Jeszcze przed rozpoczęciem 27. kolejki Premier League awansem mecz 31. serii gier rozegrał Arsenal, który stracił punkty z Wolves (w planowanym terminie nie mogą zagrać ze względu na finał Carabao Cup), co ożywiło wyścig o mistrzowski tytuł. Po minionym weekendzie standardowo wracamy z podsumowaniem, w którym omawiamy szerzej 5 wybranych tematów: problem dyscyplinarny Chelsea, zmiana warty w ofensywie Manchesteru City, zmiana trenera w Nottingham, środkowisko dla Eze i Gyokeresa oraz czas gry Benjamina Sesko.
Chelsea ma problem dyscyplinarny
Gdy Enzo Maresca odchodził z Chelsea, śmiało mógł mieć poczucie, że gdyby nie czerwone kartki w kilku meczach to zespół byłby w znacznie lepszej pozycji w ligowej tabeli, a sam trener pewnie nie straciłby pracy. Porazki z Manchesterem United (1:2) i Brighton (1:3) oraz remis z Arsenalem (1:1) to spotkania, które mogły dla The Blues potoczyć się lepiej, gdyby nie gra w osłabieniu przez wiele czasu. Wraz ze zmianą szkoleniowca problem ten nie zniknął. Jeszcze pod wodza tymczasowego trenera, Caluma McFarlane’a zespół z Craven Cottage wrócił bez punktów, gdy Marc Cucurella wyleciał z boiska już w 22. minucie. W tej kolejce stracili natomiast punkty w meczu domowym z Burnley. W 72. minucie, przy prowadzeniu 1:0, Wesley Fofana otrzymał czerwoną kartkę i zespół w dziesiątkę nie dojechał do mety bez szwanku i musiał pogodzić się ze stratą dwóch punktów.
Chelsea w obecnym sezonie otrzymała już 6 czerwonych kartek w Premier League, a we wszystkich rozgrywkach liczba ta wzrasta do ośmiu. To oczywiście najwyższy wynik spośród zespołów Premier League. The Blues mają problem dyscplinarny i Liam Rosenior musi znaleźć sposób, aby go rozwiązać. Wyżej podana statystyka to prawdopodobnie efekt uboczny budowania drużyny według strategii, która bagatelizuje doświadczenie. Chelsea na boisku ma zbyt mało liderów, dzięki którym zespół potrafiłby lepiej kontrolować emocje, a także zarządzać prowadzeniem. W obecnym sezonie z pozycji przegrywającego stracili już 19 punktów, co jest najgorszym wynikiem w Premier League.
W ofensywie Manchesteru City następuje zmiana warty
Na naszej stronie już kilka razy zaznaczaliśmy, że Manchester City w ostatnich tygodniach zmienił ustawienie na 4-2-2-2. Można odnieść wrażenie, że nowy system jest próbą odpowiedzi Pepa Guardioli na to jak bardzo bezpośrednia stała się Premier League. Obywatele starają się do maksimum wykorzystać szybkie ataki – czy to po odzyskaniu piłki czy po minięciu pressingu przeciwnika. Wybory personalne trenera w ofensywie również wskazują na to, że priorytetem jest zwiększenie atutów zespołu w momentach, gdy można wykorzystać przestrzeń. Coraz więcej minut zbiera Omar Marmoush, dla którego znalazło się miejsce obok Erlinga Haalanda. Każdy mecz ligowy w podstawowym składzie zaczyna Antoine Semenyo. Spadły natomiast akcje Rayana Cherkiego oraz Phila Fodena (ten już w ogóle został odstawiony na boczny tor), którzy więcej atutów mają w atakach pozycyjnych, gdy rywal ustawi się nisko.
W przypadku Guardioli może podobać się w jaki sposób zarządza kadrą swojego zespołu. Nie ma tutaj sentymentów, ani przywiązania do nazwisk. Grają zawodnicy, którzy są w dobrej formie oraz spełniają zadania na konkretnej pozycji. Foden był najlepszym zawodnikiem Premier League w sezonie 2023/24, ale w następnych rozgrywkach wcale nie miał pewnego miejsca w podstawowej jedenastce. W poprzednich latach Riyad Mahrez musiał często pogodzić się z tym, że najważniejsze mecze zaczynał na ławce. Aktualnie Guardiola nie próbuje na siłę zmieścić w jednastce Fodena i Cherkiego, jeśli na 10-tce świetnie spisuje się Nico O’Reilly. Tijjani Reijnders też miał „swoje 5 minut”, natomiast w obecnym systemie Guardiola nie widzi dla niego miejsca w wyjściowym składzie.
Zmiana trenera w Nottingham Forest wcale nie musi być pochopna
Gdy Nottingham Forest poinformowało o zwolnieniu Seana Dyche’a w mediach od razu pod ostrzałem krytyki znalazł się właściciel klubu, Evangelos Marinakis. Do emocjonalnego i bardzo ambitnego stylu zarządzania Greka zdążyliśmy się już przyzwyczaić, a ta decyzja miała być kolejnym przykładem, że jest on w gorącej wodzie kąpany. Niemniej jednak, analizując to na spokojnie oraz mając już obraz pierwszych meczów pod wodzą nowego szkoleniowca, Vitora Pereiry można znaleźć coraz więcej argumentów, które sprawiają, że rozumie się – ale niekoniecznie popiera – punkt widzenia Marinakisa.
Po pierwsze, kibice byli mocno rozczarowani sposobem gry zespołu pod wodzą Seana Dyche’a w ostatnich meczach. Angielski trener nie wykorzystywał pełnego potencjału zespołu, w szczególności w ofensywie, a Nottingham jest zamieszane w walkę o utrzymanie i punktować musi. Pod wodzą Vitora Pereiry rozpoczęli od bardzo cennego wyjazdowego zwycięstwa 3:0 z Fenerbahce w Lidze Europy, a w debiucie w Premier League wprawdzie przegrali z Liverpoolem (0:1), ale zaprezentowali się obiecująca i gola stracili dopiero w doliczonym czasie gry. Potrafili przejąć posiadanie piłki, zepchnąć rywala do niższej obrony i skutecznie reagować po stracie futbolówki. W wielu akcjach decydującym brakiem był napastnik bez… instynktu napastnika. Patrząc od strony defensywnej – zespół również zaprezentował się przyzwoicie ograniczając Liverpool do 10 strzałów. Zatrudnienie Vitora Pereiry wcale nie musi okazać się złą decyzją.
Eberechi Eze i Viktor Gyokeres muszą mieć przestrzeń
Arsenal dobrze odpowiedział na stratę punktów z ostatnim w tabeli Wolves (2:2) w środę, wygrywając wysoko (4:1) w derbach Północnego Londynu na terenie rywala. Bohaterami meczu zostali Eberechi Eze i Viktor Gyokeres, którzy strzelili po dwa gole. Całościowo ciężko powiedzieć, aby te dwa transfery się Arsenalowi spłacały, ale coraz częściej pokazują oni, że jeśli dostaną w meczu więcej przestrzeni to potrafią ją wykorzystać i przekładać to na udział przy bramkach. Tottenham wczoraj dał Kanonierom o wiele więcej przestrzeni niż większość przeciwników. Zespół w debiucie Igora Tudora starał się być agresywny, ale przez to, że grał bardziej sercem niż rozumem tworzyły się dość duże luki pomiędzy formacjami, a grając z Arsenalem nie możesz tego robić.
Eberechi Eze strzelając dwa gole powiększył swój dorobek do pięciu trafień przeciwko Spurs w tym sezonie. Mikel Arteta ustawił go bardziej centralnie (Gyokeres często robił mu miejsce schodząc do lewej strony) i Anglik poza dwoma bramkami zagrał też kilka podań prostopadłych za linię obrony, na co w wielu meczach po prostu nie ma miejsca. Z przestrzeni korzystał też Viktor Gyokeres. Na Tottenham Hotspur Stadium udało mu się oddać 4 strzały, co jest wynikiem dwukrotnie wyższym niż jego średnia w Premier League. Do Szweda można mieć zastrzeżenia za przegrywanie licznych pojedynków z Radu Dragusinem (niezbyt wymagającym przeciwnikiem jak na standardy Premier League), zasłużoną krytykę zebrał też za dwa ostatnie ligowe mecze (z Brentford i Wolves), ale od kilku tygodni broni go liczba trafień (8 goli w ostatnich 12 meczach), ponieważ zaczął być bardziej efektywny w momentach, gdy na boisku pojawia się więcej przestrzeni.
Benjamin Sesko staje się kluczowym zawodnikiem dla Manchesteru United
Benjamin Sesko pod wodzą Michaela Carricka nie wyszedł jeszcze ani razu w wyjściowym składzie. Łącznie nie rozegrał jeszcze równowartości jednego pełnego spotkania (choć, gdyby uwzględnić doliczony czas gry to by się uzbierało). To nie oznacza jednak, że Słoweniec nie odgrywa u nowego szkoleniowca ważnej roli. Wręcz przeciwnie – żaden zawodnik nie zdobył więcej bramek niż 22-latek za kadencji Carricka (Sesko ma 3 gole, tyle samo co Mbeumo). Bramki byłego napastnika RB Lipsk mają jednak ogromną wartość. W meczu z Fulham trafił w doliczonym czasie gry na wagę zwycięstwa, mimo że już po 90. minucie zespół stracił bramkę na 2:2. Przeciwko West Hamowi na London Stadium również trafił do siatki w doliczonym czasie gry, dzięki czemu Man United wyrwało punkt. W minionej kolejce z Evertonem po wejściu z ławki zdobył jedyną bramkę w całym spotkaniu. Jego gole w sześciu kolejkach pod wodzą nowego szkoleniowca przełożyły się na 5 dodatkowych punktów, prawdopodobnie bardzo cennych w walce o Ligę Mistrzów.
Benjamin Sesko dostarcza trenerowi argumentów, że zasługuje na więcej minut na boiskach Premier League. Michael Carrick jako środkowego napastnika ustawia Bryana Mbeumo, co dobrze funkcjonuje w meczach z silnymi zespołami, które chcą przejmować inicjatywę, natomiast już w spotkaniach, gdy to Czerwone Diabły muszą atakować pozycyjnie pojawiają się kłopoty. W ten sposób reprezentant Słowenii zdobył bramkę z West Hamem, z kolei z Evertonem udowodnił, że w grze z kontrataku również ma atuty trudne do zatrzymania dla przeciwników. Choć Benjamin Sesko sprawdza się jako joker to trzymanie go na ławce rezerwowych przez tyle czasu wydaje się marnowaniem jego potencjału.
Co jeszcze wydarzyło się w 27. kolejce Premier League?
- West Ham pomału punktuje i wywiera presję na zespołach znajdujących się tuż nad strefą spadkową. Na własnym stadionie Młoty bezbramkowo zremisowały z Bournemouth.
- Remisem zakończyło się również starcie pomiędzy Aston Villą, a Leeds (1:1). Zespół Unaia Emery’ego pomału musi zerkać za plecy i sprawdzać przewagę nad Chelsea, Manchesterem United i Liverpoolem, aby nie uciekła im kwalifikacja do Ligi Mistrzów.
- Brighton wreszcie odniosło zwycięstwo, a zrobiło to w meczu, w którym mało kto ich do tego typował. Zespół Fabiana Hurzelera wygrał na wyjeździe z Brentford (2:0).
- Crystal Palace odniosło bardzo cenne zwycięstwo wygrywając u siebie z Wolves (1:0) po golu w 90. minucie. Bardzo cenne, ponieważ biorąc pod uwagę ostatnią formę Orłów i ciągłe natężenie kalendarza meczami w Lidze Konferencji można było upatrywać w nich zespół, który zaplącze się w walkę o utrzymanie.
- Sunderland może też odetchnąć z ulgą, że wcześniej udało im się już zgromadzić sporo punktów, bo po kontuzji Granita Xhaki wpadli w dołek. Z pięciu ostatnich meczów przegrali aż cztery (w tej kolejce 1:3 z Fulham u siebie).
