Oskar Pietuszewski to jeden z najbardziej utalentowanych polskich piłkarzy swojego pokolenia. Przebył drogę od juniora Jagiellonii Białystok do zagranicznego transferu i powołań do seniorskiej reprezentacji Polski. Piłkarski rozwój rozpoczął jako wychowanek i zawodnik juniorskich zespołów Jagiellonii Białystok. Jako nastolatek wyróżniał się w drużynach młodzieżowych, zyskując miano wielkiego talentu (wonderkida) polskiej piłki. Niemal każdy polski piłkarz chciałby w jego wieku grać w takim klubie jak FC Porto. Jak do tego wszystkiego doszło i dlaczego mamy prawo wierzyć w Oskara Pietuszewskiego jak w nikogo innego w polskiej piłce?
Początek? Klasyczny, ale ze zdwojonym tempem
Jednak zanim na dobre zagościł w dorosłej piłce, Pietuszewski demolował wspomniane rozgrywki młodzieżowe. Grając w zespołach Jagiellonii U17 oraz U19 w Centralnej Lidze Juniorów, notował spektakularne statystyki. W jednym z cykli juniorskich zdobył aż 22 bramki w 20 meczach. To właśnie ta niebywała skuteczność wręcz zmusiła sztab szkoleniowy pierwszego zespołu do natychmiastowego włączenia go do seniorskiej kadry. Co ciekawe i ważne, równolegle z karierą sportową kontynuował naukę. W maju 2026 roku podszedł do egzaminu maturalnego w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Białymstoku.
Oskar Pietuszewski w seniorskiej drużynie Jagiellonii Białystok występował jako skrzydłowy oraz lewy napastnik z numerem 80 na koszulce. W seniorskiej kadrze białostockiego zespołu zanotował łącznie 54 oficjalne występy, w których strzelił 4 bramki i zanotował 3 asysty. Swojego pierwszego gola w Ekstraklasie strzelił w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze, otwierając wynik tego spotkania. Nie byłoby tych występów, gdyby szybko nie wywalczył sobie miejsca w pierwszym składzie. Przykładowo, już na starcie rundy regularnej zagrał pełne spotkania lub ważne części meczów, m.in. przeciwko Bruk-Bet Termalice Nieciecza czy Widzewowi Łódź. Dodatkowo zdobywał bezcenne doświadczenie w eliminacjach do Ligi Konferencji, gdzie zagrał m.in. w dwumeczu z serbskim klubem FK Novi Pazar (występy po 45 i 34 minuty).
Jakby tego było mało to Pietuszewski dał się poznać jako piłkarz o ogromnej odporności psychicznej. W listopadzie 2025 roku został absolutnym bohaterem hitowego starcia z Pogonią Szczecin. Wtedy to strzelił zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry, zapewniając Jagiellonii komplet punktów w dramatycznych okolicznościach.
Portugalia? Mówię jestem bez zastanowienia
Oskar Pietuszewski to bez wątpienia jeden z najlepiej i najszybciej rozwijających się talentów polskiej piłki w ostatnim czasie. Szybko z młodego piłkarza Jagiellonii stał się na początku stycznia 2026 roku graczem FC Porto. Tam rozpycha się łokciami, pokazując próbkę swoich umiejętności. Cały jego fenomen polega na tym, że w jego wieku wielu polskich piłkarzy dopiero tak naprawdę zaczynało karierę. A Pietuszewski jest już piłkarzem portugalskiego giganta. Sam transfer okazał się finansowym majstersztykiem Mariusza Piekarskiego.
FC Porto zapłaciło Jagiellonii za Polaka kwotę 8 milionów euro. Polski klub zagwarantował sobie w umowie bonusy – m.in. 300 tysięcy euro za debiut Oskara w kadrze seniorskiej oraz 60 tysięcy euro za każde pięć bramek, jakie strzeli w Portugalii. Zatem łącznie można spokojnie mówić o kwocie rzędu 10 milionów euro, co uczyniło Pietuszewskiego najdrożej sprzedanym zawodnikiem w historii Jagiellonii Białystok. Portugalski klub zapewnił sobie w kontrakcie klauzulę odstępnego opiewającą na około 60 milionów euro.
Pietuszewski zanotował kapitalne wejście do drużyny, z miejsca zyskując zaufanie trenera. W lidze portugalskiej zanotował 16 meczów (11 w wyjściowym składzie), w których strzelił 3 bramki, dokładając do tego 2 asysty. Łącznie zatem uzbierał 817 minut na boisku. Początek obecnej kampanii został mocno wyhamowany przez kontuzję. Polak stracił przez nią cały sierpień i większość września, lecz po powrocie na murawę znów robi furorę jako „superrezerwowy”.
W lidze dotychczas zagrał w dwóch spotkaniach. W jednym z nich zdobył bramkę 12 minut po wejściu na boisko, dającą ostatecznie wygraną 2:1 z CS Marítimo. 14 października 2026 r. zadebiutował w Lidze Mistrzów przeciwko Realowi Betis, stając się najmłodszym Polakiem w historii tych rozgrywek. Mimo straconego przez uraz okresu przygotowawczego, Pietuszewski potrzebował łącznie zaledwie około 50 minut gry jesienią, by strzelić kluczowego gola w lidze i zachwycić portugalskich dziennikarzy w Lidze Mistrzów. Tamtejsze gazety głośno domagają się przywrócenia go do wyjściowej jedenastki.
Gdzie w jego wieku byli inni?
By zrozumieć fenomen Oskara Pietuszewskiego trzeba sobie przypomnieć i zwrócić uwagę na to, gdzie w jego wieku znajdowali się ci najwięksi polscy piłkarze. Robert Lewandowski w wieku 17-18 lat grał w rezerwach Legii Warszawa oraz przechodził do Znicza Pruszków. Medycy Legii uznali wtedy, że ma problemy ze zdrowiem i nie poradzi sobie w wielkiej piłce. Był daleko poza radarem zagranicznych klubów i grał na peryferiach poważnego futbolu.
Arkadiusz Milik jako 18-latek grał w Górniku Zabrze, po czym zimą przeszedł do Bayeru Leverkusen za ok. 2,6 mln euro. Tutaj można znaleźć pewne podobieństwa. Szczególnie moment transferu (zima), jednak Milik odchodził za niemal cztery razy mniejszą kwotę i na początku w Niemczech głównie zbierał minuty w rezerwach.
Piotr Zieliński w wieku 17 lat opuścił Zagłębie Lubin i przeniósł się do Udinese gdzie na debiut w Serie A musiał poczekać ponad rok, grając w zespole Primavera. Zieliński wyjeżdżał jako talent z akademii, bez wcześniejszego wyrobienia sobie tak mocnej pozycji w Ekstraklasie, jaką miał Pietuszewski.
Z kolei Kacper Kozłowski jako 17-latek błyszczał w Pogoni Szczecin. Został najmłodszym graczem w historii Euro 2020. W wieku 18 lat przeszedł do Brighton za ok. 11 mln euro. Ścieżka najbardziej zbliżona finansowo i sportowo, jednak Kozłowski po transferze został od razu wypożyczony do Belgii i rzucony w wir walki o skład w Brighton dopiero później.
Chuchajmy i dmuchajmy
Zatem mamy do czynienia z talentem generacyjnym. Na szczęście w przeciwieństwie chociażby do Roberta Lewandowskiego został o wiele szybciej odkryty i wysłany w świat. Polski snajper dodatkowo na wiele w swojej karierze musiał zapracować, a sam wielokrotnie powtarzał, że talentem to on nie do końca był. Tutaj sytuacja jest nieco inna. Oskar Pietuszewski podbijał młodzieżowe zespoły Jagiellonii i po kilkunastu dobrych występach w seniorskiej drużynie, zgłosiło się po niego FC Porto. Tam odnajduje się jak na razie bardzo dobrze. Ostatnio został wyceniony za najbardziej wartościowy talent wśród piłkarzy do lat 20, którzy nie grają obecnie w ligach z top5. Jak tak dalej pójdzie to przed Pietuszewskim świat stanie przed nim z jeszcze bardziej otwartymi ramionami.
FC Porto to tak naprawdę może być dopiero początek ogromnej kariery. Musimy zatem na takiego piłkarza chuchać i dmuchać. Takie talenty i gracze w polskich realiach to niezwykła rzadkość. Owszem w ostatnim czasie szybciej o transfer do zagranicznego klubu niż chociażby 20 lat temu. Jednak skala szybkiego rozwoju, debiutu w reprezentacji Polski, w lidze portugalskiej, a następnie w Lidze Mistrzów robi ogromne wrażenie. Oby ostatecznie głowa na końcu dojeżdżała. Na pewno 19-latek patrzy na innych, starszych od siebie. Ma z kogo czerpać wiedzę i brać przykład. Więcej takich talentów i więcej bramek w wykonaniu Oskara Pietuszewskiego chcemy oglądać. Będzie dobrze! Nic tylko się cieszyć i wspierać. Nam jako polskim kibicom pozostaje wierzyć, że nic i nikt tego nie zepsuje, a kariera tego młodego piłkarza będzie tylko i wyłącznie zależna od jego gry.


