Nie wygląda na to, żeby Raków Częstochowa wykaraskał się szybko ze swoich problemów. Górnik Zabrze przyjechał pod Jasną Górę w ramach przełożonego meczu, w pierwszej połowie strzelił dwa gole…
Kiedyś – czyli jeszcze za czasów panowania Marka Papszuna – największym atutem Medalików była szczelna obrona. Kacper Trelowski bił rekordy czystych kont, obrona nie przeciekała, zaś rywale mając w terminarzu Raków wyglądali na zrezygnowanych. Z góry było wiadomo, że najwięcej sił trzeba będzie włożyć w zdobycie gola. Nie gwarantowało to jednak sukcesu. Początek obecnego sezonu to jednak ogromny spadek jakości w tej materii. Raków po prostu nie potrafi bronić.
Górnik Zabrze wszedł przez otwartą furtkę
W pierwszej połowie czwartkowego meczu Górnik Zabrze dwa razy pokonywał bramkarza gospodarzy. Dwukrotnie nie musiał szukać, choćby bardziej skomplikowanego sposobu. Defensywa Rakowa pomagała rozmontować się sama. Kopnięta w pole karne piłka trafiła do Rafała Janickiego, ten zgrał do Janisa Antiste. Niepilnowany napastnik Zabrzan miał już tylko proste zadanie. Dlaczego nie pobiegł za nim odpowiedzialny za krycie Didi? Iworyjczyk mógł się nad tym zastanowić już w przerwie. Dawid Szulczek nie zamierzał wypuszczać go w bój na drugą połowę.
Stoper Częstochowian chociaż wytrzymał do zmiany stron. Takiego szczęścia nie miał natomiast Marko Perović. To właśnie Czarnogórzec przegrał walkę o górną piłkę z Janickim, a później sprowokował rzut wolny, po którym rywal poprawił na 0:2. Nic dziwnego, że tymczasowy trener nie zwlekał ze zmianą, tylko zdecydował się wpuścić Jeana Carlosa.
Zmiany zrobione przed i w przerwie poprawiły grę Rakowa, lecz nie było mowy o diametralnej odmianie. Philipp Schulze wciąż nie musiał wykonywać żadnych dodatkowych czynności, prócz obserwowania poczynań kolegów. Niemiec dopiero koło 70. minuty musiał interweniować, gdy głową zaskoczyć próbował go Adam Basse. Prócz tego? Raz lewą stroną pomknął Tomasz Pieńko. Mogło być też 0:3, bo Kacper Urbański trafił w słupek, zaś Antiste dobitką trafił w pomidory. Byłby spalony i tak, natomiast nie można zlekceważyć i nie wspomnieć o tym kiksie.
Raków Częstochowa zaczął szukać wrzutek
Do końca meczów gospodarze próbowali złapać kontakt, a najgroźniejszy w polu karnym był wspomniany Basse. Raków siadł na Zabrzanach, a do bramki trafił Mahir Emreli. Piłka wpadła do siatki po rykoszecie od Janickiego, choć już wcześniej mogła tego dokonać – Patryk Makuch trafił bowiem w poprzeczkę. Górnik dał się zepchnąć we własne pole karne i zapłacił za to stratą bramki.
Wyższe i odważniejsze podejście się opłaciło, choć wciąż to dość prymitywny pomysł na granie. Wyizolowany pojedynek w bocznej strefie, a następnie centra w pole karne na jedną z dwóch dobrze grających głową wież nie zawsze będzie działać. Częstochowianie mieli szczęście, że podopieczni Michala Gašparika mają z walką o górne piłki w defensywie spory problem. Wciąż jednak na koncie Rakowa jest 0 punktów. I to po pięciu meczach. Na dodatek w niedzielę w Poznaniu drużyna będzie musiała sobie radzić bez Lamine’a Diaby’ego-Fadigi. Gwinejczyk nie dokończył meczu – wyleciał z bezpośrednią czerwoną kartką za ostry faul.



