Wisła Kraków to bez wątpienia jeden z najlepszych polskich klubów. Tradycja jego istnienia sięga początków XX wieku. Jest jednym z dwóch najstarszych klubów piłkarskich w Polsce. Biała Gwiazda przez 120 lat swojego istnienia potrafiła wygrać wszystko na krajowym podwórku – trzynaście tytułów mistrza Polski, trzynaście tytułów wicemistrza Polski, pięć Pucharów Polski oraz jeden Superpuchar Polski. Jednak nie zawsze było tak kolorowo i nie obyło się bez problemów. Możliwe, że najtrudniejszym momentem w dziejach Wisły Kraków był jej spadek na zaplecze Ekstraklasy w 2022 roku. Jak się po tym ciosie pozbierała i jaką role w tym wszystkim odgrywa Jarosław Królewski?
Jarosław Królewski to „komputerowiec” kochający Wisłę
Podobnie jak w przypadku Wojciecha Kwietnia i jego Wieczystej Kraków trzeba parę słów powiedzieć o samym Jarosławie Królewskim. To polski przedsiębiorca, informatyk, wykładowca Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jest współzałożycielem i prezesem zarządu Synerise, międzynarodowej spółki technologicznej specjalizującej się w sztucznej inteligencji (AI) oraz big data. Pracuje jako wykładowca na AGH, łącząc badania naukowe z wdrażaniem nowoczesnych technologii w biznesie. Z Wisłą na stałe jest związany od 2020 roku. Najpierw był zaangażowany w ratowanie i zarządzanie klubem. Obecnie pełni funkcję prezesa zarządu i głównego akcjonariusza.
Trzeba przyznać, że całe zaangażowanie Jarosława Królewskiego w Wisłę Kraków to jedna z najbardziej medialnych i specyficznych historii zarządczych w polskiej piłce nożnej. Zaczęło się na początku 2019 roku. Były to czasy, o których kibice Białej Gwiazdy woleliby nie pamiętać. Wtedy Wisła Kraków znalazła się na skraju bankructwa i likwidacji po nieudanej próbie przejęcia klubu przez zagranicznych oszustów – Vanna Ly i Mats Hartling. Królewski, wspólnie z Jakubem Błaszczykowskim oraz biznesmenem Tomaszem Jażdżyńskim, udzielił klubowi pożyczki, co pozwoliło na spłatę najpilniejszych długów i utrzymanie licencji na grę w Ekstraklasie.
W kwietniu 2020 roku wspominane „trio” oficjalnie sfinalizowano przejęcie piłkarskiej spółki od Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. Królewski został współwłaścicielem oraz wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej. 2 lata później po spadku klubu do pierwszej ligi i tarciach decyzyjnych wewnątrz struktur, dotychczasowy układ się wyczerpał. 25 listopada 2022 roku został prezesem zarządu, a niespełna miesiąc później odkupił akcje Tomasza Jażdżyńskiego, stając się właścicielem większościowym (ponad 53% akcji). Obecnie, po kolejnych dokapitalizowaniach, utrzymuje dominującą kontrolę nad klubem.
Swój pomysł na klub
Ogólnie rzecz ujmując działalność Królewskiego w Wiśle znacząco różni się od tradycyjnych polskich działaczy sportowych. Opiera się na kilku filarach. Królewski przeniósł metody ze świata startupów do piłki nożnej. Zainicjował pierwsze w historii polskiego sportu wielomilionowe akcje crowdfundingu udziałowego za pośrednictwem platformy Beesfund. W ten sposób kibice błyskawicznie wykupili akcje o wartości kilku milionów złotych, stając się mniejszościowymi współwłaścicielami klubu i bezpośrednio wspierając jego budżet.
Regularnie wspierał też klub z własnych środków, m.in. umarzając miliony złotych prywatnych pożyczek na rzecz Wisły. Jako twórca technologicznego Synerise, Królewski wprowadził do struktur sportowych zaawansowaną analizę danych i algorytmy. Procesy rekrutacji zawodników, oceny ich formy oraz skautingu opierają się na modelach matematycznych i bazach danych, co ma minimalizować margines błędu przy transferach.
Królewski słynie z bezpośredniego kontaktu z kibicami. Regularnie bierze udział w wielogodzinnych dyskusjach w mediach społecznościowych na platformie X, organizuje otwarte spotkania i publicznie tłumaczy motywy swoich decyzji biznesowych oraz kadrowych. Czasami wchodzi w emocjonalne, publiczne polemiki z dziennikarzami lub kibicami. Trzeba przyznać, że jest w tym bardzo oryginalny i transparentny. Do historii już przeszła chociażby potyczka i niekończąca się polemika z Alexem Haditaghim – właścicielem Pogoni Szczecin.
Prezes Wisły jest również znany z tego, że sam aktywnie gra w piłkę. Regularnie bierze udział w meczach charytatywnych i okolicznościowych. W spotkaniach na klubowych obiektach, takich jak Synerise Arena, występuje ramię w ramię z oldbojami oraz legendami Wisły Kraków (np. Jakubem Błaszczykowskim czy Tomaszem Frankowskim). Ostatnio w jednym z takich meczów nabawił się kontuzji…
Moment upadku i próby pozbierania się
Jerzemu Brzęczkowi można wiele pamiętać w kontekście reprezentacji Polski, lecz chyba największą rysą na jego wizerunku pozostanie to, że spuścił Wisłę Kraków na zaplecze Ekstraklasy. Był pierwszym trenerem Białej Gwiazdy w momencie jej spadku. Objął to stanowisko 14 lutego 2022 roku z misją ratowania klubu przed degradacją. Brzęczek poprowadził Wisłę w finałowych 13 meczach sezonu 2021/2022. Wygrał tylko jedno spotkanie (z Górnikiem Zabrze), co ostatecznie przypieczętowało spadek. Po decydującym meczu z Radomiakiem wziął na siebie sportową odpowiedzialność za ten wynik.
Trzeba też dodać, że zatrudnienie byłego selekcjonera reprezentacji Polski może i na papierze było sensownym ruchem to mimo tego budziło duże emocje z innego powodu – prywatnie jest on wujem Jakuba Błaszczykowskiego. Królewskiemu nie pomogło to, że mimo spadku podjął decyzję o pozostawieniu Brzęczka na stanowisku na kolejny sezon. Władze klubu publicznie broniły jego kompetencji i powierzyły mu misję szybkiego powrotu do Ekstraklasy. Współpraca ta nie potrwała jednak długo. Po fatalnej serii meczów na zapleczu Ekstraklasy i narastającej frustracji kibiców, 3 października 2022 roku Jerzy Brzęczek podał się do dymisji. Zostawił wówczas drużynę na 8. miejscu w tabeli.
Po tej wpadce i katastrofie w jednym, Królewski zakasał rękawy i wziął się do solidnej pracy. Jak już wspominałem został prezesem, stając się główną twarzą projektu. Za jego kadencji pion sportowy i kadra drużyny zostały w dużej mierze zdominowane przez hiszpańskich trenerów oraz zawodników. Choć podejście to wywoływało spore dyskusje z powodu problemów z powrotem do Ekstraklasy, przyniosło historyczny sukces – zdobycie Pucharu Polski w 2024 roku oraz bardzo udaną kampanię w europejskich pucharach mimo gry na drugim poziomie rozgrywkowym.
Szukanie odpowiedniej wizji i próby awansu
Jednak to wszystko tworzyło się w bólach i ciągłych zmian wizji. Królewski często deklarował niechęć do pochopnych decyzji, kryzysy sportowe wymuszały pasmo rozstań. Schedę po Brzęczku przejął Radosław Sobolewski. Królewski długo i zaciekle bronił Sobolewskiego przed krytyką opinii publicznej. Trener przetrwał nawet przegrane baraże z Puszczą Niepołomice. Ostatecznie jednak Sobolewski sam zrezygnował po porażce z Termalicą Nieciecza pod koniec 2023 roku.
Następnie pojawił się Albert Rude. To hiszpański szkoleniowiec był tym pierwszym zatrudnionym z wykorzystaniem algorytmów i analizy danych, co jest bez wątpienia konikiem Królewskiego. Zdobył z klubem wspominany już Puchar Polski, ale całkowicie wyłożył się w lidze, nie wchodząc nawet do baraży. Jego kontrakt nie został przedłużony, ku uciesze kibiców.
Jednak chyba najdziwniejsza była następna decyzja. O ile samo zatrudnienie Kazimierza Moskala w momencie w jakim wtedy była Wisła wyglądało na logiczne, to już pożegnanie było bardzo słabe. Moskal osiągnął świetne wyniki w europejskich pucharach – awans do czwartej rundy el. Ligi Konferencji. Tym co pozbawiło szkoleniowca pracy był fatalny początek sezonu ligowego (6 punktów w 6 meczach). Moskal zatem został zwolniony przez prezesa po zaledwie trzech miesiącach pracy.
Decyzja wywołała ogromne oburzenie kibiców i mediów. Oficjalnym powodem nie były wyłącznie wyniki ligowe, ale konflikt wizji strategicznych. Królewski przyznał, że zatrudnienie Moskala było z jego strony „ustępstwem” wobec tradycyjnego środowiska piłkarskiego i odejściem od własnego modelu zarządzania. Prezes zarzucił Moskalowi brak nastawienia na rozwój oraz niechęć do pełnego wdrożenia nowoczesnych technologii, analizy danych i sztucznej inteligencji w codziennej pracy sztabu. Sprawa była głośna także z powodu formy rozstania – zwolnienia dokonano w błyskawiczny sposób. Wraz z Moskalem z klubu usunięto zasłużonego, wieloletniego kierownika drużyny -Jarosława Krzoskę.
Ekstraklasowa Wisła Mariusza Jopa
Mariusz Jop przez lata pracował w cieniu jako strażak, stając się ostatecznie kluczową postacią projektu. Jego role na przestrzeni poszczególnych sezonów stale się zmieniały. Przez długi czas Jop pełnił funkcje asystenta przy pierwszych trenerach (m.in. u Alberta Rude czy Kazimierza Moskala) oraz z powodzeniem prowadził rezerwy Wisły Kraków. Po dymisji Radosława Sobolewskiego przejął zespół na 3 mecze, notując komplet 3 zwycięstw i grając bardzo efektowny futbol. Mimo to, Królewski zdecydował wówczas o zatrudnieniu Alberta Rude. Prezes wtedy postawił na swoim. Wymyśli sobie hiszpańskiego szkoleniowca, którego znalazł na podstawie algorytmów. Mariusz Jop musiał jeszcze cierpliwie poczekać na swoją szansę.
Po zwolnieniu Moskala, Mariusz Jop ponownie został strażakiem. Choć umowa miała obowiązywać tymczasowo, świetna gra zespołu sprawiła, że Królewski zostawił go na stanowisku. Jop ustabilizował drużynę, zdominował rozgrywki pierwszej ligi i w wielkim stylu wywalczył z Wisłą upragniony, bezpośredni awans do Ekstraklasy. Choć po awansie Królewski rozważał zatrudnienie Mateusza Stolarskiego, ostatecznie docenił wyniki Jopa i podpisał z nim kontrakt jako pełnoprawny trener na sezon w Ekstraklasie.
Jak na razie były obrońca reprezentacji Polski odwdzięcza się zaufaniem prezesa i w Krakowie buduje swoją Wisłę. Ekstraklasową, ofensywną, cieszącą oko i bardzo niebezpieczną dla każdego rywala. Zgadza się niemal wszystko co jest potrzebne do budowy poważnego klubu. Młody perspektywiczny trener, kochający klub prezes, rozwój zawodników i potencjalna ich sprzedaż w przyszłości oraz frekwencja na meczach domowych. Brakuje odwagi na wyjazdach, lecz ona też przyjdzie. W końcu Wisła jest beniaminkiem – tym najlepiej poukładanym. Miejsce Białej Gwiazdy jest w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce i początek tego sezonu jak najbardziej potwierdza takową tezę.
Po prostu być sobą
Jarosław Królewski od początku miał bardzo sprecyzowaną i często krytykowaną za zbytnią teoretyczność wizję budowy silnej Wisły. Prezes chce, aby Wisła była zarządzana jak nowoczesny startup technologiczny. Rekrutacja zawodników, analiza ich parametrów fizycznych oraz potencjału sprzedażowego opiera się na algorytmach matematycznych i modelach AI, co ma zminimalizować błędy transferowe przy ograniczonym budżecie.
Trener w wizji Królewskiego nie jest tradycyjnym „menedżerem” decydującym o wszystkim, lecz jednym z elementów ekosystemu. Musi ściśle współpracować z działem analiz, dyrektorem sportowym oraz działem medycznym, korzystając z dostarczanych mu raportów danych. Na tym chociażby poległ Kazimierz Moskal w wizji Królewskiego.
Z kolei pomysł na grę Wisły w Ekstraklasie zakłada bezkompromisowy, nowoczesny futbol – dominacja, utrzymywanie się przy piłce, wysoki pressing i intensywność fizyczna, która ma pozwolić na rywalizację z bogatszymi klubami z czołówki. Z takowej roli bardzo dobrze jak na razie się wywiązuje Mariusz Jop, przed którym jak tak dalej będzie dobrze szło rysuje się ciekawa przyszłość. Nie ma co daleko odlatywać, lecz przy zachowaniu trendu, Jop staje się powoli bardzo perspektywicznym polskim trenerem. Jego próbka możliwości jest nadal bardzo mała, lecz ma papiery na to by swoich pięciu minut nie zmarnować.
A tak na końcu co do Jarosława Królewskiego to jest on przede wszystkim sobą. Ostatecznie to jest chyba najważniejsze. Funkcjonuje i wygląda po swojemu. Oddaje się cały klubowi, który ma w sercu. Pozbierał się po chwilach słabości, obrał taką, a nie inną strategię i w końcu zbiera tego owoce. Na dalsze rozliczenia przyjdzie jeszcze czas, lecz dobrze, że w polskiej piłce mamy kogoś o innych pomysłach, takich bardziej „komputerowych”. Przynajmniej jest co poczytać w mediach społecznościowych. Wisła po chudych latach wydaje się być w dobrych rękach – Królewskich!



