Velde błyszczy w MLS, Lewandowski nadal bez gola, chociaż był bliski pięknego trafienia

Kristoffer Velde strzelił dwa gole i zaliczył asystę w wygranym 3:2 meczu Portland Timbers ze St. Louis City. Były zawodnik Lecha Poznań ma już dziesięć bramek i dziesięć asyst w obecnym sezonie MLS, a jego drużyna nadal walczy o miejsce w fazie play-off. W znacznie gorszym nastroju boisko opuszczał Robert Lewandowski. Chicago Fire zremisowało 2:2 z Orlando City, a Polak po raz ósmy z rzędu nie zdołał strzelić gola dla swojego klubu. Tym razem był wyjątkowo bliski przełamania. W pierwszej połowie efektownie złożył się do uderzenia nożycami, ale piłka trafiła w słupek.

Kristoffer Velde z dubletem. Portland nadal walczy o play-off

Kristoffer Velde uczestniczył przy wszystkich trzech bramkach Portland Timbers w wyjazdowym meczu ze St. Louis City. Norweg otworzył wynik w 42. minucie po podaniu Cole’a Bassetta. Otrzymał piłkę z lewej strony pola karnego, zszedł do środka i prawą nogą uderzył przy dalszym słupku. Gospodarze nie zdążyli jeszcze odpowiedzieć, gdy Portland wyprowadziło kolejny skuteczny atak. W trzeciej minucie doliczonego czasu pierwszej połowy Velde uczestniczył w akcji, po której David Da Costa podwyższył na 2:0. Oficjalne statystyki przyznały Norwegowi drugą asystę przy tym trafieniu, obok Jimera Fory’ego.

Jeszcze lepiej Portland rozpoczęło drugą połowę. W 48. minucie Da Costa zaatakował lewą stroną i oddał strzał, który obronił Benjamin Lundt. Portugalczyk zdołał jednak utrzymać piłkę w grze i wycofał ją do Velde. Były skrzydłowy Lecha nie zastanawiał się długo, uderzając prawą nogą w dolny róg bramki. Po niespełna trzech minutach od wznowienia spotkania Portland prowadziło już 3:0, a Norweg miał na koncie dwa gole i asystę. St. Louis nie zamierzało jednak odpuszczać. W 58. minucie Daniel Edelman wykorzystał dośrodkowanie Carlo Holsego i zdobył bramkę kontaktową. Na kolejne trafienie gospodarze musieli czekać aż do doliczonego czasu, kiedy Rafael Navarro zmniejszył stratę do jednego gola. Chwilę później Kamal Miller otrzymał drugą żółtą kartkę, przez co Portland kończyło spotkanie w dziesiątkę. Goście utrzymali jednak prowadzenie, odnosząc drugie zwycięstwo z rzędu i zachowując szanse na udział w play-off.

Dla Velde był to drugi dublet w obecnym sezonie MLS. Poprzedni również zanotował przeciwko St. Louis City, 9 września, gdy Portland zremisowało 2:2. Co ciekawe, od tamtego spotkania Norweg ani razu nie strzelił gola i nie zaliczył asysty. W środę przerwał tę serię, a mógł zakończyć wieczór nawet z hat-trickiem. Po jednym z jego uderzeń z rzutu wolnego piłka znalazła się w siatce, ale sędzia nie uznał bramki z powodu przewinienia innego zawodnika Portland. Po meczu ze St. Louis Velde ma dziesięć goli i dziesięć asyst w sezonie zasadniczym MLS. Jest najskuteczniejszym strzelcem Portland, które zajmuje jedenaste miejsce w Konferencji Zachodniej z dorobkiem 40 punktów. Do zakończenia rozgrywek pozostały dwa spotkania, a strata do ostatniej pozycji dającej udział w play-off wynosi dwa punkty. Właśnie dlatego środowy dublet Norwega może okazać się szczególnie ważny.

Velde znów pokazuje umiejętności znane z czasów Lecha

Norweg przeniósł się do Portland w sierpniu 2025 roku, po nieudanym okresie w Olympiakosie Pireus. Z greckim klubem zdobył mistrzostwo kraju, ale w 21 ligowych występach strzelił cztery gole i zaliczył jedną asystę. Nie zdołał wypracować sobie pozycji porównywalnej z tą, którą wcześniej miał w Lechu Poznań. Amerykański klub zdecydował się jednak sprowadzić go jako jednego ze swoich najważniejszych zawodników ofensywnych, podpisując kontrakt do końca 2028 roku z opcją przedłużenia o kolejny sezon. Velde otrzymał status Designated Player, pozwalający klubowi na większe wydatki kontraktowe poza standardowymi ograniczeniami płacowymi MLS.

W Poznaniu przez dwa i pół roku zapracował na opinię jednego z najbardziej nieprzewidywalnych skrzydłowych Ekstraklasy. Bywał irytujący przez nieskuteczne dryblingi i podejmowanie zbyt ryzykownych decyzji, ale potrafił również samodzielnie rozstrzygać spotkania. Szczególnie dobrze spisywał się w sezonie 2022/23, kiedy Lech dotarł do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Velde zdobył siedem bramek w tych rozgrywkach, trafiając między innymi w obu meczach przeciwko Fiorentinie. Według oficjalnego podsumowania Kolejorza zakończył pobyt w klubie z dorobkiem 29 goli i 18 asyst w 98 występach. W MLS odzyskał skuteczność, której brakowało mu w Grecji. Dziesięć bramek i tyle samo asyst w pierwszym pełnym sezonie w Portland to dorobek, który trudno uznać za przypadkowy. Przeciwko St. Louis przypomniał również o swojej charakterystycznej umiejętności szybkiego zejścia do środka i oddania strzału prawą nogą. Tym razem wykorzystał ją dwukrotnie, a jego trafienia mogą pomóc Portland w wywalczeniu miejsca w fazie play-off.

Lewandowski znów bez gola. Efektowne nożyce i słupek

Robert Lewandowski przystępował do spotkania z Orlando City po siedmiu kolejnych ligowych występach bez zdobytej bramki. Tym razem od początku był znacznie aktywniejszy niż w poprzednich meczach. Już w pierwszych minutach miał okazję do pokonania Maxime’a Crépeau, ale bramkarz gości zdołał interweniować po uderzeniu głową Polaka. Jeszcze bliżej gola Lewandowski znalazł się w 17. minucie, kiedy Philip Zinckernagel dośrodkował z prawej strony. Napastnik Chicago efektownie złożył się do strzału nożycami, piłka odbiła się od murawy i uderzyła w słupek. Crépeau mógł jedynie obserwować jej lot.

Chicago nie miało jednak powodów do zadowolenia z pierwszej połowy. Już w szóstej minucie Iván Angulo wykorzystał podanie Antoine’a Griezmanna i pokonał Chrisa Brady’ego. Francuz w 35. minucie sam wpisał się na listę strzelców, oddając efektowny strzał zza pola karnego. Orlando prowadziło 2:0, choć gospodarze mieli swoje okazje i znacznie częściej utrzymywali się przy piłce. Gregg Berhalter zdecydował się w przerwie na zmianę, która odmieniła spotkanie. Za Sergio Oregela Jr. wprowadził Jonathana Bambę, a Francuz szybko stał się najważniejszym zawodnikiem ofensywy Chicago. W 57. minucie wykorzystał dośrodkowanie Leonardo Barroso i uderzeniem głową zdobył bramkę kontaktową. Dwanaście minut później wystąpił w roli asystenta, podając do Marena Haile-Selassiego, który doprowadził do remisu 2:2. Gospodarze mieli jeszcze szansę na zwycięstwo, ale nie zdołali wykorzystać kolejnych okazji.

Lewandowski rozegrał pełne 90 minut, a w drugiej połowie również szukał okazji do przełamania. Po podaniu Antona Salétrosa uderzył obok bramki, później nie wykorzystał kolejnej sytuacji w końcówce spotkania. Łącznie oddał sześć strzałów, nie uczestnicząc bezpośrednio przy żadnym z dwóch goli Chicago. Mimo tego lokalny serwis Men in Red 97 wystawił mu ocenę 7,5 w dziesięciostopniowej skali, znacznie wyższą niż za poprzedni występ przeciwko Atlancie United. Dziennikarze docenili przede wszystkim jego aktywność i częstsze dochodzenie do sytuacji strzeleckich.

Osiem meczów bez trafienia. Tak słabo nie było od czasów Borussii Dortmund

Lewandowski ostatni raz trafił do siatki Chicago Fire 9 września czasu miejscowego, w spotkaniu z Interem Miami. Od tamtej pory rozegrał osiem kolejnych meczów ligowych bez zdobytej bramki. To najdłuższa taka seria w jego klubowej karierze od sezonu 2010/11, kiedy dopiero rozpoczynał grę w Borussii Dortmund. Wówczas Polak zaliczył dziesięć kolejnych oficjalnych występów bez gola, z czego dziewięć w Bundeslidze. Był jeszcze zawodnikiem, który często rozpoczynał spotkania na ławce rezerwowych, a pierwsze miesiące w Niemczech stanowiły dla niego okres przystosowania do gry na znacznie wyższym poziomie. Co ciekawe, identyczną dziesięciomeczową serię Lewandowski zanotował wcześniej w Lechu Poznań na przełomie 2008 i 2009 roku. Później tak długie okresy bez bramek stały się w jego karierze rzadkością. Podczas ośmiu sezonów w Bayernie Monachium ani razu nie doszedł do sześciu kolejnych oficjalnych spotkań bez trafienia. W Barcelonie zdarzały mu się słabsze okresy, ale również tam nie zanotował równie długiej serii jak obecnie w Chicago.

38-latek ma na koncie siedem bramek w barwach Fire, z czego sześć zdobył w MLS, a jedną w Leagues Cup. Dołożył również trzy ligowe asysty. Jeszcze na początku września jego dorobek wyglądał obiecująco, ale w kolejnych tygodniach coraz trudniej przychodziło mu dochodzenie do dogodnych sytuacji. W kilku poprzednich spotkaniach oddawał niewiele celnych strzałów, a przeciwko Atlancie United został zmieniony już w 69. minucie. Mecz z Orlando pokazał przynajmniej, że nadal potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu i zagrozić bramce rywali. Zabrakło mu jednak skuteczności, a przy efektownym uderzeniu nożycami również odrobiny szczęścia. Chicago Fire zapewniło już sobie udział w fazie play-off. Po remisie z Orlando drużyna Gregga Berhaltera ma 52 punkty i zajmuje czwarte miejsce w Konferencji Wschodniej. Do końca sezonu zasadniczego pozostały jej dwa spotkania, a najbliższym rywalem będzie Colorado Rapids. Mecz odbędzie się 31 października. Lewandowski dostanie więc kolejną szansę na przerwanie serii, która z każdym występem coraz mocniej przypomina jego pierwsze miesiące w Borussii Dortmund.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →