1 maja 2022 odbyły się ostatnie, jak dotąd, derby Krakowa. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że na powrót tej rywalizacji trzeba będzie czekać aż 4 lata. Wisła Kraków miała różne przygody w 1. Lidze, aż wreszcie się z niej wygrzebała. Cracovia miała nieciekawe momenty, ale w Ekstraklasie zdołała się utrzymać. Teraz te dwa kluby wreszcie mogły się zmierzyć. O prym w dawnej stolicy Polski. O zwycięstwo w „Świętej Wojnie”. Wielkie widowisko, którym żyje cała Małopolska, a reszta kraju przygląda mu się z uwagą. Ostatnie derby przy Reymonta zakończyły się zwycięstwem Białej Gwiazdy. I bukmacherzy wskazywali, że będzie dziś podobnie. Wisła dość nieoczekiwanie podłączyła się do walki o Europę, Cracovia zaś jest blisko strefy spadkowej, choć powodów do paniki na razie nie ma.
Tęskniliśmy za tym pojedynkiem!
Podopieczni Mariusza Jopa nie mieli zamiaru być gościnni. Cracovia nie dostała tu jednak specjalnego traktowania. Od powrotu do Ekstraklasy Wisła jak na razie wygrała każdy swój mecz. I nieco lepiej weszła w ten mecz. Było to jednak spotkanie w którym, zgodnie z przypuszczeniami, nikt nie miał zamiaru odpuszczać. W końcu derby rzecz święta. Ale już w 9. minucie Wisła otworzyła konto. Marc Carbó napędził akcję, po czym zgrał do kolegów. Julius Ertlthaler wystawił piłkę Hiszpanowi, a ten oddał mocny strzał w stronę dalszego słupka. Eksplozję radości było słychać zapewne aż w Bochni. Sebastian Madejski pozbawiony argumentów!
To, że emocji nie zabraknie, było pewne. Będzie iskrzyć na trybunach i boisku – to również. Obydwie drużyny grały ostro, bez odstawiania nogi. Zanosiło się na to, że Szymon Marciniak będzie miał sporo pracy. Tuż po pierwszym kwadransie kartki poszły w ruch. W 17. minucie Otar Kakabadze ruszył z piłką i padł w polu karnym. Pierwotnie ukarano Gruzina za słabe aktorstwo, ale VAR wystarczył, by zmienić zdanie – rzut karny. Jedenastkę wykonywał Ajdin Hasić. Nie wyszło mu to najlepiej, bowiem Marcel Łubik wyczuł jego intencje. Ale bramkarz przy dobitce Bośniaka był już bezradny. Cracovia nie wyglądała na załamaną straconym golem i szybko doczekała się wyrównania. A my mieliśmy dramaturgię godną derbów. Nikt nie miał tu wyraźnej inicjatywy ani przewagi.
Wisła znowu na prowadzeniu, ale Cracovia nie chciała być dłużna
Nie odpuszczali także kibice, który solidnie się przygotowali na to spotkanie. Na tyle, że aż dwukrotnie mecz musiał zostać na chwilę wstrzymany, ze względu na zadymienie boiska. Wszystko fajnie, można się pozachwycać, ale sami piłkarze tracili rytm. I ciepło, bo w Krakowie temperatura nie sprzyjała. Faktycznie, widowisko osłabło. Brakowało już tak szaleńczych ataków i wysokiego tempa. Ponownie nie było tu zdecydowanego faworyta. Wisła próbowała atakować na swój sposób, mocno zróżnicowany. I to się opłaciło. W 2. minucie doliczonego czasu gry Cracovia próbowała wybić bezpańską piłkę, lecz jeden z obrońców trafił prosto w przeciwnika. Zebrał ją Marko Božić, Austriak poszukał sobie miejsca i Wisła ponownie wyszła na prowadzenie. A chwilę po nim podwyższyć wynik mógł jeszcze Ángel Rodado, ale z bliska mocno przestrzelił. Potem jeszcze się zagotowało, ale jakimś cudem Cracovia zdołała obronić te kilka strzałów Wisły.
Po przerwie podopieczni Mariusza Jopa starali się utrzymać impet. Grali wysoko w pressingu, chcieli sprawić przeciwnikowi jak najwięcej problemów. Pasy jednak nawet sobie z tym radziły. Biała Gwiazda dużo spędzała czasu na połowie rywala, co jakiś czas dochodziła do okazji strzeleckiej. Cracovii było w tym meczu coraz mniej, ale tylko do czasu. Zespół Bartosza Grzelaka próbował cierpliwie się odgryźć. Z czasem złapał rytm i ponaciskał na gospodarzy. Wiara w wyrównanie nie gasła. Wisła musiała się trochę natrudzić w tyłach, bo ich rywal grał odważnie. Był tylko jeden problem – za przejęciem inicjatywy nie szły w parze dobre strzały. Może kolejna wymuszona przerwa w grze pozwoliłaby obu zespołom lepiej się odnaleźć…
Jesienią w Krakowie rządzi Wisła!
Po niej niewiele się zmieniło. Wisła nadal tkwiła w głębokiej defensywie, a Cracovia szukała okazji do wyrównania. Dalej jednak obu zespołom czegoś brakowało. Biała Gwiazda oczywiście była w dużo bardziej komfortowej sytuacji, bo wynik jej sprzyjał. Po 80 minutach gry piłkarze Pasów powoli zaczęli „puchnąć”, trochę jakby opadli z sił. Nic dziwnego, atakowali bardzo intensywnie. Wisła miała nieco mniej biegania w ostatnich minutach, więc miała więcej energii w końcówce. Gospodarze odpowiadali, a inicjatywa stopniowo przechodziła na ich stronę.
Zabrakło czasu na to, żeby coś konkretnego jeszcze zdziałać. Akcji bramkowych nie było, ale niektórym puściły nerwy. W doliczonym czasie gry Mateusz Klich bez powodu kopnął przeciwnika, będącego przy piłce. Obrzydliwe, godne potępienia zachowanie, nagrodzone na szczęście czerwoną kartką. Ale takie są derby, zwłaszcza te, na które trzeba było czekać latami. A pod względem emocji zdecydowanie nie zawiodły. Szczególnie pierwsza połowa, w której w zasadzie wszystko się rozstrzygnęło. Pasy mają prawo być niezadowolone. Miały sporo do powiedzenia w tym meczu, grały bardzo ambitnie, ale brakowało im skuteczności. Remis był tu do wyciągnięcia. A tak, to Wisła Kraków przesunęła się na 5. miejsce w tabeli Ekstraklasy.


