Luis Palma nie ma za sobą najlepszego początku sezonu w Lechu Poznań, dlatego dobry występ w reprezentacji Hondurasu mógłby być dla niego bardzo potrzebnym impulsem. Spotkanie z Surinamem rzeczywiście rozpoczęło się obiecująco – skrzydłowy Kolejorza zaliczył asystę przy golu na 1:1. Później znalazł się jednak po drugiej stronie wydarzeń. Po jego niefortunnej interwencji piłka wpadła do bramki Hondurasu, a samobójcze trafienie Palmy ustaliło wynik na 2:3.
Jeszcze kilka miesięcy temu trudno byłoby znaleźć wiele powodów do narzekania na Luisa Palmę. Honduranin bardzo szybko odnalazł się w Lechu i zakończył pierwszy sezon w Ekstraklasie z dziesięcioma bramkami oraz sześcioma asystami w 31 występach. Łącznie we wszystkich rozgrywkach uzbierał 12 goli i 10 asyst, a poznaniacy po sezonie zdecydowali się na definitywny transfer z Celticu. Klub nie ukrywał wtedy, że skrzydłowy był jednym z najważniejszych zawodników mistrzowskiej drużyny.
Początek kolejnych rozgrywek nie jest już tak efektowny. Palma wystąpił dotychczas w 16 oficjalnych spotkaniach Lecha, zdobył jedną bramkę i zanotował cztery asysty. W samej Ekstraklasie ma gola oraz dwie asysty w ośmiu meczach, przy czym coraz częściej nie spędza na boisku pełnych 90 minut. Przeciwko Górnikowi Zabrze dostał niespełna 20 minut, z Radomiakiem pojawił się na murawie na końcowy fragment spotkania, wcześniej z Rakowem został zmieniony już po pierwszej połowie. Nie oznacza to nagłego kryzysu zawodnika, który przestał dawać Lechowi cokolwiek. Różnica względem poprzedniego sezonu jest jednak widoczna, zwłaszcza że wymagania wobec Palmy są dziś zupełnie inne niż kilkanaście miesięcy temu. Poznaniacy wiedzą już, że stać go na regularne gole, asysty i indywidualne akcje rozstrzygające mecze.
Najpierw asysta, później pech pod własną bramką
W reprezentacji Hondurasu Palma od dawna ma bardzo mocną pozycję i przeciwko Surinamowi ponownie rozpoczął spotkanie w podstawowym składzie. Mecz zaczął się dla gospodarzy źle, bo już w 18. minucie prowadzenie Surinamowi dał Justin Lonwijk. Honduras odpowiedział błyskawicznie. Dwie minuty później Palma dograł do Derecka Moncady, a ten doprowadził do remisu.
Gospodarze potrzebowali kolejnych kilku minut, żeby całkowicie odwrócić wynik. Bryan Róchez dał Hondurasowi prowadzenie 2:1 i przez moment wydawało się, że drużyna Francisco Moliny opanowała sytuację. Jeszcze przed przerwą Surinam odpowiedział jednak za sprawą Denzela Jubitany i oba zespoły schodziły do szatni przy wyniku 2:2. Decydująca sytuacja wydarzyła się w drugiej połowie. Po zagraniu w pole karne Palma znalazł się na torze lotu piłki i niefortunnie zmienił jej kierunek. Edrick Menjívar nie zdołał już zareagować, a trafienie zostało zapisane jako gol samobójczy skrzydłowego Lecha. Surinam objął prowadzenie 3:2 i nie oddał go do końca. Dla Palmy był to więc wyjątkowo przewrotny wieczór. Najpierw zrobił dokładnie to, czego oczekuje się od niego również w Poznaniu – stworzył koledze sytuację bramkową i zapisał przy swoim nazwisku konkret w ofensywie. Później miał ogromnego pecha pod własną bramką, a właśnie jego samobójcze trafienie okazało się ostatnim golem spotkania.
W Lechu na kolejnego gola czeka już prawie miesiąc
Samobójczego trafienia trudno używać jako argumentu świadczącego o słabej formie Palmy. Był to przypadek, a nie błąd wynikający z fatalnej decyzji czy źle rozegranej akcji. Dla Honduranina ważniejszy jest szerszy obraz ostatnich tygodni, bo po znakomitym poprzednim sezonie znacznie rzadziej wpływa na wyniki Lecha. Swoją jedyną ligową bramkę w obecnych rozgrywkach zdobył 30 sierpnia przeciwko Widzewowi Łódź i trudno było wyobrazić sobie lepszy moment. Palma pojawił się na murawie z ławki i w szóstej minucie doliczonego czasu wykorzystał błąd Bartłomieja Drągowskiego, zapewniając Lechowi zwycięstwo 3:2. Od tamtego wieczoru w lidze ponownie jednak nie trafił do siatki. W dodatku konkurencja w ofensywie Kolejorza jest na tyle duża, że wcześniejsze osiągnięcia nie gwarantują nikomu miejsca w podstawowym składzie. Palma pozostaje zawodnikiem mogącym jednym zagraniem zmienić przebieg meczu, ale musi częściej przypominać piłkarza, który w poprzednim sezonie regularnie dawał Lechowi liczby.
Honduranin dostanie szybko następną okazję, żeby zatrzeć złe wrażenie po końcówce spotkania z Surinamem. Kolejnym rywalem Hondurasu będzie Jamajka, z którą drużyna Palmy zagra na wyjeździe w drugim meczu Ligi Narodów CONCACAF. Dopiero później skrzydłowy wróci do Poznania, gdzie czeka go ponowna walka o mocniejszą pozycję w ofensywie Lecha. Jeden pechowy samobój nie zmienia oceny jego umiejętności i nie powinien przesłaniać asysty zanotowanej wcześniej w tym samym spotkaniu. Nie zmienia jednak również faktu, że od zawodnika, który w poprzednim sezonie należał do największych gwiazd Kolejorza, oczekuje się dziś zdecydowanie więcej niż jednego gola po kilkunastu występach.



