W niedzielne popołudnie Ekstraklasa dostarczyła swoim fanom „Śląski Klasyk”. Górnicy chcieli przedłużyć swoją perfekcyjną serię w Ekstraklasie, natomiast goście przełamać wyjazdową niemoc. Zespół Michala Gasparika może już się skupić tylko i wyłącznie na rozgrywkach ligowych, dlatego odnoszenie kolejnych zwycięstw powinno być z meczu na mecz coraz łatwiejsze. Pokonanie Katowiczan pokazałoby, że w zespole wszystko idzie po myśli trenera, a europejskie puchary jeszcze w tym klubie przyjdą. Z kolei piłkarze Rafała Góraka po okazałej zeszłotygodniowej demolce zafundowanej Wiśle Płock chcieli w końcu wygrać mecz na wyjeździe. A jak nie to chociaż ponownie dobrze się zaprezentować.
Przewaga, ale brak konkretów
Mecz od samego początku był bardzo intensywny. Obie ekipy wyszły na to starcie bardzo odważnie i z chęcią osiągnięcia przewagi już samym starcie rywalizacji. Jednak w tym wszystkim lepiej odnaleźli się Katowiczanie. Kontrę swojego zespołu w 11. minucie na gola zamienił Ilya Shkurin. Tak naprawdę była to pierwsza poważna sytuacja gości.
Ewidentnie to Górnik w pierwszej połowie przeważał. Podopieczni Michala Gasparika z minuty na minutę stawarzali sobie coraz to ciekawsze i groźniejsze sytuacje. Jednak nie wynikało z nich konkretniejszego. Brakowało skuteczności i precyzji w końcowych fazach danych akcji. Piłkarze GKS-u byli do bólu skuteczni. Grali bardziej z kontry, przy okazji bardzo szczelnie broniąc dostępu do własnej bramki. Gospodarze byli tego popołudnia bardzo niemrawi i mało pomysłowi.
Brakowało kogoś kto weźmie ciężar gry na siebie, zrobi coś nadzwyczajnego. Dodatkowo po raz kolejny widoczny był brak jakości na pozycji środkowego napastnika. Goście grali swoje i gdyby nie spalony w doliczonym czasie pierwszej połowy, to na przerwę schodziliby z dwubramkowym prowadzeniem. A takowe mogłoby niemal zamknąć mecz. Górnicy byli jeszcze w grze, lecz mieli w tym wszystkim dużo szczęścia.
Górnik ruszył do odrabiania strat?
Górnik dalej grał bardzo przewidywalnie i wolno. Przewaga była widoczna gołym okiem, lecz w dalszym ciągu nic z niej nie wynikało. Aż wreszcie nadeszła 75. minuta. W niej rzut karny wykorzystał Kacper Urbański. Minutę później zespół Gasparika był już na prowadzeniu. Bramkę strzałem z dystansu strzelił Josema. Gospodarze dobili się do bramki rywala i w końcu zaczęli strzelać gole.
Gdy wydawało się, że Górnikowi nic już złego w tym spotkaniu się nie wydarzy, to ponownie do akcji wkroczył Bartosz Nowak. Tym razem postanowił w 91. minucie dograć piłkę do Ilyi Shkurina, a ten ponownie wpisał się w tym meczu na listę strzelców. Katowiczanie nie zamierzali tego meczu przegrać, a tym bardziej swoim rywalom odpuszczać. Po raz kolejny „show” w tym meczu prezentował Bartosz Nowak, a wspominany białoruski napastnik wszystko dobrze finalizował. Ekipa Rafała Góraka była w tym meczu do bólu skuteczna i odważna. Grała z pomysłem i dość dobrze broniła dostępu do własnej bramki.
Gościom ciągle było mało. W 100. minucie Shkurin zdobył trzeciego gola w tej rywalizacji. Białorusin dał swojej drużynie cenne zwycięstwo w Zabrzu. Wygrana z ich perspektywy to jak najbardziej sprawiedliwy wynik. Piłkarze Góraka wyglądali w tym meczu bardzo dobrze i swoją postawą zasłużyli na coś więcej niż remis. Z kolei Górnik, biorąc pod uwagę fakt jak się prezentował w tym spotkaniu to zasłużył na porażkę. Chwilowy zryw to za mało, na tak dobrze zorganizowaną maszynę z Katowic.



