Raków Częstochowa w dołku. 3. mecz z rzędu bez wygranej w Ekstraklasie

Raków Częstochowa musiał szukać drogi na zwycięską ścieżkę. Przed swoim starciem z Radomiakiem Radom mieli serię dwóch porażek z rzędu – z Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock. Ten drugi mecz nie był udanym debiutem w wykonaniu Łukasza Tomczyka. Wiadomo jednak, że pierwszy mecz w nowej drużynie nie należy do łatwych. Raków znajdował się na 6. miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy, lecz tracił tylko 2 oczka do miejsca premiowanego grą w pucharach. Dla Radomiaka to był początek grania w 2026 roku, po tym, jak jego mecz z Arką musiał zostać przełożony. Ekipa z Mazowsza radzi sobie naprawdę dobrze pod wodzą Goncalo Feio. Radomianie przed wyjazdem do Częstochowy byli na 9. miejscu.

Postrzelali, postraszyli i… co z tego?

Pierwsze minuty po obu stronach były dosyć zachowawcze. Żadna z drużyn nie rzuciła się od pierwszego gwizdka do szaleńczych ataków. Pierwszy strzał oddali przyjezdni z Radomia, choć większe zagrożenie z niego nie wyniknęło. Z czasem dłużej przy piłce utrzymywali się g ospodarze. Pogoda nie sprzyjała piłkarzom, padał drobny śnieg, który zraszał murawę aż za mocno. Wraz ze startem Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie Polacy zaczęli się bardziej interesować łyżwiarstwem. Ten szał był widoczny na Limanowskiego, bo zawodnicy ślizgali się po boisku. Ale już żarty na bok. Raków powoli się rozkręcał. Lecz w 13. minucie przyjezdni byli bardzo blisko gola. Adrian Dieguez nie zdołał pokonać Oliwiera Zycha. Otworzyła się szansa na dobitkę, lecz przy strzale Capity Częstochowian uratowała poprzeczka.

REKLAMA

Dobrą okazję Raków miał w 25. minucie. Marko Bulat oddał groźny i efektowny przy tym strzał. Chorwat był bardzo blisko, trafił w boczną siatkę, ale kibice docenili jego starania. Na zondacrypto Arenie było dużo strzelania. Szkoda, że większość amunicji to były ślepaki. Po półgodzinnej grze był bezbramkowych i trudno było szukać przesłanek na to, że wynik zmieni się w najbliższej przyszłości. W 34. minucie przed szansą stanął Patryk Makuch, ale zagrożenie przeszło bokiem. Radomiak był w kiepskiej pozycji, Raków zupełnie przejął inicjatywę. Aż w końcu zdołali przekuć ją na bramkę. No, jednak nie. Lamine Diaby-Fadiga trafił do siatki, lecz sędzia anulował gola – jego zdaniem był tam faul. Sztab Rakowa nie krył oburzenia. Francuz mógł szybko wpisać się jeszcze na listę strzelców, lecz Filip Majchrowicz go przed tym powstrzymał.

Raków i Radomiak dzielą się punktami

Początek drugiej połowy był równie porywający, co pierwszej. Czyli niezbyt. Niestety, zamiast ciekawego widowiska, dostawaliśmy siermiężną, ciężkostrawną kopaninę. Ten mecz był jak kampania prezydencka Krzysztofa Stanowskiego – zero konkretów. Choć w 58. minucie Diaby-Fadiga obalił tę tezę. Francuz oddał kombinacyjny strzał piętką. I prawie dał gola, ale czujnie interweniował Majchrowicz. Raków miał przewagę, ale tylko optyczną. Na próżno tu szukać ciekawych zdarzeń, akcji, bo ich po prostu brakowało. O ile podopieczni Łukasza Tomczyka próbowali coś rozegrać, o tyle Radomiak praktycznie nie istniał w tym meczu. Jakby nie wybiegli w ogóle na murawę. I patrząc na to, jakie warunki panowały w Częstochowie, byłoby to zrozumiałe.

I tak minuty sobie mijały, jedna po drugiej. W 78. minucie dobry strzał zza pola karnego oddał Elves Baldé, lecz był on niecelny. Radomiak chyba zadowolił się tym remisem i skupił się na obronie. Raków jeszcze nie odpuszczał. Ale swojego nie dopiął i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Choć było naprawdę blisko, bo piłkę meczową nieznacznie nie wykorzystał Diaby-Fadiga. Trudno tu o sensowne wnioski. Działo się bardzo mało, ot taka nasza kopanina. Więcej okazji miał Raków i gdyby ktoś miałby tu wygrać, to właśnie podopieczni Łukasza Tomczyka. Remis jednak nic im nie daje. Radomiak za to przesunął się na 8. miejsce

Raków Częstochowa – Radomiak Radom 0:0

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,330FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ