Jagiellonia Białystok przez całe lato szukała angażu nowego napastnika, ale ostatecznie nie udało się doprowadzić żadnego z planowanych transferów do końca. Adrian Siemieniec musi więc korzystać z zawodników, których ma już w kadrze, a podczas przerwy reprezentacyjnej zaczął sprawdzać dodatkowe rozwiązania. W sobotnim sparingu z Polonią Warszawa najbardziej wysuniętym piłkarzem Jagiellonii był Ousmane Sow. Senegalczyk do tej pory występował przede wszystkim na skrzydle, ale jego sposób gry od dawna sugerował, że może być wykorzystywany również znacznie bliżej bramki rywala.
Obsada pozycji numer dziewięć nie wygląda dziś w Białymstoku dokładnie tak, jak planowano jeszcze pod koniec letniego okna. Jagiellonia do ostatnich dni pracowała nad sprowadzeniem kolejnego napastnika, pojawiały się konkretne kandydatury, a jedna z przygotowywanych operacji nie doszła do skutku również ze względu na wyniki testów medycznych. Transferu ostatecznie nie przeprowadzono i Siemieniec został z Nikiem Prelecem, Dimitrisem Rallisem oraz Youssufem Syllą jako zawodnikami mogącymi występować w środku ataku. Najwięcej konkretów dawał dotychczas Prelec, który po pierwszych kolejkach prowadził w klubowej klasyfikacji strzelców.
Przerwa reprezentacyjna dawała więc dobry moment, żeby sprawdzić coś innego bez ryzyka eksperymentowania od razu w meczu o punkty. Jagiellonia zaplanowała dwa sparingi przy Elewatorskiej. Najpierw rozbiła 5:0 Suduvę Mariampol, a Sow strzelił w tym spotkaniu dwie bramki – najpierw po indywidualnej akcji, a później głową po rzucie rożnym. Cztery dni później wyszedł od pierwszej minuty przeciwko Polonii Warszawa, ale tym razem Siemieniec przesunął go ze skrzydła na środek ataku.
Skrzydłowy, który może zostać środkowym napastnikiem
Nie jest to pomysł całkowicie oderwany od tego, jak Sow grał wcześniej. W Górniku Zabrze najczęściej zaczynał akcje z boku, ale trudno było traktować go jak klasycznego skrzydłowego przywiązanego do linii. Często schodził do środka, szukał przestrzeni między obrońcami i kończył akcje w polu karnym. W 32 oficjalnych meczach dla Zabrzan zdobył dziesięć bramek, co było jednym z powodów, dla których zimą Brøndby zdecydowało się zapłacić za niego około 2,5 miliona euro. W Danii nie zdołał na stałe wywalczyć miejsca w składzie i latem wrócił do Ekstraklasy na zasadzie wypożyczenia do Jagiellonii. Białostoczanie mają również możliwość jego wykupu. Sow szybko przypomniał przy tym, że w polskiej lidze potrafi znaleźć drogę do bramki. W pierwszych pięciu oficjalnych występach zdobył dwa gole, a szczególnie efektowne było trafienie w Częstochowie. Po wejściu z ławki dostał podanie od Nika Prelca, minął obrońcę Rakowa i pokonał Kacpra Trelowskiego.
Właśnie takie sytuacje mogą zachęcać Siemieńca do sprawdzania go bliżej bramki. Sow mierzy 185 centymetrów, dysponuje szybkością, potrafi wyjść za linię obrony i nie potrzebuje wielu kontaktów, żeby oddać strzał. Nie trzeba więc zmieniać całej jego charakterystyki, żeby wykorzystać go na środku. Zmienia się przede wszystkim miejsce, z którego rozpoczyna akcję. Nie oznacza to jednak, że po jednym sparingu Senegalczyk nagle stanie się podstawową dziewiątką Jagiellonii. Gra na tej pozycji wymaga również przyjmowania piłki tyłem do bramki, pracy pomiędzy stoperami, utrzymywania futbolówki pod presją i tworzenia miejsca dla Jesusa Imaza czy innych zawodników wchodzących z drugiej linii. To zupełnie inne obowiązki niż atakowanie przestrzeni z boku.
Transferu nie było, więc Siemieniec szuka rozwiązania w obecnej kadrze
Sparing z Polonią zakończył się porażką Jagiellonii 0:1 i sam wynik trudno traktować jako argument za albo przeciwko pomysłowi z Sowem. W takich meczach znacznie ważniejsze jest sprawdzenie ustawień, których podczas ligowego tygodnia nie da się testować przez 90 minut bez konsekwencji. Kilka dni wcześniej Senegalczyk zdobył dwa gole przeciwko Suduvie, teraz dostał możliwość gry jako najbardziej wysunięty zawodnik. Dla Siemieńca taka alternatywa może być przydatna również dlatego, że Jagiellonia ma przed sobą intensywną jesień. Poza Ekstraklasą gra w Europie i Pucharze Polski, więc możliwość przesuwania jednego zawodnika pomiędzy skrzydłem a środkiem ataku pozwala inaczej rozkładać minuty bez konieczności zmieniania całego ustawienia.
Sow nie został oczywiście sprowadzony do Białegostoku jako napastnik. Brøndby w swoim komunikacie określało go jako zawodnika ofensywnego, a w Polsce przez większość czasu funkcjonował przede wszystkim jako skrzydłowy. Jagiellonia latem szukała klasycznej dziewiątki i fakt, że w sobotę zagrał tam Sow, nie zmienia powodów tych poszukiwań. Pokazuje jednak, że po zamknięciu okna klub nie musi ograniczać się wyłącznie do trzech najbardziej oczywistych nazwisk. Siemieniec ma jeszcze jednego zawodnika, którego może przesunąć wyżej, gdy będzie potrzebował więcej szybkości i ruchu za linię obrony. Na razie zrobił to w sparingu. Po tym, jak latem nie udało się sprowadzić kolejnego napastnika, warto jednak zapamiętać ten wariant przed następnymi meczami Jagiellonii.


