Lech Poznań odczarował Wrocław! Zwycięstwo po 4 latach czekania

Lech Poznań nie lubi przyjeżdżać do Wrocławia. Może nie ze względu na miasto, bo w nim jest na czym oko zawiesić. Problemy sprawia tamtejszy zespół. W ostatnich 10 meczach Lecha ze Śląskiem na Tarczyński Arenie Kolejorz wygrał jedynie 2 razy. Po raz ostatni miało to miejsce w kwietniu 2022 roku, po 4 latach niepowodzeń. Od ostatniego zwycięstwa Poznaniaków w stolicy Dolnego Śląska już minęły kolejne 4 lata – czyżby zanosiło się na wygraną ekipy z Wielkopolski? Na to wskazywała forma obu zespołów. Co niezbyt zaskakujące, podopieczni Nielsa Frederiksena są w ścisłej czołówce i zwycięstwo pozwoliłoby zrównać się punktami z liderem z Zabrza. A Śląsk? Patrzy przepaści w oczy – po wczorajszej wygranej Wieczystej z Wisłą Płock osunął się do strefy spadkowej.

Lech o jedną akcję lepszy

Śląsk nieźle wszedł w ten mecz, nawet pomimo faktu, że faworytem nie był. Wrocławianie odważnie grali z przodu i nie bali się nacierać. Lech zaskakiwał, ale niezbyt pozytywnie. W pierwszych minutach miał niewiele do powiedzenia i zmuszony był się bronić. W 6. minucie pierwszy raz przetestowany został bramkarz ekipy z Wielkopolski. Mateusz Lis bez większych trudów odbił piłkę po uderzeniu z daleka Grzegorza Tomasiewicza. Po pierwszych 10 minutach Lech stopniowo przejmował kontrolę i nad piłką, i nad meczem. Dłużej wymieniał piłkę między sobą, często goszcząc w polu karnym. Cierpliwości także nie można im odmówić, stawiali na dokładność, nie szybkość. Z tym akurat bywało różnie. Sporo było walki w środku pola, lecz pod bramkami – niezbyt. Przez pierwszy kwadrans padł tylko 1 niezablokowany strzał.

Niewiele się zmieniało na boisku. Dalej akcja toczyła się głównie w środku boiska, a gra żadnego z zespołów nie rzucała na kolana. Choć trzeba Śląskowi oddać, że potrafił się postawić mistrzowi Polski, a nawet go nastraszyć. W 24. minucie doskonałą okazję miał Jehor Macenko, ale Ukrainiec strzelił prosto w bramkarza, choć był sam na sam. Niemniej WKS wysłał sygnał ostrzegawczy, którego lepiej nie ignorować. Czy za tym szły jakieś konkrety? No nie. W 31. minucie drogę do siatki znalazł Filip Jagiełło, po zgraniu do środka Pablo Rodrígueza i Lech objął prowadzenie. Może na boisku nie był zespołem wyraźnie lepszym, ale takich okazji się po prostu nie marnuje.

Ta bramka zadziałała odżywczo na podopiecznych Nielsa Frederiksena. Poznaniacy złapali swoje momentum i konsekwentnie dążyli do podwojenia swojej przewagi. I byli na całkiem dobrej drodze, bo wyglądali lepiej od gospodarzy. Może i Karol Niemczycki nie miał szczególnie dużo pracy między słupkami, to i tak Lech dyktował warunki gry. Pod koniec pierwszej połowy Śląsk nieco strachu napędził, ale na tym się skończyło. Kolejorz prowadził, ale nie mógł się czuć komfortowo.

Ale bęcki!

Lech wiedział, że jednobramkowa przewaga to nie jest bezpieczny wynik. Co najlepiej zrobić w tej sytuacji? Zdobyć drugą bramkę, co zresztą Poznaniacy uczynili, a konkretniej Rodríguez. W 50. minucie Hiszpan uderzył na bramkę z około 15 metrów. Pomógł sobie nieco rykoszetem od jednego z obrońców Śląska, ale swojego dopiął – podwoił prowadzenie Lecha. Punkty, potrzebne Śląskowi jak tlen, uciekały z każdą minutą. A sygnałów, że są w stanie wyszarpać chociaż jeden, zdecydowanie brakowało. Podkręcić wynik mógł jeszcze Mikael Ishak 4 minuty później, ale dobrze na przedpolu spisał się Niemczycki i powstrzymał Szweda. Jeszcze później o dublet postarał się Rodríguez, ale minimalnie niecelnie.

Śląsk starał się wrócić do gry, ale trochę jakby brakowało mu argumentów. Podopieczni Ante Šimundžy mieli momenty, przebłyski, lecz to zdecydowanie za mało, zwłaszcza jeśli grasz przeciwko mistrzowi Polski. W 65. minucie groźną okazję miał Malaly Dembélé, lecz Francuz trafił jedynie w obronie. Mecz jeszcze nie był rozstrzygnięty, ale niewiele wskazywało tu na zmianę wyniku. Beniaminek nieco się poprawił, ale nie na tyle, by realnie zagrażać przyjezdnym. A kiedy w 71. minucie sam na sam z bramkarzem znalazł się Patrik Wålemark, to kwestia wyniku końcowego wydawała się być coraz wyraźniejsza. Skrzydłowy Kolejorza potwierdził, że debiut w reprezentacji Szwecji to nie dzieło przypadku i kapitalnie ograł golkipera WKS-u. A 2 minuty później Wålemark jeszcze poprawił swój dobytek, obrona Śląska jakby była już zrezygnowana i pogodzona z porażką. Taka strata była już w zasadzie nieodrabialna. Śląsk znokautowany!

To spotkanie mogłoby się już w sumie skończyć te 15 minut wcześniej, lecz niestety dla Śląska, zasady są nieubłagane. Musieli grać do końca, mimo świadomości, że niewiele już można zdziałać. Kibice pozwolili jeszcze piłkarzom na chwilę oddechu, zadymiając boisko na kilka minut. Mimo dopingu z trybuny B, stadion nie tryskał optymizmem. Z każdą minutą Tarczyński Arena pustoszała. Po pierwszych 45 minutach Kolejorz wydawał się być jeszcze w zasięgu Wrocławian. Ale po przerwie wszystko się posypało. Lech nie miał litości i zasłużenie zgarnął komplet punktów, doganiając Górnika i Legię. Śląsk zdobył trafienie honorowe, ale tylko tyle ugrał. Musi się wziąć w garść, bo Betclic 1 Liga tęskni…

Śląsk Wrocław – Lech Poznań 1:4 (Tomasiewicz 90’+3 – Jagiełło 31′, Rodríguez 50′, Wålemark 71′, 73′)

Jan Pietrzak
Jan Pietrzak
Zakochany w sporcie od małego, stety niestety bez wzajemności. Ta miłość trwa od Euro 2012, jak za dzieciaka panowało w Polsce prawdziwe święto. Masochista z Ziemi Lubuskiej, który zamiast „wielkim futbolem”, bardziej ekscytuje się Ekstraklasą, i jeszcze za nią jeździ po kraju. Dla Mistrzów Polski tworzę od kwietnia 2023.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →