Raków wciąż bez zwycięstwa w lidze. Jagiellonia zdemolowała zespół Dawida Kroczka

W Rakowie w ostatnim czasie nie dzieje się zbyt dobrze. W czwartek nie udało się awansować do Ligi Konferencji, co sprawia, że przyszłość Dawida Kroczka jest dość niepewna. Jakby tego było mało to Medaliki nie zdołały jeszcze w tym sezonie wygrać żadnego ligowego spotkania. A do Częstochowy w niedzielne popołudnie przyjechał świeżo upieczony uczestnik Ligi Europy – Jagiellonia Białystok. Ekipa Adriana Siemieńca nie zamierzała Rakowowi łatwo oddać punktów. Białostoczanie sami chcą dobrze punktować na wszystkich frontach. Czuć było zatem chęć zdobycia przewagi przez jednych i drugich od pierwszego gwizdka sędziego.

Szukanie swoich szans połączone z otwartym graniem

Od samego początku spotkania czuć było napięcie i takie sprawdzanie na co przeciwnika w tej rywalizacji stać. Trwało to pierwszy kwadrans i trzeba przyznać, że drużyny poza stworzeniem sobie po jednej okazji bramkowej nie pokazały niczego ciekawego. Mecz przypominał bitwę taktyczną i czekanie na swoje okazje.

Te przyszły z czasem. Wynik meczu w 23. minucie otworzyli gospodarze za sprawą Mahira Emreliego. Azerski snajper strzelił swojego drugiego gola na boiskach Ekstraklasy po swoim powrocie do ligi. Przewaga Medalików nie trwała zbyt długo. Goście wzięli się do roboty i wyprowadzili dwa ciosy. Najpierw rzut karny wykorzystał w 31. minucie Jesus Imaz, a sześć minut później za sprawą Nika Preleca było już 2:1 dla piłkarzy Adriana Siemieńca. Białostoczanie byli bardziej konkretni w swoich działaniach i przede wszystkim nie zamierzali w tym meczu próżnować.

Bardzo łatwo gościom wychodziło wychodzenie spod pressingu rywala. Niemal idealnie wyglądał środek pola, a głównym dyrygentem tym razem był Eryk Kozłowski. 19-latek potrafił jednym podaniem stwarzać niemałe zagrożenie pod bramką Kacpra Trelowskiego. Momentami było widać różnicę klas i taką pewność siebie w poczynaniach uczestnika Ligi Europy. Raków grał za mało agresywny i momentami bardzo smutny futbol. Brakowało polotu i chęci do zrobienia czegoś fajnego. Po strzelonym golu zespół Dawida Kroczka po prostu stanął, co wykorzystali goście.

Raków wziął się do roboty, a przy okazji się skompromitował

Dawid Kroczek od razu w przerwie przeprowadził dwie zmiany i jego zespół zaczął o wiele lepiej grać. Gospodarze już nie wyglądali jak jakaś słabsza wersja samych siebie. Pojawił się polot i pewność siebie. Odwaga w grze poskutkowała tym, że w 56. minucie w swoim debiucie w barwach Rakowa Częstochowa na listę strzelców wpisał się Jakub Jendryka. Piłkarze Kroczka rozkręcali się z minuty na minutę i po prostu wyglądali dobrze.

Zespół Siemieńca jednak nie zamierzał się poddawać i też chciał ten mecz wygrać. Goście ruszyli z odsieczą i bardzo dobrze wykorzystywali pojawiające się wolne przestrzenie na boisku. Najpierw w 76. minucie rzut karny wykorzystał tym razem Guilherme Montoia. Dwie minuty później było już 4:2 za sprawą Ousmana Sowa. Białostoczanie w starym stylu na początku drugiej połowy dali wolną rękę swoim przeciwnikom i pozwolili im odrobić straty. Gdy ci się wyszaleli to wrzucili wyższy bieg i wzięli sprawę w swoje ręce, zamykając kwestię tego, kto w tym spotkaniu jest lepszym zespołem. W 89. minucie wynik całej rywalizacji ustalił Youssuf Sylla.

Jagiellonia odnosi zatem trzecie ligowe zwycięstwo w sezonie w swoim czwartym spotkaniu. Dla Rakowa również to była czwarta ligowa potyczka w tej kampanii. Jednak w tym przypadku sytuacja wciąż wygląda dramatycznie. Zero zwycięstw i 11 straconych bramek. Ostatnie miejsce w lidze. Takiej drużynie z takim potencjałem to chyba nie wypada. Czarne chmury nad Dawidem Kroczkiem robią się coraz bardziej gęste. Demolka przy Limanowskiego. Stracić 5 bramek na własnym stadionie? Jeszcze kilkanaście miesięcy temu nie do pomyślenia.

Raków Częstochowa – Jagiellonia Białystok 2:5 (Emreli 23′ Jendryka 56′ – Imaz (k) 31′, Prelec 37′, Montoia (k) 76′, Sow 78′, Sylla 89′)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img