Anomalie pogodowe i boiskowe. Zagłębie Lubin ucieka ze strefy spadkowej

Na stadionie w Radomiu mieliśmy przyjemność oglądać mecz Radomiak Radom – Zagłębie Lubin. No ta przyjemność może była wątpliwa. Na boisku nie działo się za wiele, więc oglądaliśmy trochę starcie dla koneserów. Nie można jednak stwierdzić, że był to stracony czas. PKO BP Ekstraklasa nigdy nie zawodzi, więc dostaliśmy gola bezpośrednio z autu, przerwany mecz przez śnieżycę, a finalnie ważne dla Zagłębia zwycięstwo.

Piątek – 20 stopni, słoneczko, ciepło, przyjemnie. Sobota – odczuwalna temperatura lekko ponad 0 stopni, wiatr, grad, no ogólnie się odechciewa człowiekowi. Podobny kontrast można zastosować w przypadku meczu Radomiaka z Zagłębiem. Radomianie rundę wiosenną zaczęli od 0:5 w Białymstoku, ale teraz wszystko gra i śmiga. Seria bez porażki sprawiła, że widmo spadku się oddaliło. Kibice zadowoleni. Jest super. W Lubinie wręcz odwrotnie. Fatalne wyniki, zmiana trenera, wciąż słaba postawa. Alarm wyje niemiłosiernie głośno. Nasza liga nie mogła wykorzystać okazji i zrobić psikusa.

REKLAMA

Nawiązując jeszcze do kwestii temperatury, to kibice w Radomiu mogli liczyć na to, że ich ulubieńcy swoją postawą rozgrzeją ich serca. Była to jednak licha nadzieja. Poziom sportowy meczu był przeciętny, a na dodatek lepiej na nim wyglądał zespół z Lubina. W 25. minucie bramkarza Radomiaka minął Dawid Kurminowski, ale nie zdołał sfinalizować akcji. Udało się to dopiero Igorowi Orlikowskiemu, który wykorzystał wrzutkę Damiana Dąbrowskiego z rzutu rożnego i dał prowadzenie swojej drużynie. Maciej Kikolski miał jeszcze piłkę na rękawicach, ale nie zapobiegł utracie gola.

Radomiak był bardzo nieśmiały w swoich poczynaniach. Prócz uderzenia Steve’a Kingue nie stworzyli sobie zbyt wiele okazji, aby pokonać Dominika Hładuna. To udało się Janowi Grzesikowi w drugiej połowie, ale gol nie został uznany, gdyż piłkarz gospodarzy zdobył ją… wrzutem z autu. Nikt nie dotknął jej przed wpadnięciem do bramki, czyli zostały złamane przepisy.

Uniwersum Ekstraklasy nie zawodzi

To nie koniec anomalii, bo psikusa postanowiła zrobić pogoda. Zaczęło się od silnego wiatru i latających band reklamowych. Później zaczął padać śnieg. A może lepiej napisać, że zaczął sypać i to niemiłosiernie. Opady były takie, że w moment boisko zostało zasypane białym puchem. W przekazie telewizyjnym nie było widać za wiele, a sędzia Tomasz Kwiatkowski przerwał mecz w 60. minucie. Chwilę zajęło, zanim gospodarze przygotowali specjalne piłki w pomarańczowym kolorze i rozrobili różową farbę. Następnie służby porządkowe odśnieżyły boisko i pomalowały linie wspomnianą farbą. Piłkarze w tym czasie zeszli do szatni, a DJ rozgrzewał ludzi zgromadzonych na trybunach, puszczając z głośników utwór „Merry Christmas Everyone”.

Przerwa potrwała lekko ponad pół godziny, ale warto było czekać. Zaraz po powrocie Kikolski został pokonany drugi raz. Tym razem strzałem piętą do bramki trafił Aleks Ławniczak po rzucie rożnym. Gol jednak nie został uznany, bo golkiperowi Radomiaka przeszkadzał znajdujący się na spalonym Josip Corluka. Piłkarze z Radomia dostali ostatnią szansę, aby się obudzić. Przejęli oni inicjatywę na boisku, ale niewiele wynikało z ich gry. Jeden strzał Rafała Wolskiego ze spokojem obronił Hładun, a drugi także Wolskiego był niecelny. Zagłębie za to grało swoje. Każdy stały fragment i wznowienie z piątki celebrowali, poprawiali piłkę, czekali, ile się dało. Trybuny wyrażały swoje niezadowolenie głośnymi gwizdami, ale to lubinianie nie przyspieszali z tego powodu.

Kwestie zwycięstwa mógł potwierdzić w końcówce Orlikowski, ale jego strzał z bliska w ostatniej chwili został zablokowany. Teraz każde punkty są jak tlen, który powoduje, że Zagłębie Lubin wciąż może wierzyć w utrzymanie. Trzy oczka zdobyte w starciu z Radomiakiem Radom wraz z porażką Lechii Gdańsk oraz remisem Stali Mielec powodują, że podopieczni Leszka Ojrzyńskiego uciekli ze strefy spadkowej na przynajmniej tydzień.

Radomiak Radom – Zagłębie Lubin 0:1 (Orlikowski 29′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,833FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ