Jagiellonia Białystok, Zagłębie Lubin i Lech Poznań – tak wygląda czołowa trójka PKO BP Ekstraklasy po 23. kolejkach. Łatwo znaleźć ten potencjalnie niepasujący element, ale Miedziowi przecież nie znaleźli się na podium przypadkowo. Ekipa Leszka Ojrzyńskiego sumiennie zbiera punkty i nie ogląda się za siebie.
Słaby mecz przeciwko GKS Katowice, szczęśliwa wygrana przeciwko Koronie Kielce. Wydawało się, że wszystko, co dobre, dla Zagłębia zakończyło się wraz z rundą jesienną. Forma nie napawała optymizmem, ale drużyna z województwa dolnośląskiego wzięła się do roboty.
Kluczem do małych, ligowych sukcesów jest na ten moment uszczelniona defensywa oraz wysoka skuteczność ofensywnych zawodników. Wisła Płock w Lubinie nie miała za dużo do powiedzenia, choć to ona miała piłkę przy nodze częściej. Mimo posiadania Nafciarze nie potrafili sprawić, że Jasmin Burić przepociłby swoją koszulkę. Dopiero w końcówce Bośniak musiał się zbierać po strzale Giannisa Niarchosa. Schematyczne rozgrywanie nie przynosiło oczekiwanych rezultatów, a na boisku brakowało kogoś nieszablonowego. Kogoś takiego, jak Iban Salvador. Debiut zaliczył natomiast nowy napastnik Wisły – Said Hamulić – który mimo znajomości ligi chyba potrzebuje czasu na aklimatyzację.
Nie żaden podgrzybek, tylko Grzybek Szlachetny
Lepszą skutecznością w tym meczu wykazał się wahadłowy gospodarzy. Mateusz Grzybek już po meczu z Lechią Gdańsk (2:0) mógł się cieszyć ze zdobyczy bramkowej, ale w Lubinie błysnął instynktem snajpera. Już w 14. minucie błyskawicznie znalazł się przy piłce, którą Rafał Leszczyński odbił, broniąc strzał z dystansu Damiana Dąbrowskiego.
Widać było, że Polak wie, co oznacza być pazernym w polu karnym. To umiejętność, której chyba nie da się nauczyć. Może to sygnał, żeby 29-latka ustawiać trochę wyżej? Trener Ojrzyński będzie musiał to przemyśleć, bo przecież sytuacja z 14. minuty nie była odosobnionym przypadkiem. Po godzinie gry z okładem Grzybek znów wykazał się umiejętnościami orientacji w polu karnym. Piłka po dalekim wrzucie z autu odbijała się w szesnastce Leszczyńskiego, ale nikogo poza piłkarzem Miedziowych nie zainteresowała. Stoperzy nie byli skorzy do skakania, więc Mateusz zrobił z niej użytek.
Szybkie prowadzenie na początku meczu pozwoliło Lubinianom skupić się na kontrolowaniu przebiegu meczu. Pozwalano rywalom na dużo, ale od trzydziestego metra przed bramką następowało zagęszczenie szyków, co wybijało atuty gości z rąk. Płocczanie mogli się ograniczyć tylko do strzałów z dystansu bądź posyłania piłki z wczesnych wrzutek. Obie opcje pasowały defensywie Zagłębia, która przygotowana do walki o górne piłki nie dopuszczała podopiecznych Mariusza Misiury do okazji bramkowych.
