszystko do końca zdobędą tytuł). Pierwszy to oczywiście słabsza forma Arsenalu w ostatnich tygodniach, gdy pogubił punkty, a drugi – zimowe wzmocnienia, które mają bardzo pozytywny wpływ na zespół Pepa Guardioli.
Bournemouth dobrze radzi sobie po odejściu Antoine’a Semenyo
Antoine Semenyo świetnie sprawdza się w Manchesterze City, ale dla Bournemouth jego odejście nie jest aż tak bolesne jak się mogło wydawać. Zespół ze środka tabeli stracił jednego z najlepszych piłkarzy ligi w klasyfikacji kanadyjskiej, więc można było się spodziewać poważnych problemów. Niemniej jednak, po sprzedaży Ghańczyka… Bournemouth nie przegrało jeszcze meczu. Wprawdzie odpadło po rzutach karnych z Pucharu Anglii przeciwko Newcastle, natomiast w Premier League w siedmiu meczach nie ponieśli ani jednej porażki i zdobyli 13 punktów. Może zespół Andoniego Iraoli nie strzela wielu bramek (choć potrafili zdobyć trzy z Liverpoolem), ale wyniki mają więcej niż przyzwoite.
Ofensywa Bournemouth wygląda jednak dobrze. W miejsce Antoine’a Semenyo klub sprowadził 19-letniego Rayana z brazylijskiego Vasco da Gama i ten w pięciu występach ma już dwa gole oraz asystę i bardzo szybko wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. Na prawej stronie gra z rok starszym Alexem Jimenezem, więc ich współpraca może przynieść klubowi wiele dobrego w przyszłości. Na lidera ofensywy po ostatnim meczu z Sunderlandem (1:1) wyrasta natomiast Marcus Tavernier, który wcześniej miał kontuzję. Większość zagrożenia pod polem karnym rywali zespół tworzył z udziałem Anglika. Tavernier dochodził do wielu strzałów oraz zanotował asystę. Życie po Semenyo wcale nie musi być takie trudne.
Manchester United ma problemy z zespołami broniącymi się głęboko
Po zwycięstwach Michaela Carricka na samym początku pracy z Manchesterem City i Arsenalem słusznie zwracało się uwagę, że pełny obraz Manchesteru United pokażą nam kolejne spotkania z West Hamem, Evertonem oraz Crystal Palace, w których będą musieli prowadzić grę, ponieważ wcześniej właśnie z tym mieli największy problem. Ostatnie tygodnie potwierdziły, że obawy te były po części uzasadnione. Czerwone Diabły nie były przekonujące w ofensywie w tych meczach. Z walczącym o utrzymanie West Hamem wyrównali na 1:1 w doliczonym czasie gry. Z Evertonem wygrali strzelając jedną bramkę, gdy wykorzystali, że rywale się otworzyli i trafili do siatki po kontrataku. W minionej kolejce z Crystal Palace (2:1) najpierw strzelili z rzutu karnego, a zwycięskiego gola zdobyli grając w przewadze jednego zawodnika.
Crystal Palace przyjeżdżając na Old Trafford pokazało, że jeśli skutecznie zamknie się środkową strefę oraz nie zostawi zbyt wiele przestrzeni na podania za linię obrony to da się wyłączyć atuty Manchesteru United w ofensywie. Przeformatowanie kadry pod system Rubena Amorima sprawiło, że zespołowi obecnie brakuje zawodników dających jakość w bocznych sektorach boiska, zwłaszcza na lewej stronie, przez co ataki pozycyjne nie są ich najmocniejszą stroną. Niemniej jednak, wyniki tych spotkań prowadzą do równie ważnego wniosku, że – pod warunkiem dobrej organizacji w fazach przejściowych z ataku do obrony – nie trzeba być zespołem świetnie rozbijającym niskie bloki, aby punktować z zespołami, które lubią się bronić głęboko, ponieważ da się w takich meczach strzelać również bramki w inny sposób.
Zarządzanie prowadzeniem w końcówkach meczów to jeden z największych mankamentów Arsenalu w walce o tytuł
Arsenal utrzymał przewagę nad Manchesterem City wygrywając na własnym stadionie z Chelsea (2:1). Po ostatnim gwizdku sędziego całemu Emirates Stadium spadł kamień z serca, choć powinni przyjąć to zwycięstwo bardziej na chłodno. Wszystko przez czerwoną kartkę, którą w 70. minucie – 4 minuty po zdobyciu bramki na 2:1 przez Kanonierów – otrzymał Pedro Neto. Zespół Mikela Artety grając w przewadze w samej końcówce i tak oddał inicjatywę rywalom i pozwolił podchodzić w pobliże własne pole karne. Zamiast kontrolowania meczu przez utrzymywanie się przy piłce z dala od swojej bramki, wygaszenia tempa gry i wreszcie zamknięcia spotkania była bardzo nerwowa końcówka. Od czerwonej kartki dla Pedro Neto Arsenal wymienił 55 podań przy 114 Chelsea.
Arsenal nie miał wczoraj problemów z zarządzaniem prowadzeniem przez cały mecz. Reakcja po zdobyciu gola na 1:0 była bardzo dobra. Kanonierzy kontynuowali grę wysokim pressingiem i przez 23 minuty nie pozwolili Chelsea na oddanie żadnego strzału, a przez 15 minut – nie dopuścili do żadnego kontaktu z piłką w polu karnym. Problem pojawia się jednak w samych końcówkach meczów, gdy piłkarze Arsenalu sprawiają wrażenie coraz bardziej przestraszonych ewentualną stratą bramki i cofają się bardzo głęboko. Z Wolves ubyły im przez to dwa punkty, a postawa w niedzielnym starciu z Chelsea na Emirates Stadium być może dla Mikela Artety jest jeszcze bardziej niepokojąca ze względu na posiadanie na boisku jednego zawodnika więcej od przeciwników. Zarządzanie prowadzeniem w końcówkach meczów to jeden z największych mankamentów Arsenalu w walce o tytuł.
Co jeszcze wydarzyło się w 28. kolejce Premier League?
- Jeden z meczów sezonu rozegrany został na Turf Moor. Brentford prowadziło 3:0, aby Burnley wyrównało stan meczu, jednak w doliczonym czasie gry to zespół Keitha Andrewsa zdobył zwycięską bramkę na 4:3. Burnley natomiast jeszcze dwa razy trafiało do siatki (najpierw na 4:3, potem na 4:4), ale dwa razy VAR anulował bramkę.
- 7 goli padło również w spotkaniu na Anfield, gdzie gospodarze pokonali walczący o utrzymanie West Ham (5:2), a trzy gole strzelili po stałych fragmentach gry.
- Strata Młotów do bezpiecznego miejsca jednak się nie powiększyła, ponieważ Nottingham Forest przegrało na wyjeździe z Brighton (1:2), co było drugą porażką Vitora Pereiry jako trenera tego zespołu.
- Porażek West Hamu i Nottingham nie wykorzystał Tottenham. Igor Tudor zanotował drugą porażkę po objęciu Kogutów, umacniając przekonanie, że utrzymanie Spurs w Premier League wcale nie będzie łatwe.
- Newcastle coraz bardziej oddala się od perspektywy gry w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. Domowa porażka z Evertonem (2:3) była piątą w sześciu ostatnich ligowych meczach.
